Prof. Jerzy Nowakowski: W wielkich miastach jest miejsce na rzeźby. Nie u nas

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Banas / Polska Press
Julia Kalęba

Prof. Jerzy Nowakowski: W wielkich miastach jest miejsce na rzeźby. Nie u nas

Julia Kalęba

Niektórzy artyści mówią, że są już spełnieni. A ja mówię, że nie jestem. Bo jeszcze mam ochotę poszukiwać dalej - mówi Jerzy Nowakowski, rzeźbiarz, profesor krakowskiej ASP, artysta zajmujący się najmniejszymi formami (medale i plakiety) i dużymi realizacjami w przestrzeni publicznej. Człowiek Roku „Gazety Krakowskiej”.

Nietypowy widok w pracowni: rzeźbiarz i medalier maluje obrazy.

Maluję czasami i raczej dla siebie. Przeważnie na plenerach. Nie jestem malarzem. Wystarczy, że prof. Adam Myjak, pisząc mi recenzję do tytułu profesora, skomentował, że nie rozumie Nowakowskiego: „tworzy obiekty, asamblaże, rzeźby i również medale o tak wyrafinowanej artystycznie formie - jak on to robi?”.

Też chciałam o to zapytać.

To była i jest droga poszukiwań własnej twórczej tożsamości. Poszukiwań, które właściwie rozpoczęły się w akademii. Prof. Bronisław Chromy prowadził wówczas medalierstwo na Wydziale Rzeźby. Bardzo się w to zaangażowałem. W pracowni rzeźby dyplomującej prof. Wandy Ślędzińskiej ćwiczenia miały charakter studyjny. Stąd zainteresowanie medalierstwem i rzeźbą.

Największa satysfakcja przychodzi, gdy moje prace doceniają osoby znające rzeźbioną postać. Jak mówią: tak, to jest właśnie ten człowiek. Rozmowa z rzeźbiarzem, medalierem i pedagogiem

Podwójna pana rola polegała też na tym, że oprócz pracy artystycznej, uczył pan studentów Wydziału Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. To nie przeszkadzało w tworzeniu?

Zawsze mówiłem: moja żona jest wolną artystką, a ja jeszcze pedagogiem. Po obronie dyplomu w wyniku konkursu zostałem asystentem prof. Stefana Borzęckiego w pracowni rzeźby pierwszego roku. To był rok 1971. A potem tak już się potoczyło. Po przejściu prof. Chromego do ASP w Katowicach, prowadziłem pracownię medalierstwa, warsztaty odlewnictwa artystycznego, następnie przez 16 lat pracownię rzeźby dla pierwszego roku. Ale nigdy nie powiedziałbym, że praca pedagogiczna przeszkadzała w tworzeniu. Od 1999 do 2018 roku miałem w sumie około 70 dyplomantów. Kilkoro z nich pozostało na uczelni: dr hab. Iwona Demko, dr Marek Dryniak, dr. Janusz Janczy, dr hab. Bartłomiej Strózik. To był dla mnie czas wspaniałych kontaktów ze studentami i satysfakcjonującej pracy. Dzisiaj czuję, że dobrze go wykorzystałem.

Pozostało jeszcze 80% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 12,30 zł co 5 dni.

    już od
    12,30
    /5 dni
Julia Kalęba

Dziennikarka działu Magazyn "Gazety Krakowskiej"

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.