Magda Hejda

Pożar zniszczył jej mieszkanie i dorobek życia, ale nie nadzieję

Tak wygląda mieszkanie Marzanny Stachurskiej po pożarze Fot. Archiwum prywatne Tak wygląda mieszkanie Marzanny Stachurskiej po pożarze
Magda Hejda

Kochani Psiarze, Kociary i Kociarze! Chciałoby się powiedzieć: w jedności siła! Ruszajmy więc z pomocą!

Wdrodze z domu do pracy spłonęło jej poczucie bezpieczeństwa, skromny dorobek życia. Marzanna Stachurska jak zwykle około wpół do szóstej rano wsiadła do autobusu.

Kilka minut później sąsiadka poczuła gryzący dym i wezwała straż pożarną. Ogień strawił nie tylko meble, dokumenty, pamiątki, sprzęty. Stopiły się okna, instalacja elektryczna. Marzanna najbardziej żałuje gromadzonych latami książek o zwierzętach. Całe szczęście, że psiak dla którego był to dom tymczasowy, jakiś czas temu trafił do nowych opiekunów.

Zdaniem biegłego to cud, że nie spłonęło pół bloku. Chyba gdzieś tam na górze wstawiły się za Marzanną koty i psy. Te wszystkie uratowane przez nią i młodych, których przez kilka lat uczyła nieobojętności i szacunku do zwierząt.

Dżok i anioły

W czasie organizowanych przeze mnie akcji pod pomnikiem Dżoka, ludzie przygarniali bezdomne psy, albo karmę dla nich. Ona przyszła z wymalowanymi na deskach aniołami dla czworonożnych bezdomniaków. Ludzie zabierali anioły, a do puszki kwestarskiej wpadały datki. Potem Marzanna uznała, że malowane anioły to za mało wobec ogromu biedy i krzywdy naszych braci mniejszych. Postawiła wszystko na jedną kartę.

Chciała i wiedziała jak docierać do dzieci i młodych, by uważnie przyglądali się rzeczywistości i nie odwracali oczu, ale reagowali na cierpienie zwierząt. Zrezygnowała z pracy, przekonała Jadwigę Osuchową prezeskę Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, że jej pomysł na upominanie się o lepszy świat dla zwierząt ma sens, że warto spróbować.

Dostała szansę i zaczęła spełniać marzenia : odwiedzała przedszkola, podstawówki, gimnazja, licea. Stawała przed dziećmi z pytaniem: w jakim świecie chcecie żyć? Dobrym czy byle jakim, plastikowym?

To nie była nudna gadka w stylu: dzieciaku dobry bądź dla zwierząt!

Spotkaniom towarzyszyły silne emocje, czasem łzy, padały ważne pytania, zmuszające do myślenia i działania. Nie pokazywała im drastycznych zdjęć okaleczonych zwierząt, tylko fotografię kociego malucha, który siedzi na środku chodnika. Wokół nogi przechodniów. Nikt się nie zatrzymuje, każdy ma ważniejsze sprawy.

- Najgorszym katem jest obojętność - tłumaczyła młodym. Na innych zdjęciach psie nosy wciśnięte między kraty, oczy smutne, albo przerażone i przekaz Marzanny do nastolatków: dla ludzi to odpady, bez wartości, a przecież one oddychają tak jak ja i wy. Mówiła im, że zwierzęta są darem, a oni nadzieją na lepszy świat dla wszystkich.

Koty czekają

Kilka dni przed pożarem umówiła się na łapanie piwnicznych kotów, które trzeba ratować. Marzanna pomaga im od lat. Przygotowała podręczny kotowóz czyli transporter dla kotów.

W wypalonym do cna mieszkaniu znalazła kilka niepopękanych talerzy podarowanych jej przez mamę. Ocalał laptop, a obok niego i stopionej kanapy nietknięty, plastikowy transporter dla kotów. Nieprawdopodobne. Znak, że trzeba zbierać się do życia, bo przecież dachowce potrzebują pomocy. Jest tyle istnień do uratowania.

Jak pomóc?

