PiS po wecie: wstrząśnięte, nie zmieszane. Co znaczy prezydenckie NIE [WIDEO]

Czytaj dalej
Fot. fot. Marek Szawdyn
Zbigniew Bartuś

PiS po wecie: wstrząśnięte, nie zmieszane. Co znaczy prezydenckie NIE [WIDEO]

Zbigniew Bartuś

Polityka. Wetując dwie z trzech sztandarowych ustaw PiS dotyczących sądownictwa, prezydent Andrzej Duda znalazł się pod ostrzałem polityków i elektoratu rodzimej partii. Część stronników PiS uznała go za zdrajcę. Ale część mu kibicuje, bo uważa, że radykałowie wiodą do katastrofy.

„Herr Duda, niech się Pan poda do dymisji”… - takie komentarze zdominowały wczoraj media popierające PiS po tym, jak prezydent Andrzej Duda zapowiedział zawetowanie dwóch z trzech ustaw PiS o sądownictwie. Parlament przyjął feralne przepisy, mimo tężejących protestów w całej Polsce i opinii przytłaczającej większości gremiów eksperckich, także związanych z PiS. Podkreślały one, że ustawy łamią konstytucję, nie usprawnią sądów, a wręcz pogorszą sytuację prawną zwykłych Polaków.

WIDEO: Andrzej Duda: Reforma sądownictwa jest potrzebna, ale musi być zgodna z konstytucją

Źródło: x-news/Kancelaria Prezydenta

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Są jeszcze sądy, ale...

- Układ, który tak histerycznie się broni, uzyskał chwilową przewagę - ocenił decyzję prezydenta szef klubu parlamentarnego PiS Ryszard Terlecki. Patryk Jaki, wiceminister sprawiedliwości, uważa, że Andrzej Duda „wymiękł” w obliczu dekomunizacji.

Ludzie przegranego w tej bitwie ministra Zbigniewa Ziobry sugerują, że to sprawka „liberałów”, czyli zmienionego niedawno otoczenia Andrzeja Dudy, w tym prof. Krzysztofa Szczerskiego z UJ, szefa Gabinetu Prezydenta. Ono miało nakłonić Andrzeja Dudę do „wybicia się na niezależność”. Wcześniej ambicje te hamować miała Małgorzata Sadurska, szefowa Kancelarii Prezydenta, uchodząca za „ucho prezesa PiS” (w czerwcu odeszła do zarządu PZU).

„Jastrzębie” są w szoku. Zdaniem „gołębi”, Andrzej Duda przywraca PiS równowagę, zachwianą przez radykałów. Kluczowe pytanie brzmi: co zrobi Jarosław Kaczyński?

Andrzej Duda wyjaśnił, że reforma Temidy jest niezbędna, ale nie tak niechlujna, wprowadzona bez konsultacji - w tym z nim samym. Do weta skłoniły go liczne opinie prawników, politologów. Największy wpływ miała jednak Zofia Romaszewska, ikona PiS, legenda antykomunistycznej opozycji. Odnosząc się do ustawy dającej nowe uprawnienia Zbigniewowi Ziobrze powiedziała Andrzejowi Dudzie: „Żyłam w państwie, w którym prokurator generalny miał nieprawdopodobnie silną pozycję i w zasadzie mógł wszystko, i nie chciałabym z powrotem do takiego państwa wracać”.

Mimo tych wyjaśnień, pod adresem Andrzeja Dudy padły oskarżenia, że „zaczął tworzyć własną partię przeciwko rządowi PiS”. „Gołębie” w PiS mu kibicują, bo ich zdaniem „jastrzębie”, czyli dominujący dziś radykałowie, wiodą kraj do katastrofy.

Decydując o wetach prezydent znalazł się w trudnej sytuacji nie z powodu kilkudniowych protestów w całej Polsce, ale za sprawą strategii macierzystej partii. PiS i popierające rząd media, na czele z TVP, postawiły sprawę jasno: kto popiera sporne ustawy jest za dekomunizacją i naprawą upadłej Temidy, a kto jest przeciw, ten jest za aferzystami i ubekami. Nieoczekiwanie po tej drugiej stronie stanęła Zofia Romaszewska, jedna z ikon PiS.

Ze śpiewającego na jedną nutę prorządowego chóru wyłamała się też część środowiska tygodnika „Do Rzeczy”, w tym redaktor naczelny Paweł Lisicki. Na okładce wczorajszego wydania widać plecy Andrzeja Dudy i Jarosława Kaczyńskiego z tytułem: „To już szorstka przyjaźń: Prezydent Andrzej Duda wchodzi do gry”. Publicysta Rafał Ziemkiewicz, otwarcie popierający rząd i dający odpór „totalnej opozycji”, napisał do prezydenta list z prośbą o weto.

