On nawet ryby nie potrafił zabić - mówi Maria J. matka podejrzanego o zabójstwo i oskórowanie studentki

Czytaj dalej
Artur Drożdżak

On nawet ryby nie potrafił zabić - mówi Maria J. matka podejrzanego o zabójstwo i oskórowanie studentki

Artur Drożdżak

Maria J. ma 73 lata. Jej syn, Robert, jest podejrzany o dokonanie głośnego morderstwa sprzed 20 lat: prokuratorzy twierdzą, że zabił studentkę, Katarzynę Z. i obdarł ją ze skóry. Śledztwo trwa.

WIDEO: Policjanci z Krakowa zatrzymali 52-letniego Roberta J., podejrzewanego o zamordowanie i oskórowanie w 1998 roku 23-letniej studentki

Źródło: TVN24, x-news

Pani syn Robert został zatrzymany 4 października 2017 roku.
Policjanci dobijali się do naszych drzwi i mnie wtedy zwinęli. Później się dowiedziałam, że syna złapali pod bramą kamienicy. Po tym przez dwa i pół miesiąca byłam w domu opieki na ul. Helclów, bo tam mi miejsce znaleźli. Od tamtego dnia czuję się bardzo źle, ledwie to przeżyłam. Biorę antydepresanty i środki nasenne. Roztyłam się, ale gdyby nie leki, nie byłabym w stanie wyjść na ulicę. Kiedy wychodzę i wracam do siebie, na trzecie piętro, to muszę kilka razy stawać i odpoczywać.

Bardzo pani ciężko od tego dnia.
Dzielę życie na czas do zatrzymania syna i na ten po nim. Robert był dla mnie prawą ręką i bardzo mi go brakuje. Pisał do mnie, że zbliża się dzień matki, a nic mi nie może posłać, życzeń złożyć. Zwykle kupował mi coś ładnego, srebrnego, bo ja to lubię. Większość czasu ze mną spędzał. Jak byłam w Kanadzie - to wtedy z ojcem tu został.

Co panią trzyma?
Żyję dzięki lekom. Myślałam tylko o tym, co się stało i godzinami patrzyłam w sufit. Czułam, że od tego zwariuję. Drapię się bez powodu, aż do krwi. Robię to podświadomie, bo nie mam żadnej wysypki. Taka autoagresja.

Robert to było wymarzone dziecko?
Przyszedł na świat, gdy miałam 19 lat. Szybko miałam przeczucie, że to będzie chłopiec. Wymyśliłam mu imię Robert, bo wtedy miałam skojarzenia z Ameryką, z rodziną Roberta Kennedy’ego.

Są doniesienia, że syn przebierał się w damskie ciuchy, peruki. Żadnych zniewieściałości nie zauważyłam

Syn pisze do pani z więzienia?
Bez przerwy pisze. Już ponad 40 listów napisał. Na początku tej sprawy opisywał nam, o co chodzi. Te listy przechwycili i teraz o samej sprawie już nic nie wspomina.

Za kratkami jest już półtora roku.

Wszystko mu tam doskwiera. Ale personel więzienny traktuje go dobrze. Tylko jak jeszcze siedział w Rzeszowie, to go przeklinali, upokarzali i mu grozili. Robert chodził cały na czerwono ubrany, bez przerwy miał rewizje i musiał się wtedy rozbierać do naga. Robert jest osobą głęboko wierzącą i proszę sobie wyobrazić, że raz miał spowiedź świętą w celi i akurat wtedy kazali się mu przygotować do rewizji. Musiał się rozebrać do naga i po zakończeniu rewizji mógł kontynuował spowiedź.

Więzienie to nie sanatorium
Bieda tam jest. Robert wspominał, że dostał materac poplamiony, brudny, brzydził się tego. Jedzenie jest okropne, dostaje niedogotowane ziemniaki i wodą je popija. Miał krwawiące biegunki. Półtora roku nie był strzyżony i golony, chodził jak taki człowiek pierwotny, z długą brodą. A przecież Robert ma schizofrenię i liczne dolegliwości.

Ciągle go przenoszą, prawda?
Był areszt w Poznaniu, teraz Robert przez sześć godzin dziennie, od 15 kwietnia, czyta akta. Dlatego go przenieśli do Piotrkowa Trybunalskiego, by adwokat też mógł łatwiej do niego dojeżdżać. Zbliża się już finał tego śledztwa. Prokurator, który je teraz prowadzi, jest - tak to określę - dość specyficzny i ciągle szuka dziury w całym. To bardzo delikatne o nim określenie.