Wiem, że Marzanna o pomoc nie poprosi. Nie ma oszczędności, pracuje we Wspólnocie Emaus, zarabia skromnie. Mieszkanie nie było ubezpieczone. W pierwszych dniach po pożarze prosiła, żeby nie pisać o jej nieszczęściu. Miała nadzieję, że własnymi rękami, z pomocą przyjaciół wyremontuje mieszkanie. Teraz już wie, że to nierealne.

Tu nie chodzi o kilka puszek farby. Samo wywiezienie i utylizacja zgliszcz kosztowało kilkaset złotych. Trzeba kupić okna i drzwi balkonowe, drzwi wejściowe, podłogę, tynki, farby, kleje, kuchenkę i piecyk gazowy, płytki. Znajomi pomogli przetrwać pierwsze dni, przynieśli trochę ubrań, środków czystości, naczyń. Dostała wsparcie z KTOZ.

Tak wygląda mieszkanie Marzanny Stachurskiej po pożarze
Archiwum prywatne Marzanna ozdabia odnowione meble

Teraz najważniejszy jest zakup niezbędnych materiałów potrzebnych do remontu. Ekipa Nadziei już czeka - są ludzie gotowi rozpocząć prace od zaraz.

- Jestem wdzięczna sąsiadom od których nie usłyszałam pretensji tylko słowa wsparcia - są cudowni, pierwszego dni sąsiadki poczęstowały mnie kolacją, kiedy przychodzę sprzątać pogorzelisko zapraszają na kawę. Groza pożaru jest straszna, ale sąsiadów mam najlepszych pod słońcem, to pomaga podźwignąć się - mówi Marzanna.

A ja znów wierzę, w dobroć Przyjaciół zwierząt. Ogień zniszczył Marzannie mieszkanie i dorobek życia, ale nie zabrał tego co najcenniejsze: wrażliwości na krzywdę innych i gotowości pomagania najsłabszym. Pusty transporter na koty, który ocalał z pożogi czeka, mobilizuje.

Kochani Psiarze, Kociary i Kociarze! Chciałoby się powiedzieć: w jedności siła! Jeśli możecie pomóc i dołożyć swoje trzy grosze do remontu spalonego mieszkania proszę o wpłaty na konto Fundacji „Równi Wobec Życia” z Łukowicy. Ta fundacja po pożarze mieszkania Elżbiety i Andrzeja Lisowskich też użyczyła im na zbiórkę swojego konta.

Wspólnota Emaus pomaga wyjść na prostą ludziom, którzy znaleźli się na zakręcie życiowym. Zajmują się renowacją starych, niepotrzebnych innym mebli, sprzętu AGD, nie proszą o pomoc tylko utrzymują się z ciężkiej pracy własnych rąk. Nie jest im łatwo, ale dają radę.

Marzanna w swojej maleńkiej pracowni przy stolarni sprawia, że odnowione przez osoby bezdomne meble są weselsze, bardziej kolorowe, czasem trochę zwariowane i na pewno jedyne w swoim rodzaju. Wyczarowuje na nich anioły, kwiaty, koty, to co jej w duszy gra, albo to czego życzy sobie klient. - Praca to najważniejsze czego potrzebuję w tej sytuacji. Wspólnota EMAUS ofiarowała mi natychmiast samodzielny dach nad głową i wszelkie wsparcie - mówi Marzanna.

Jeśli mogą Państwo nieodpłatnie ofiarować na rzecz wspólnoty meble, sprzęt AGD i wszelkie przedmioty, którym w ramach recyklingu zostanie przywrócone drugie życie, będzie to realna i nieoceniona pomoc dla wszystkich członków Emausu. Wspólnota może pozwolić sobie na transport mebli tylko na terenie Krakowa. Kontakt telefoniczny 12 64 2 24 68

- Mając ręce pełne roboty, tworząc coś pozytywnego będę mogła podziękować za tak wiele dobra i cud, że NIKOMU z sąsiadów nic się nie stało - mówi Marzanna.

Magda Hejda

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.