„To są złe ustawy” - ocenił dodając, że „tryb procedowania w parlamencie był skandaliczny, sprzeczny z prawem”. Przekonywał przy tym, że weto wzmocni prezydenta oraz PiS: „Da partii szansę zejścia ze ścieżki sekciarskiego zamykania się we własnym żelaznym elektoracie i jego radykalizacji, co jest drogą donikąd”.

Część działaczy i zwolenników PiS uważa, że partia pod wpływem radykałów, czyli jastrzębi, poszła na niepotrzebną i szkodliwą wojnę ze wszystkimi organizacjami prawniczymi i gremiami eksperckimi. Od ustaw Ziobry odcięli się nawet dawni bliscy współpracownicy śp. Lecha Kaczyńskiego i liderzy niemal całego zaplecza intelektualnego PiS (w tym prawnicy radykalnego Ordo Iuris). Palący świeczki w obronie sądów prof. Adam Strzembosz, jedna z kluczowych postaci konserwatywnej prawicy, były kandydat Porozumienia Centrum na prezydenta RP, stał się symbolem wielkiego protestu.

„Podejrzani o rozłam”

Pod adresem Andrzeja Dudy padły oskarżenia, że „zaczął tworzyć własną partię przeciwko rządowi PiS”. Z kim? Głównymi „podejrzanymi” są - prócz domniemanych „liberałów” w pałacu prezydenckim - zmęczeni radykalizmem rewolucyjnego skrzydła PiS „konserwatyści” i „technokraci”, w tym: wicepremierzy Jarosław Gowin i Mateusz Morawiecki oraz bliżej niesprecyzowane „gołębie”, które poczuły ponoć krew „jastrzębi”.

- W PiS jest spore środowisko reformatorów, którzy uważają, że jeśli Polska ma się stać globalnym graczem gospodarczym i politycznym, to zmiany muszą być wprowadzane w inny sposób niż dotąd, bez wojen, w oparciu o szerokie konsultacje ze społeczeństwem, także ze środowiskami, których dana rzecz dotyczy - komentuje dr Krzysztof Mazur, prezes Klubu Jagiellońskiego, czołowego think tanku konserwatywnej prawicy i centroprawicy.

Zwraca uwagę, że np. rządowej Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju, której celem jest oparcie polskiej gospodarki na wiedzy (a nie taniej sile roboczej), nie da się zrealizować w atmosferze wojny ze wszystkimi, w tym organizacjami pracodawców i przedsiębiorców, związkami zawodowymi czy prawnikami obsługującymi biznes. A wszyscy oni protestowali przeciwko ustawom PiS.

Środowisko reformatorów - „gołębi” nie miało dotąd swojego patrona, więc w realiach partii wodzowskiej, jak PiS, jego przedstawicielom trudno było zaistnieć. - Teraz mogą takiego patrona odnaleźć w osobie prezydenta Dudy - uważa ekspert.

W parlamentarnych ławach PiS zasiada wielu byłych samorządowców, którzy nierzadko latami rządzili w swoich gminach. Znają „prawdziwe życie” lepiej niż Jarosław Kaczyński i nie przekonuje ich forsowana przez „jastrzębi” wizja Polski opanowanej przez bezpiekę i obcych agentów. A na tej wizji zbudowane zostały m.in. feralne ustawy ministra Ziobry.

„Gołębie” wzmacnia także to, że wyczerpuje się paliwo miesięcznic smoleńskich i komisji, która przez tyle lat nie potrafi dowieść zamachu. Zarazem narastają w społeczeństwie nastroje antyklerykalne, a „złym” w tej narracji jest o. Tadeusz Rydzyk, patronujący w PiS dwóm skrzydłom: Zbigniewa Ziobry i Antoniego Macierewicza.

Ideowa wojna toczy się o odcięcie tych skrzydeł, a przy okazji (?) przejęcie ich wpływów, w tym intratnych posad w spółkach skarbu państwa.

Partia prezydencka?

Czy „gołębie” rozwiną skrzydła i stworzą zalążek „nowego PiS” lub innej formacji? Być może gra na to Jarosław Gowin, który wprawdzie poparł kontrowersyjne ustawy, ale z wyraźnie smętną miną. Stronnicy wicepremiera zwracają uwagę, że jego konserwatywne poglądy stoją od dawna w sprzeczności z rewolucyjnym zapałem „jastrzębi”. Z dobrze poinformowanych źródeł wiemy, że w sprawie feralnych ustaw Gowin został przez prezesa PiS postawiony pod ścianą: „jakikolwiek przejaw niesubordynacji i wylatuje”; jest już nawet kandydat na ministra nauki, małopolski polityk Kukiz’15.

