Grzegorz Wszołek

Paweł Chojnacki: Józef Mackiewicz nie daje spokoju

Józef Mackiewicz (w jasnym płaszczu) przegląda gazety i dokumenty wydobyte z kieszeni zamordowanych na miejscu ekshumacji w Katyniu Fot. archiwum Józef Mackiewicz (w jasnym płaszczu) przegląda gazety i dokumenty wydobyte z kieszeni zamordowanych na miejscu ekshumacji w Katyniu
Grzegorz Wszołek

W 120. urodziny Józefa Mackiewicza przypatrujemy się twórczości i życiorysowi pisarza, reportażysty, dziennikarza. Mackiewicz był świadkiem i kronikarzem niemal całego XX wieku. Z Pawłem Chojnackim, badaczem twórczości tego największego z polskich antykomunistów i jednego z najważniejszych sowietologów rozmawia Grzegorz Wszołek.

Na 1 kwietnia 2022 r. przypada 120 rocznica urodzin Józefa Mackiewicza. Mimo petersburskiego pochodzenia, był Polakiem z krwi i kości?
Był też historycznym Litwinem. W tym gronie wymienić można także Józefa Piłsudskiego czy Adama Mickiewicza. Litwinem historycznym, nie etnicznym albo politycznym. To obywatel Wielkiego Księstwa Litewskiego - duchowy, gdyż to państwo już nie istniało. Częściej mówimy o Stanisławie, bracie Józefa: jest w tym jakaś złowroga prawidłowość, która wiąże się z przyjazdem Cata-Mackiewicza do PRL-u w 1956 r. Dopuścił się on wcześniej zdrady, podejmując tajną współpracę z aparatem bezpieczeństwa. Tak właśnie oceniał to Józef, który zerwał z bratem kontakty. Zdrada i przyjazd spowodowały, że Cat wrócił do obiegu czytelniczego w kraju w nagrodę - tak traktowano emigrantów, którzy poszli na współpracę. W związku z tym do dziś jest lepiej kojarzony przez szerszą publiczność. Pamiętajmy, że Józef Mackiewicz był niezłomnym emigrantem do końca i ponosił tej decyzji konsekwencje. My, jako czytelnicy jego dzieł, również je pośrednio ponosimy, gdyż ciągle trzeba go przypominać, a nawet - tłumaczyć.

Do dzisiaj wiele kontrowersji wzbudza wydawanie przez Józefa Mackiewicza „Gazety Codziennej”, a później - publikacje w „Gońcu Codziennym”, już po ataku Niemiec na Sowiety.
To jest sprawa często przypominana, ciągle wraca motyw oskarżenia o współpracę z litewskim okupantem czy później - z prasą „gadzinową”. Wraca się podobnie do pogrzebu pisarza, który odbył się w atmosferze skandalu w Londynie w 1985 roku. Zawsze namawiam, żeby nie skupiać się na tych wątkach, które uważam za poboczne po latach, bowiem umykają nam inne, dalece ważniejsze zdarzenia z życia twórcy. Epizody te mówią więcej o warunkach, w jakich funkcjonował niż o nim samym. Moim zdaniem, najważniejsze z okresu wojny jest, że odbył podróż do Katynia, że mógł o tym opowiedzieć światu - nawet gdy drukowano tę relację w prasie kontrolowanej przez niemieckiego okupanta. To istotniejsze od zarzutów pochodzących m.in. z kręgów Armii Krajowej. Tzw. „Sprawa Mackiewicza” odciąga nas od jego intrygującej twórczości i twardej, patriotycznej postawy. A to, że był świadkiem Katynia stanowiło najpewniej tło ataków na niego ze strony służb sowieckich czy przez nie inspirowanych. Elementem zemsty i próbą zamknięcia mu ust było oczernianie wizerunku.