Była pani na widzeniu?
Nie, bo nie dostałam zgody prokuratora, to już prawie dwa lata. Wiem, że Robertowi brakuje domu, strasznie za mną tęskni. Szczególnie za mną, bo ze mną był związany.

Jeśli Robert wróci - co ulubionego mu pani przygotuje?
Lubił wszystko, co domowe. Mówił, że to co mu ugotuję, to jest najlepsze. Stęskniony tego jedzenia jest. Bardziej mączne rzeczy preferował: naleśniki, pierogi, ale i gołąbki.

Psychicznie wytrzymuje rozłąkę?
Robert cały czas się modli i ja też. Gdyby nie leki i nie modlitwa - nie dalibyśmy rady.

Od zawsze był taki religijny?
Jak był młody, to nie, gdzieś od 20 lat jest taki bardzo religijny. Zawsze Kościół szanował, kochał naszego papieża, uwielbiał go. Robert jest też przeciwny zabijaniu zwierząt, przeszedł na wegetarianizm.

Z waszego mieszkania na Kazimierzu śledczy zabrali wiele rzeczy.
Dopiero teraz dowiedziałam się, ile. Choćby moją używaną bieliznę, kapelusze, ponad 500 sztuk biżuterii srebrnej zgarnęli - wszystko, co mięli w zasięgu ręki. Ostatnio przynieśli odlew buta, taką formę i sprawdzali buty Roberta, w których jeszcze nie chodził. Potem wzięli obrazy, aparat fotograficzny bez kliszy, albumy ze zdjęciami, radiomagnetofon. Kaset nie ma, bo je wcześniej zabrali. Kasę pancerną otworzyli i po pewnym czasie oddali klucze, potem znów je wzięli. 25 lat tu mieszkamy i pół roku przed zatrzymaniem Roberta położyliśmy nowe tapety i wszystko zniszczyli. Po 19 latach sprawy nagle była rewizja ze zrywaniem fliz i mieszkanie zostało ogołocone.

Dlaczego?
Zaczęli wyceniać wzięte rzeczy, np. wiertarkę na 40 zł, ponoć na pokrycie kosztów sprawy. Z tego co wiem, to te koszty śledztwa są gigantyczne i sięgają już miliona 300 tysięcy złotych, wszystko, by udowodnić winę mojego syna.

Mój syn dużo się modli, kochał papieża, lituje się nad każdym człowiekiem. Jak ktoś potrzebował, kupił mu lekarstwa, za prąd zapłacił. Nie potrafiłby zabić, nie on – twierdzi Maria J.

Zabił?
Serce matki mówi mi, że jest niewinny, tak czuję. Wiedząc, jakie cechy posiada mój syn, to absolutnie zaprzeczam temu, by się mógł dopuścić takiego bestialstwa. Nie byłby do tego zdolny. Ryby nie zabił na święta, kur nie kupowałam, bo nie miałby kto ich zabić.

Robert jest pani zdaniem wrażliwy?
Litował się nad każdym człowiekiem. Prosił ktoś - to on dawał. Niemożliwe, by był zabójcą i to jeszcze takim z kawałkowaniem kogoś i obdzieraniem ze skóry. Był społecznikiem. Robert jest człowiekiem uczciwym, potrafił obcej osobie wykupić lekarstwo lub innej dać fundusze na prąd, a sam miał niską rentę.

W mediach aż huczy o zabójstwie studentki Katarzyny Z.
Nie oglądałam o tym programów. Piszą, że ktoś ofiarę przetrzymywał około dwóch tygodni, odurzał, kopał. Trzeba takiej osobie dostarczyć jedzenie, a Robert zawsze nocował w mieszkaniu, nigdy go nie brakowało. Teraz są doniesienia, że dwa włosy z uda dziewczyny znaleziono u nas w mieszkaniu. Były wzmianki, że syn przebierał się w damskie ciuchy, peruki i znikał. To nieprawda, był stuprocentowym chłopem. Zawsze się strzygł po męsku i ubierał na sportowo jak mężczyzna, nigdy nie zauważyłam żadnych zniewieściałości.

