Pan Mietek nie pójdzie do szpitala, dopóki nie znajdzie domu dla Uangi

Czytaj dalej
Fot. Edyta Mikołajewicz
Edyta Mikołajewicz

Pan Mietek nie pójdzie do szpitala, dopóki nie znajdzie domu dla Uangi

Edyta Mikołajewicz

Przeżyli razem najgorsze chwile. Stracili dach nad głową i trzy lata spędzili w Domu Brata Alberta. Mieczysław Paciorek traci władzę w nogach, ale nie chce oddać ukochanej suki do schroniska.

Uanga (zwana też Gosią) lubi: kurczaka, skakać w trawie, pływać i podjadać maliny z krzaka w ogródku. Nie lubi kotów i samotności.

Ostatnio coraz częściej kładzie łeb na kolanach Mieczysława i ucina sobie drzemkę. On ją głaszcze i mówi łamiącym się głosem, że będą musieli się rozstać. Może na zawsze.

Sen o własnym kącie

Malutki domek leży przy torach w spokojnej dzielnicy Nowego Sącza. Uandze jest tam dobrze. Jest stary piec chlebowy, przy którym ma legowisko, izba w której mieszka jej pan. I mały ogródek z malinami.

- Rozumiemy się bez słów. Jest ze mną od siedmiu lat, od urodzenia. Kiedy jestem smutny Uanga zawsze chce mnie pocieszyć - opowiada Mieczysław Paciorek.

Trzy lata, pięć miesięcy i siedem dni spędzili razem w Domu Brata Alberta. Właściciel mieszkania wypowiedział umowę, a za 900 złotych renty trudno było wynająć mieszkanie i przeżyć. Mieczysław spakował dwie walizki i poszedł do noclegowni dla bezdomnych z Uangą na rękach.

- Przez myśl mi nie przeszło, żeby ją oddać. Codziennie chodziłem do kapliczki szwedzkiej zapalić świeczkę Matce Boskiej z intencją, by udało mi się znaleźć dom - opowiada.

Modlitwy zostały wysłuchane. Od dwóch lat mają swój kąt. Opłaty są niewielkie: 350 złotych to odstępne dla właścicieli, a 170 zł rachunek za prąd. Do tego trzeba doliczyć ogrzewanie, czyli cztery tony węgla na opał. Na leki i jedzenie zostaje niewiele. W domku jest bardzo biednie, prosi się o remont. Wannę pokrywa rdza, a ściany sadza. Rury strzelają niemiłosiernie.

Mieczysław Paciorek ma 62 lata i dwadzieścia operacji za sobą.

- Mam usunięty staw biodrowy, lewa noga jest krótsza o dziesięć centymetrów. Z powodu obciążenia wysiadł mi prawy staw biodrowy. Czeka mnie wszczepienie endoprotezy. Prócz tego na kręgosłupie mam nieoperacyjnego tętniaka. Muszę mieć operację, bo nie wytrzymam bólu - opowiada. Nie ma siły rozpalić w piecu, skosić trawy w ogródku, wyprowadzić psa na spacer. Powinien się leczyć, ale o pół roku skierowanie do specjalisty leży na meblościance. Mieczysław nie zdecyduje się na ratowanie zdrowia dopóki nie znajdzie domu dla Uangi. - Nie oddam jej do schroniska, nie ma mowy! - podkreśla.

Wspomnienia

Mieczysław nie będzie opowiadał o tym, dlaczego jest sam i czy ktoś poda mu szklankę herbaty po operacji. Nie chce nikogo oskarżać, ani rozgrzeszać się na łamach gazety. Chce opowiedzieć o Uandze, o tym, czemu nie może się nią zająć.

- Często wraca do mnie taki sen. Jestem w rodzinnym domu w Znamirowicach. Uanga biega po łące, a ja łowię wielkie pstrągi, jak za młodych lat. Rozpalamy ognisko. Takie, jak paliło się dawniej na sobótki - opowiada.

Urodził się w malowniczej wsi nad Jeziorem Rożnowskim. Było biednie, ale magicznie. Lasy zamieszkiwały mamuny i czarownice. Przynajmniej tak opowiadali najstarsi mieszkańcy. Dom Paciorków był rozśpiewany, bracia grali na organkach, skrzypcach i akordeonie, ojciec pięknie śpiewał. Chodzili wspólnie po kolędzie z turoniem i gwiazdą. Byli biedni.

- Do pierwszej komunii szedłem boso aż do Tęgoborzy i dopiero przed kościołem założyłem sandały - mówi.

Wspomina Jana Stacha, słynnego w całej Polsce budowniczego największego mostu kamiennego wzniesionego przez jednego człowieka. Sąsiad Stach opowiadał małemu Mietkowi, że uratowały go Anioły, bo raz uniosły go w górę, gdy podczas pracy zawaliła się konstrukcja mostu. Pokazał mu również, gdzie są nieznane nikomu jaskinie.

Mieczysław od dziecka pracował w gospodarstwie. Dom zbudował z braćmi własnymi rękami. Wkrótce po tym zaczęły się jego pierwsze problemy ze zdrowiem.