Wróćmy do tych niejasnych kart z historii Józefa. W czasach okupacji niemieckiej była to postać drażniąca dla niektórych dowódców Armii Krajowej. Dość wspomnieć, że sąd AK skazał go na karę śmierci, ale jej nie wykonano. Czym tak podpadł dowódcom? W końcu został oczyszczony z zarzutów kolaboracji, ale po 2 latach.
Zarzucano mu, że mieszkając w Wilnie pod okupacją litewską wydawał legalną gazetę, co uznano za czyn niegodny patrioty. Poza tym, po wejściu wojsk niemieckich w czerwcu 1941 r. opublikował kilka tekstów w prasie „gadzinowej”, której jednak nie redagował. Udzielił też wywiadu o wizycie w Katyniu. Zarzucano mu więc - nieprawdziwie - współpracę z propagandą okupantów, tymczasem pisał teksty wyraźnie antysowieckie. I ważna sprawa: Józef Mackiewicz nigdy nie popierał w publicystyce hitlerowskich Niemiec. Gdyby te artykuły ukazały się gdzie indziej, nie zwróciłyby aż takiej uwagi. Krytykował podatność na współpracę AK z bolszewikami. Polityka Państwa Podziemnego nakierowana była na kooperację, co zaowocowało operacją „Ostra Brama”, czyli wspólnym „wyzwoleniem” Wilna z Armią Czerwoną.

Myślę, że Mackiewicz opisywał tamtą atmosferę i decyzje zgodnie z rzeczywistością, pokazując, że doprowadziły one do pomocy najeźdźcy w zajęciu własnego miasta. Bolszewicy weszli do Wilna, a Armia Krajowa została zaraz spacyfikowana. Mackiewicz wracał do tamtej historii w twórczości literackiej - najbardziej znana jest powieść „Nie trzeba głośno mówić”, ciąg dalszy „Drogi donikąd”. Niejeden bohater z tamtych czasów był oskarżany przez komunistów o współpracę z Niemcami - wymieńmy tylko Ferdynanda Goetla. Dziś nikt nie pamięta o „jego sprawie”, o „sprawie Mackiewicza” - tak. Powtórzę: zaciemnić to ma jego znaczenie jako świadka Katynia i utrudnić odczytanie jego światopoglądu.

Mimo wcześniejszych obiekcji ze strony niektórych dowódców AK, Józef Mackiewicz udał się na miejsce masowych mordów na polskich oficerach w Katyniu. Czy jego „Zbrodnia katyńska w świetle dokumentów” należy do grona najważniejszych w jego dorobku?
To niezwykle ważna książka. Mackiewicz pisał dużo o Katyniu, jego praca „Mordercy z lasu katyńskiego” ukazała się w wielu językach. Pokazywał prawdę o zbrodni, a wątek ten rzucił cień na jego twórczość i losy. Mackiewicz był również świadkiem innego ludobójstwa, rozstrzelania Żydów w Ponarach pod Wilnem. Jego osoba, pisarstwo i doświadczenie łączą brzemię dwóch totalitaryzmów XX wieku.

Od końca lat 1980. pojawiały się zarzuty pod adresem Mackiewicza, że był antysemitą. Jest w nich źdźbło prawdy?
Absolutnie nie. Wspominałem o tekście, należącym do klasyki polskiego reportażu, o zagładzie Żydów - „Ponary-baza”. To wstrząsający obraz mordu, szczery i doskonały pod względem literackim. Antysemita takich artykułów nie publikuje. Być może stosunek prawicowo-konserwatywnych tytułów prasowych w latach 1920. i 1930. - do takich należało wileńskie „Słowo” - był wobec Żydów krytyczny, ale nie można mówić w tym wypadku o niechęci wynikającej z poglądów rasowych czy dyskryminacyjnych. To kolejny element „czarnej legendy”, w którą próbuje się wciągać Mackiewicza - najpierw współpraca z hitlerowcami, a później antysemickie ciągoty. Co jeszcze?

