"Omen" zabił kota. Za ten czyn odpokutuje pracą ze zwierzakami

Czytaj dalej
Fot. Robert Gąsiorek
Robert Gąsiorek

"Omen" zabił kota. Za ten czyn odpokutuje pracą ze zwierzakami

Robert Gąsiorek

Zawodnik MMA Tymoteusz „Omen” Świątek skazany za śmierć małego czworonoga. Wyrok to 10 miesięcy prac społecznych. Animalsi uważają, że kara jest zbyt łagodna.

Przed wejściem na salę rozpraw Tymoteusz Świątek (zgodził się na publikację nazwiska oraz wizerunku), wdał się w słowną utarczkę z ojcem, którego zeznania obciążały znanego wojownika MMA. Jego podenerwowanie jeszcze wzrosło, gdy sędzia Jaromierz Sobusiak zaczął odczytywać wyrok. By ukryć emocje, sportowiec opuścił głowę. Uważnie słuchał wyroku: 10 miesięcy prac społecznych oraz 1,5 tysiąca złotych na rzecz Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.

To wystarczyło, by „Omen” poczuł się pewniej. Na jego twarzy dał się zauważyć lekki uśmiech. - Sąd wykazał się rozwagą i doświadczeniem życiowym. Bardzo dobrze rozpoznał sprawę i my przyjmujemy ten wyrok - mówiła zadowolona Justyna Bek, adwokat byłego zawodnika MMA.

A jednak zabił

Ulga Świątka po wyroku jest o tyle dziwna, że sąd uznał jednak, iż 23-latek zafundował okrutną śmierć dwumiesięcznemu kotkowi, należącemu do ojca.

Jeszcze kilka tygodni temu przekonywał, że zwierzę weszło pod jego samochód, gdy wrzucił wsteczny bieg. - To był nieszczęśliwy wypadek. Będę walczył w sądzie, żeby ten akt oskarżenia wycofać - mówił wówczas w rozmowie z naszym reporterem.

Teraz przyznaje, że zabił zwierzę w sposób, jaki został opisany w akcie oskarżenia. Według prokuratora złapał zwierzę za tylne łapy i uderzył nim kilka razy o lusterko samochodu. Z taką siłą, że lusterko urwało się. - Tylko ten jeden raz zdarzyło mi się skrzywdzić jakiekolwiek zwierzę. Nigdy więcej nie miałem takich problemów - przyznawał po wyroku „Omen”. Dodaje, że do całej sprawy by nie doszło, gdyby nie zachowanie jego ojca.

„Jeśli w rodzinie są jakieś sprzeczki, nie można wyżywać się na 2-miesięcznym kotku”

Ojciec prowokował

W tej kwestii brzeski sąd przyznał rację byłemu zawodnikowi MMA. - Czyn, jakiego dopuścił się oskarżony, nie miał charakteru zaplanowanego. Był konsekwencją zaistniałej sytuacji, w jakiej się znalazł, wykreowanej przez niewłaściwe zachowanie jego ojca - mówił w uzasadnieniu do wyroku sędzia Jaromierz Sobusiak.

Zajście, które zaprowadziło Świątka przed sąd, rozegrało się w pierwszą niedzielę sierpnia ub.r. we wsi Pojawie w powiecie brzeskim. Tymoteusz odwiedził tam swojego ojca, mimo że 23-latek miał dwuletni zakaz zbliżania się do krewnych. Był to efekt wcześniejszego wyroku sądu, uznającego, że „Omen” znęcał się nad rodziną. - Na posesje ojca udał się jednak w konkretnym celu, czyli odzyskania kotka swojego brata. Do ojca się nie zbliżał, a to, że znalazł się z nim w bezpośrednim kontakcie, wynika z zachowania ojca, który sam się zbliżył - relacjonował sędzia Sobusiak.

Aleksander Świątek miał obrażać Tymoteusza, wykrzykiwać w jego kierunku różne wulgaryzmy. 23-latek chciał już opuścić posesje i odjechać. Wsiadł do samochodu. Wtedy jednak ojciec po raz kolejny zaczął go obrażać. Zdenerwowany „Omen” wyszedł z pojazdu, złapał kota należącego do ojca i zaczął uderzać nim o samochód. - Faktem jest, że oskarżony dopuścił się czynu, który trudno zrozumieć i racjonalnie wytłumaczyć. Ale z drugiej strony nie można go uznać za bezdusznego mordercę - podkreślał sędzia.

Co to za wyrok?

Wyrokiem zbulwersowani są przedstawiciele Ogólnopolskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, które w sprawie występowało w charakterze oskarżyciela posiłkowego. Adwokat, który reprezentował organizację, nie krył zdziwienia z wymiaru kary. - Na przestrzeni ostatnich tygodni, miesięcy, na tle innych spraw, takiego wyroku nie było. Wszystkie podobne sprawy kończyły się karami bezwzględnego więzienia - mówi mecenas Leszek Rzepka, który domagał się dla Świątka kary 1,5 roku więzienia oraz 10 tys. zł nawiązki na cel wskazany przez sąd. Prawnik jest także zbulwersowany uzasadnieniem wyroku.- Jeśli nawet w rodzinie są jakieś sprzeczki, nie można się wyżywać na dwumiesięcznym kotku. Zwierzę nie zawiniło przecież w konflikcie rodzinnym - zaznacza. Animalsi rozważają złożenie apelacji od wyroku.

Sąd chce, aby 23-latek prace społeczne wykonywał w instytucji zajmującej się ochroną zwierząt. - Z wielką chęcią będę tam pracował - zapewnia „Omen”.

Robert Gąsiorek

Pracuje w redakcji Gazety Krakowskiej w Tarnowie. Piszę o tematach związanych z miastem Tarnowem oraz powiatami: tarnowskim oraz dąbrowskim. Zajmuje się sprawami kryminalnymi oraz przygotowuję teksty dotyczące ludzkich problemów. Wykonuję również fotogalerie z ciekawych imprez, które odbywają się w regionie. Prywatnie interesuje się sportem w szczególności piłką nożną.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.