Rozmawialiście o Katarzynie Z.?
Stale, cały czas wracała ta sprawa. Zaczęła się w 2000 roku, gdy po raz pierwszy była u nas policja. Robert zastanawiał się, z jakiego powodu i jak do niego dotarła. Dostał takiego ciężkiego urazu psychicznego. Po wizycie policji wszystko, co miał w pokoju -to sprzedał, kaleczył się i zastanawiał: „dlaczego ja?”. Mówił, że jest tylu bandytów, różnych chuliganów. Pytał: więc czemu akurat mnie to spotkało? Ktoś musiał znać Roberta, że rzucił na niego takie oskarżenia. Potem Robert, w pewnym liście, napisał, że już wie, kto na niego wtedy doniósł. Dyskutowaliśmy dużo, kto się mógł dopuścić zbrodni i jak to można było zrobić. Było jasne, że zrobił to ktoś, kto się znał z dziewczyną. Poza tym to nie jest prosta sprawa dopuścić się obdzierania ze skóry.

Robert od początku wiedział, o co chodzi śledczym?
Wówczas, w 2000 roku, papier leżał na stole, że jest podejrzenie dokonania zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem Katarzyny Z. Wprost to było napisane. Dla nas obojga to był szok. Przyszli, jak po sznurku, jakby ktoś ich skierował. Innym razem byli w kombinezonach, pytali o nóż, tasak, czy mam sztuczne włosy, peruki. Nad Wisłą mnie raz trzymali i zabrali nawet wycieraczkę sprzed drzwi oraz moje kapelusze.

Pytała pani syna, czy znał Katarzynę Z.?
Pytałam. Utrzymywał, że jej nie znał. Ja nigdy tej dziewczyny na żywo nie widziałam. Tylko w telewizji, jej zdjęcie legitymacyjne pokazywali.

Czy przeczuwał zatrzymanie?
Mówił, że czuje, że za nim chodzą i to było prawdą. Okazało się, do kościoła nawet za nim chodzili. Jeszcze w 2000 roku zabrali klucze do mieszkania. Z mediów wiemy, że podsłuch nam założyli.

Czy Robert miał szczęście do kobiet?
Stałej kobiety nie miał. Spotykał różne na swojej drodze, ale żadna nie pasowała. Miał swój ideał wybranki.

Jaki ideał?
Miał zapatrywania, by kobieta była skromna, miała miłą powierzchowność, łagodna i by miała zasady. I by była katoliczką. Poznał kiedyś studentkę biologii, ale dawała mu wycisk strasznie, tresowała go. Znał ją ze trzy lata, a ona go poniżała i to odcisnęło na nim wielkie piętno. Był zauroczony, zakochany po uszy, miał wtedy 20-23 lata. Po latach się o tym dowiedziałam, że taką dziewczynę znał.

Marzyła pani kiedyś o wnukach?
O tym nie myślałam. Ciągle mi się wydawało, że Robert jeszcze taki młody jest. A on już stary jest, a ja - jeszcze starsza.

Syn zwierzał się pani ?
Jak coś go bardzo gryzło, to samotnie to przeżywał i dopiero po latach o tym opowiadał. Pytałam: czemuś mi wtedy nie powiedział? To odpowiedział, że jak człowiek młody, to strasznie ciężko przeżywa.

Robert pomagał pani ?
Zakupy robił, mył okna, opłacał rachunki. Codziennie na msze święte i po lekarzach chodził. Czytaliśmy dużo czasopism i książek religijnych. Do kina lub teatru się nie wybierał, nie miał funduszy. Dla kościoła robił bardzo dużo, dla ojców bonifratrów i parafii Bożego Ciała, do której należymy. Czyścił naczynia liturgiczne i za to dostał dwie wersalki i lodówkę. Ufundowali mu w parafii pielgrzymkę za granicę. Był w Austrii i na Węgrzech. Księża mu ufali. Na piesze pielgrzymki do Częstochowy się nie wybierał, bo nie był wytrzymały, jeździł tam tylko. Ja jak byłam młoda, to byłam w Kalwarii Zebrzydowskiej, teraz, po lekach, to niemożliwe.

Jak pani sądzi, jaki będzie finał tej sprawy?
Liczę, że skończy się uniewinnieniem syna, ale to i tak to wszystko już odcisnęło na nim piętn

Artur Drożdżak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.