W jakim celu dorabiano „gębę” Mackiewiczowi?
Żeby „przykryć” jego postawę antykomunistyczną, bodaj najbardziej radykalną spośród publicystów emigracyjnych. Mackiewicz pracował literacko niemal do końca życia, bezwzględnie krytykując komunizm. Na przykład „Zwycięstwo prowokacji” z 1962 roku to jedna z najważniejszych polskich książek politycznych XX wieku. Jego diagnozy rzutują na teraźniejszość, na tym polega fenomen Mackiewicza. Już 33 tomy „Dzieł” ukazały się nakładem wydawnictwa „Kontra” w Londynie - ciągle pojawiają się nowe teksty z rozproszonych źródeł prasowych, bogata korespondencja. Odnajdziemy tam komentarze Mackiewicza do współczesności, do pojmowania polskości, do postaci, które uważamy „z rozpędu” za wybitne. Ostro krytykował choćby Jana Nowaka-Jeziorańskiego i linię programową Radia Wolna Europa, którą uważał za narzędzie nie-polskiej, a amerykańskiej polityki. Rozmawiamy oczywiście o trudnym, wielowątkowym pisarzu, w żadnym wypadku nie jest to osoba, która byłaby dziś przyjęta z aplauzem przez wszystkich.

Cytatów autora „Lewej wolnej” często używa się jako kliszy argumentacyjnej w dyskusjach - bowiem „tylko prawda jest ciekawa”, a „do komunistów trzeba strzelać, a nie z nimi dyskutować”. To niesprawiedliwe uproszczenie czy uprawniona synteza myśli?
I to, i to! Szczerze mówiąc, nie jestem wielbicielem bon-motu „tylko prawda jest ciekawa” - wydaje się zbyt banalny, nie przystający do głębokiej twórczości Józefa Mackiewicza. Usprawiedliwiony może na etapie dyskusji poszukujących licealistów. Co do cytatu o strzelaniu do komunistów - sam w latach 1990., kierując w Krakowie działaniami klubu politycznego jego imienia, nosiłem transparent z cytatem „Bij bolszewika, ratuj wolną myśl!”. Jest to nie tyle kwintesencja pisarstwa Mackiewicza, co na pewno jeden z ważniejszych elementów tej kapitalnej prozy. Mackiewicz - i nie mówię tego tylko jako miłośnik jego twórczości - to po prostu klasyk literatury. Nawet jego krytycy nie mogli odmówić mu potężnego talentu. Ale Mackiewicz był równocześnie przeciwnikiem skomunizowania Polski, przeciwnikiem współpracy części Kościoła z władzami PRL. Do dziś to bardzo niepopularne tematy, od razu narzucające pewien wizerunek osobie wypowiadającej tego typu poglądy. Mackiewicz walczył o „przywrócenie suwerenności myśli polskiej”, zaś PRL z tym pojęciem nie miał nic wspólnego. Zadaniem jest dociekać, ile ma z nim wspólnego dzisiejsza Polska?

Jakie jest miejsce Mackiewicza w XX-wiecznym powieściopisarstwie?
Mackiewicz to absolutny klasyk polskiej literatury. Mówiąc o nim, należy wspominać o żonie, Barbarze Toporskiej - również pisarce, poetce, bratniej duszy w poglądach. W jednym z listów zauważyła: „Ja dla Józefa nie boję się osądu historii, a za gruba szyszka, żeby się historycy literatury nim nie zajęli”. A było to w czasach, gdy Mackiewiczowie mieszkali w Monachium, żyli z nikłych honorariów.

Publicysta, dziennikarz, pisarz, sowietolog, przyrodnik - czy to komplet, jeśli mowa o Józefie Mackiewiczu?
Wierny pasji z wykształcenia został przyrodnikiem i w humanistyce starał się wdrażać obiektywne metody - w tym prawo do porównań. Józef Mackiewicz nie jest łatwy do sklasyfikowania: dla jednych pozostanie głównie beletrystą, dla innych dziennikarzem, a jeszcze ktoś zwróci uwagę na jego opowiadania. Nie mamy w polszczyźnie precyzyjnego określenia na lapidarny opis zgodności poglądów z twórczością i decyzjami życiowymi. W czasach, w których wielu literatów PRL-u „kąsał Hegel”, kusił Ketman i ulegali „urokom” komunizmu, on jest żywym dowodem na to, że nie trzeba było współpracować z komunistami, że nie był to los, lecz wybór.

