Zbigniew Święch

Pokonały całe armie, zabijały archeologów

Zbigniew Święch

Ekshumacje na Wawelu to rzadkość. Po wojnie, czyli w ostatnich 60 latach, było ich - razem z obecną pary prezydenckiej - zaledwie pięć.

Jedna szczególnie zapisała w historii wawelskiego wzgórza. W 1973 roku kardynał metropolita krakowski Karol Wojtyła, jako gospodarz wawelskiej katedry, wyraził zgodę na otwarcie, po blisko 500 latach, grobu bodaj najwybitniejszego króla polskiego i wielkiego księcia Litwy, Kazimierza Jagiellończyka, który rządził on największym imperium XV-wiecznej Europy.

Prace w krypcie trwały do 30 czerwca 1973 roku. Tymczasem... już od wiosny następnego roku osoby z kręgu badaczy grobu Kazimierza Jagiellończyka zaczęły umierać śmiercią gwałtowną - na zawał i wylew krwi. W ciągu dekady ofiar „klątwy Jagiellończyka” było piętnaście! Co dziwne, umierali ludzie dotąd zdrowi, w średnim wieku, ci którzy byli najbliżej wnętrza grobowca.

Gdzie tkwiła tajemnica?

Profesor Bolesław Smyk, mikrobiolog z krakowskiej Akademii Rolniczej, badał mikroświat tego królewskiego grobu. Znalazł tam - i ożywił - wiele nieznanych nauce szczepów bakterii i grzybów. Był to pierwszy przypadek ożywienia mikrobów po 500 latach ich życia w stanie anabiozy.

Okazało się, że jeden z nich, Aspergillus flavius, kropidlak żółty znaleziony w grobowcu króla, jest groźny i występuje powszechnie, choć głównie w strefach tropikalnych (wawelski grobowiec był tylko szczególnym przypadkiem) atakując najsłabsze organy człowieka. Najczęściej wywołuje właśnie zawały serca, udary i kilkanaście odmian raka.

Wiele lat zbierałem materiały do książki, która ukazała się pod tytułem „Klątwy, mikroby i uczeni”. Odwiedziłem m.in. Dolinę Królów w Egipcie (wawelska historia kojarzyła się nieodparcie z „klatwą Tutenchamona”), muzea i biblioteki Paryża, Londynu, Rzy i Nowego Jorku.

Po odkryciu prof. Smyka doszedłem do wniosku, że ofiary „klątwy Jagiellończyka” nie zmarły na próżno. Ujawnienie przyczyn ich śmierci otworzyło oczy, przede wszystkim lekarzom, na wielkie i niedoceniane zagrożenie jakie tkwi m.in. w zawilgoconych domach gdzie pojawiają się grzyby i pleśnie.

O ich niebezpiecznym działaniu wiedziano w starożytności. Zabójcze grzyby pleśniowe rozprawiały się z całymi armiami. Po wiekach atakowały archeologów. Wciąż są zagrożeniem dla ludzi i zwierząt, choć znamy je, na szczęście, dużo lepiej.

Zbigniew Święch

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.