- Dostałem od wuja bardzo mocnego kopniaka w biodro, zrobił się potężny krwiak. Miałem operację i długo leżałem w szpitalu - opowiada. Uraz odezwał się wiele lat później. A w międzyczasie Mieczysław zamieszkał w Krakowie, ukończył technikum hutnicze i rozpoczął pracę na kombinacie.

- Jeszcze w 1982 roku niosłem tatę w trumnie, a w 1988 już miałem wycięty staw biodrowy - opowiada.

Po siedmiu latach pracy okazało się, że konieczna jest kolejna operacja, podczas zabiegu wdało się zakażenie gronkowcem. Trzeba było częściowo usunąć kość w biodrze. Lekarze przyznali mu I grupę inwalidzką. Do skromnej renty cały czas dorabiał. Sprzedawał pieczarki na targu, był kierowcą w szpitalu w Witkowicach. Założył firmę, ale zdarzył się kolejny wypadek. Podczas pracy frezarka ucięła mu palce u prawej dłoni. Zostały przyszyte, ale nie odzyskał czucia. Przed wypadkiem każdego wieczora grywał na akordeonie, jak w rodzinnym domu.

Gdy opowiada twarz co chwilę wykrzywia mu grymas bólu. Wychodzi do kuchennej izby, zażywa leki .

- Boli mnie wszystko, nie mogę z bólu jeść, nie mogę spać, nie mogę się nawet obrócić. Mam wysoką gorączkę związaną ze stanem zapalnym - tłumaczy zawstydzony ocierając czoło.

Zaniepokojona Uanga idzie za opiekunem, a potem kładzie pysk na jego kolanach.

Jaka jest Uanga?

Mieczysław mówi, że jego suka jest: mądra i łagodna, wierna, pocieszna, urocza, elegancka, zadbana i zaszczepiona. Potrafi chodzić po drabinie. Uwielbia pływać. Akceptuje: psy i kury, kocha dzieci. Niepłochliwa. Samodzielna i dobrze wychowana. Jest od małego wychowana przy człowieku. Ufna i dobra. Nie zagląda gościom do talerzy, nie pcha się na kolana, reaguje na komendy.

- Muszę uczciwe przyznać, że Uanga ma jednak pewną wadę. Ona potwornie nie lubi kotów - dodaje jej pan

Gdy znajdzie się nowy opiekun dla Uangi, Mieczysława Paciorka czeka operacja, a potem najpewniej przeprowadzka do Domu Pomocy Społecznej. Tam nie będzie miejsca dla psa.

- Mam nadzieję, że ktoś kto ją przygarnie. Ważne, żeby to był człowiek bez nałogów i spokojny. W innym wypadku będę cierpiał, ale do schroniska jej nie oddam!

Nie tylko Uanga czeka na dom

Akcję pomocy dla Mieczysława Paciorka i jego suki Uangi rozpoczęło schronisko dla bezdomnych psów w Wielogłowach w gminie Chełmiec. Małgorzata Kowalczyk, pracownik schroniska: - Pan Mieczysław szukał domu dla Uangi dzwonił do wszystkich organizacji zajmujących się pomocą zwierzętom, usłyszał tylko jedną ofertę. Proponowano mu zabranie psa do schroniska w Nowym Targu. Stanowczo się nie zgodził .

Uanga jest jednym z wielu psów, które potrzebują pomocy. Tylko w Wielogłowach na adopcje czeka ich kilkanaście. Zaczął się sezon urlopowy i przez to zwiększa się znacznie liczba porzuconych zwierząt. Do schroniska w Wielogłowach trafiają w ostatnim czasie przynajmniej dwa czworonogi dziennie.

- Ludzie tak po prostu nie oddają psów. Nie przywożą ich do nas mówiąc, że sobie nie radzą. Jak wszyscy doskonale wiemy, pozbywają się zwierząt w bardzo drastyczny sposób, przywiązują do drzewa, wyrzucają z rozpędzonych samochodów - dodaje Małgorzata Kowalczyk.

Kto zobaczy psa błąkającego się po ulicy, powinien zgłosić to odpowiednim służbom.

Schroniska dla bezdomnych zwierząt szukają domów tymczasowych dla zwierząt. Każdy kto może choć na jakiś czas przygarnąć czworonoga jest na wagę złota.

Jak mówi pani Małgorzata, nie każdy pies tak samo znosi pobyt w schronisku, są szczególne sytuacje, gdy np. pies jest bardzo malutki, lub po prostu z różnych przyczyn źle toleruje warunki, jakie są w schronisku, wtedy bezcenne okazują się być domy tymczasowe.

Schronisko, które przekazuje psa do domu tymczasowego bierze za niego odpowiedzialność. W przypadku choroby i niezbędnych zabiegów w pełni finansuje opiekę weterynaryjną. Każdy kto chce pomóc bezdomnym zwierzętom, ale nie ma warunków, by wziąć je pod swój dach, może pomóc opiekunom i wolontariuszom wybierając się z podopiecznymi na spacer. Termin wystarczy uzgodnić z opiekunem schroniska. Tel.: tel. 602-521-537 lub 18 414-56-48.

Edyta Mikołajewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.