Sejm RP ustanowił 2022 rokiem Józefa Mackiewicza, „uznając wielkość jego dorobku wytrwale wspierającego idee niepodległości Polski, wolności i przyjaznego współistnienia ludów Europy Środkowo-Wschodniej, niezłomnego oporu przeciwko komunizmowi oraz uniwersalne wartości jego prozy literackiej”. To potrzebny gest?
Przyznam, że jestem sceptycznie usposobiony do tej idei. Inicjatywa zaskoczyła osoby i środowiska badające twórczość Mackiewicza. Umieszczono jego osobę w gąszczu innych postaci - konia z rzędem temu, kto potrafi wymienić wszystkich bohaterów Roku 2022. Uchwała sejmowa zawierała błędy rzeczowe, pomylono liczbę lat od daty urodzin, źle sklasyfikowano niektóre jego dzieła, a nade wszystko nie wzmiankowano o roli spadkobierczyni praw autorskich Ninie Karsov. Boję się, że improwizowane - bo nie może być inaczej - obchody Roku Mackiewicza przynieść mogą głównie spłycenie jego myśli, ugłaskanie i chęć „odkreślenia” go na zasadzie, że „wielkim pisarzem był”.

Mackiewicz to świadek niemal całego stulecia - ur. 1902, zmarł w 1985. Nie doczekał upadku Związku Sowieckiego. Co by dziś powiedział o Rosji? Uważałby, że Federacja Rosyjska jest kontynuatorem, spadkobiercą ZSRS?
Nie sposób odpowiedzieć na to pytanie, nie mam ku temu prawa. To powinien zrobić sam Józef Mackiewicz. Uchylając się od wyjaśnień za pisarza, mogę oczywiście stwierdzić, że obecna Rosja ma więcej wspólnego ze Związkiem Sowieckim (czy rzeczywiście upadł?) niż z Rosją sprzed 1914, czy 1917 roku. Podobnie Polska jest nadal w dużej mierze krajem postsowieckim, a w jeszcze większym stopniu - Ukraina. Taka perspektywa byłaby prawdopodobnie Józefowi Mackiewiczowi najbliższa. Na pewno też nie potrafiłby się pogodzić z nastrojami, które prowadzą do negowania języka i kultury rosyjskiej w całości. Był pisarzem - można powiedzieć - dwujęzycznym, pochodził z formacji swobodnie poruszającej się w dwóch kulturach.

Antykomuniści często powtarzali po 1989 r., że komunizm się przepoczwarza w transformacji i znalazł swoją poczwarę w Rosji. To trafne stwierdzenie? I czy potrzebny jest renesans mackiewiczowego antykomunizmu?
Mackiewicz wskazywał również na fakt, że komunizm nadszedł z Zachodu - a więc nie był wyłącznym wytworem Wschodu, punktował też elementy upadku moralnego starego kontynentu i USA, wyrażającego się w konsekwencjach konferencji w Jałcie. Wskazywał na podwójną odpowiedzialność, o czym warto pamiętać. Czytelnicy muszą mi teraz uwierzyć na słowo: książki Mackiewicza wydają się jeszcze bardziej aktualne niż dotychczas. „Wrzaski i bomby” (świetny tytuł!), „Nie wychylać się”, „Tego najstarsi nie pamiętają ludzie” - to tylko ostatnio wydane zbiory - publicystyka tego autora zahacza i o współczesność. Podsumowując: chciałbym zachęcić przede wszystkim do czytania Mackiewicza, nie tylko kanonu powieści, ale i publicystyki, dzięki której nie sposób analizować sytuację Polski, Zachodu i Wschodu Europy, świata i życia - jak przed lekturą. Mackiewicz nie daje nam spokoju…

*Paweł Chojnacki - historyk idei i badacz emigracji, pracownik krakowskiego IPN, współpracownik Instytutu Historii PAN

Grzegorz Wszołek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.