Wczoraj krakowianka Jadwiga Emilewicz, pracowita wiceminister rozwoju, zastępczyni Mateusza Morawieckiego rodem z Polski Razem Gowina, poparła prezydenckie weta. Sam Morawiecki wyraził rozczarowanie. Jego stronnicy tłumaczyli nam, że dla polityków PiS, zwłaszcza mierzących tak wysoko jak wicepremier, lojalność wobec prezesa jest warunkiem istnienia. Przekonał się o tym swego czasu Zbigniew Ziobro, a nawet „trzeci bliźniak” Ludwik Dorn. Lojalność Morawieckiego musi być ostentacyjna, bo przyszedł do PiS bez zaplecza politycznego, za to - z punktu widzenia twardego elektoratu - z obciążeniem: jako były prezes obcego banku i doradca Tuska. Został przez Kaczyńskiego wyciągnięty jak as z rękawa - i równie szybko może być schowany.

Z Andrzejem Dudą sytuacja jest inna, bo do końca kadencji nie da się go pozbawić funkcji. Zdaniem Krzysztofa Mazura, Kaczyński może zgrzytać zębami, ale na krótszą, a tym bardziej dłuższą metę wojna z prezydentem jest dla PiS nieopłacalna. - Jeśli partia chce wprowadzić zmiany, musi z Dudą współpracować. Oczywiście, będą naciski, być może nawet pojawi się groźba, że gdyby prezydent chciał zbytnio stawiać na swoim, to w kolejnych wyborach zastąpi go inny kandydat. Np. Zbigniew Ziobro. Ale otwartej wojny nie przewiduję - mówi Krzysztof Mazur.

Nie przewiduje też rozłamu w PiS, ani tym bardziej zmiany ośrodka decyzyjnego: nadal będzie nim Jarosław Kaczyński. Który jednak musi uwzględnić w owych decyzjach głos i ambicje polityczne prezydenta.

Inaczej widzi to prof. Radosław Markowski ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej: - To jest dogadana manipulacja, żeby zwieść opinię publiczną, „ustawka” po to, żeby w czasie wakacji wszystko rozeszło się po kościach. Nie wierzę, że prezydent idzie na polityczną wojnę z PiS. To człowiek całkowicie zależny od Kaczyńskiego - powiedział portalowi Onet.pl.

Jego zdaniem, PiS „wystraszyło się skali protestów”, ale po wakacjach nowa wersja ustawy - „po zmianie paru przecinków” - zostanie przez prezydenta podpisana.

Pałac z układem...

„Prezydent był przykładem patrioty dla mnie i mojej rodziny. Teraz jest przykładem zdrady narodowej”, „Pewnie obiecano mu pracę w Goldman-Sachs, jak Marcinkiewiczowi”, „DUDA = TW BOLEK”, „Herr Duda, niech się Pan poda do dymisji”… - takie komentarze zdominowały wczoraj media popierające PiS.

Układ, który tak histerycznie się broni, uzyskał chwilową przewagę w postaci decyzji prezydenta - uznał szef klubu parlamentarnego PiS Ryszard Terlecki. Zapewnił, że PiS sobie poradzi. Zdaniem posła PiS Janusza Szewczaka, weta wzmocnią „Nowoczesną Targowicę”. Patryk Jaki, wiceminister sprawiedliwości, uważa, że prezydent „wymiękł” w obliczu dekomunizacji.

Ludzie Zbigniewa Ziobry sugerują, że weta to sprawka odświeżonego otoczenia prezydenta: jego rzecznika Krzysztofa Łapińskiego (wcześniej posła PiS, który mimo zasług w kampanii wyborczej nie dostał stanowiska i był strofowany przez partyjny beton) i profesora UJ Krzysztofa Szczerskiego, szefa Gabinetu Prezydenta.

Zbigniew Bartuś


Dziennikarz, publicysta, felietonista Dziennika Polskiego (na pokładzie od 1992 roku) i mediów Polska Press Grupy, współtwórca i koordynator Forum Przedsiębiorców Małopolski, laureat kilkudziesięciu nagród i wyróżnień dziennikarskich (w tym Wolności Słowa, Dziennikarz Ekonomiczny Roku, Nagroda Główna NBP, Nagroda Grabskiego, Nagroda Kwiatkowskiego, Grand Prix Dziennikarzy Małopolski, nominacje do Grand Press).


 

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2024 Polska Press Sp. z o.o.