Pochwała długiego życia filmu, odkrywają go nowe pokolenia

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Banas
Jerzy Stuhr

Pochwała długiego życia filmu, odkrywają go nowe pokolenia

Jerzy Stuhr

Jak długo żyje sztuka,film? Stare łacińskie przysłowie mówi wprawdzie, że „Ars longa, vita brevis”, czyli życie jest krótkie, a sztuka wieczna, ale w praktyce tego życia jest mniej. Tego życia społecznego, gdy widzowie wracają do pewnych tytułów, i nie tylko wspominają, ale chcą oglądać na nowo. I czy to zależy od tematu?

Chyba nie ma w tym względzie żadnej reguły. Nieraz może przetrwać jakiś dowcip, z całym swoim kontekstem politycznym, tak przydarzyło się choćby Seksmisji i jej cudownemu zdaniu „chodźmy na wschód, bo tam zawsze będzie jakaś cywilizacja”. A nieraz jest tak, że aktualność jakiejś fabuły, lub jakiegoś wątku odżywa, wraz z nowym kontekstem. Albo nawet staje się zupełnie nową wartością.

Przed kilkoma dniami byłem zaproszony, wraz ze swoim ostatnim filmem Obywatel, do Gdyńskiej Szkoły Filmowej na spotkanie ze studentami.

Minęły już trzy lata od premiery tego tytułu, wtedy, jak może ktoś pamięta, dostał on na festiwalu w Gdyni nagrodę za scenariusz; potem widownię miał sporą, a krytykę - różną.

Sam byłem ciekawy, jak sprawdzi się po tych kilku latach. Ale oto niewielki moment tego filmu niespodziewanie zwrócił na siebie uwagę.

Tam jest ujęcie z konstytucją - i to był moment, gdy wszyscy studenci nagle zaczęli bić brawo, a potem w dyskusji pytali mnie, skąd wiedziałem, że konstytucja stanie się takim ważnym elementem w życiu społecznym?

Bardzo dobrze został film przyjęty, jeszcze w ogóle się nie zestarzał, ale może nie miał prawa zestarzeć się, przecież to dopiero trzy lata. Natomiast to niespodziewane powiększenie jednego momentu w filmie - nie miało na pewno żadnego podtekstu artystycznego.

Bo rzeczywiście jest to przedziwna rzecz, że trudno przewidzieć, a nieraz tak właśnie dzieje się z filmami, że one zaczną w pewnym momencie współgrać z rzeczywistością.

Te dwie wielkości, rzeczywistość i film, zaczynają wzajemnie do siebie dorastać, albo nagle, jakieś filmy zaczynają w pewnych swoich spostrzeżeniach wyglądać, jak metafory czasu, czy układu sił, który akurat widownia przeżywa! Choćby nawet, w samej swojej tematyce, film mówił o czymś innym.

Ciągle mam zresztą głosy, że tematyka mojego Obywatela ludzi dotyka, choć przecież było to moje własne doświadczenie rzucone na przeżycia mojego czasu. Ale mówię o tym na marginesie, bo spotkanie gdyńskie, które odbywało się w szkole filmowej, z konieczności bardziej dotyczyło warsztatu. Pytano mnie więc, jak te, czy inne sceny były robione, gdzie „było naprawdę”, a gdzie był tylko efekt - jednym słowem, rozmaite realizacyjne aspekty były podstawą zainteresowania studentów.

O ideologii mało mówiliśmy, choć oni sami zwrócili uwagę na to ujęcie z konstytucją. Odpowiedziałem im, że to się często zdarza, iż czas uaktualnia pewne efekty, a dzieje się to już zupełnie poza twórcą. Ale można się z tego tylko cieszyć, bo wydłuża to filmowi życie.

Najgłośniejszy przykład tego typu w polskiej kinematografii to film Rejs, który tak naprawdę był zbiorem skeczów, po trosze studenckich, czy raczej studencko-kabaretowych i nagle, dzięki tym skeczom, stał się cały film metaforą absurdu PRL-owskiej propagandy, a nawet samego PRL-u.

A przecież było to paręnaście scenek luźno spiętych, niemalże przypadkowo ze sobą związanych. I w cytatach swoich pozostał ten film, jako definicja pewnych stanów społecznych. Jak choćby ocena filmu polskiego, w którym „nic się nie dzieje, nuda…”

O czym wszyscy możemy zaświadczyć, także i młode pokolenia, bo ten film nieprzypadkowo stał się filmem kultowym, jak zwykło się to określać.

Każdy film ma to swoje bezpośrednie spotkanie z publicznością. Potem mógłby być nawet schowany na jakiś czas, gdyby mieć tę pewność, że „wyciągnięty” w sprzyjającym momencie stanie się odkryciem.

Taką podróż odbywa ciągle film Amator: kolejne pokolenia odkrywają w tym starym filmie Kieślowskiego coś nowego.

Można go oglądać w różnych aspektach i pod różnym kątem, a on jakby wciąż był inny.

Podobnie dzieje się nieraz z teatrem. Ileż byłoby nowych odczytań, gdyby ktoś teraz zrobił Biesy!

Wesele też się zawsze sprawdza w swej aktualności! Szewcy, nad którymi rozpocząłem teraz pracę, to też jest taki dramat, że można z niego zrobić niemal pięć - sześć sztuk różnych, w zależności na co, w inscenizacji, zwrócimy uwagę. I o różnym wydźwięku.

To wszystko, to jest właśnie to „wieczne życie sztuki”!

Notowała:
Maria Malatyńska

Jerzy Stuhr

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.