Prof. Marcin Król: W wyborach do PE Platforma przebiła PiS jakością ludzi

Czytaj dalej
Fot. Adam Jankowski
Anita Czupryn

Prof. Marcin Król: W wyborach do PE Platforma przebiła PiS jakością ludzi

Anita Czupryn

Jeżeli do Parlamentu Europejskiego startuje profesor Marek Belka, którego uważam za fantastycznego ekonomistę, to ja mu ufam. Jeżeli startuje pani Anna Zalewska, którą uważam za zero, to jej nie ufam i koniec - mówi prof. Marcin Król

Czego spodziewa się Pan po kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego, która właśnie ruszyła? Jaki będzie miała przebieg, jak może wyglądać?
Mam troszkę inne zdanie na ten temat niż to, które jest na ogół powtarzane. A na razie dla wszystkich ważne jest wydobywanie wewnętrznego aspektu tej kampanii.

Czyli czego konkretnie?
Czyli tego, czy Koalicja Europejska wygra z PiS-em.

Ostatni sondaż również to pokazuje.
Oczywiście, to jest moim zdaniem istotne, ze względu na sytuację wewnętrzną w Polsce. Nawet symboliczna wygrana dwoma procentami byłaby dla Koalicji Europejskiej znacząca, bo PiS przegrałby po raz pierwszy od 2015 roku; choć w wyborach samorządowych dyskusyjne jest, czy wygrał, czy przegrał. Dla mnie jednak mimo wszystko ciekawe będzie to, jak się pokaże Wiosna Roberta Biedronia. I pewnie dla niej samej jest to ważne, może nawet najważniejsze, bo to będzie pierwszy jej sprawdzian. A zatem to wszystko jest bardzo ciekawe i ważne dla nas i na przyszłość, i przed wyborami parlamentarnymi. To wszystko ma znaczenie. Ale.

Ale…?
Myślę, że jednak absolutnie dominujące znaczenie ma to, ilu posłów z Polski będzie umiało po wyborze pracować w Europie konstruktywnie i zarazem reformatorsko. W tej chwili, jak wszyscy wiemy, wielkie reformy w Europie muszą nastąpić i musi to być podejście konstruktywne. Takie podejście PiS-u, jakie miał między innymi europoseł Ryszard Legutko, jest zbędne. Tacy posłowie w Europie są zbędni. Potrzebni są nawet spierający się o różne sprawy posłowie, którzy zaangażują się i będą umieli pracować. Chodzi nie tylko o chęć, ale też o zdolności.

Mówi Pan o tym, czego my - wyborcy - powinniśmy oczekiwać. Tymczasem ubiegłotygodniowe konwencje pokazały mnóstwo obietnic, które raczej nie dotyczyły Unii Europejskiej, ale naszego własnego podwórka.
To prawda, aczkolwiek muszę powiedzieć, że jest tu pewna gradacja. PiS pod tym względem jest na końcu. I mówię to zupełnie bez żadnej niechęci, tylko oceniam na zimno - PiS jest na końcu pod względem wykazywania jakiegokolwiek zainteresowania jakimikolwiek sprawami europejskimi. Na konwencji Biedronia jednak trochę na ten temat było. W przemówieniu Grzegorza Schetyny też było i to nawet dość sporo. Co więcej, oceniam kandydatów na europosłów z punktu widzenia ich umiejętności zaangażowania się w ważne sprawy. To znaczy, jeżeli do Parlamentu Europejskiego startuje profesor Marek Belka, którego uważam za fantastycznego ekonomistę, to ja mu ufam. Jeżeli startuje pani Anna Zalewska, którą uważam za zero, to jej nie ufam i koniec. W grę wchodzi tutaj kryterium, powiedziałbym, czysto personalne. Ja wiem, że to nie są wybory personalne, ale w znacznej mierze jednak są - chyba w jakiejś mierze są to najbardziej personalne, poza Senatem, wybory w Polsce. Naturalnie, przez wszystkie strony upchani są na listach wyborczych ludzie, po których nie spodziewam się kompetencji europejskich. Zawsze można przeżyć miłe rozczarowanie, ale na razie się go nie spodziewam.

I nie powie Pan, że listy PiS są silniejsze niż na przykład listy Koalicji Europejskiej?
Listy PiS-u są w gruncie rzeczy strasznie marne. Jakie kompetencje europejskie ma pani Szydło, pan Karski czy pan Jaki, żeby już nie mnożyć więcej. Nie mają żadnych. Nawet była pani premier, chociaż jeździła do Brukseli.

Pani premier Szydło jest z Brukselą otrzaskana, jak to się popularnie mówi.
Nie, gdzie tam ona jest otrzaskana. Jeździła na spotkania premierów do Brukseli; na ucho tłumaczono jej to, co się dzieje; nie miała żadnego wpływu. Nie odegrała żadnej istotnej roli. Sprawy wewnętrzne wolałbym wziąć na bok. Dramat Polski w tej chwili polega na tym, że w Unii Europejskiej dzieją się i będą się działy rzeczy fundamentalne. Powiedziałbym, że w dużym stopniu one mogą być nieprzewidywalne. W tej chwili pojawiają się co najmniej trzy tendencje. Są to: wielka europejska tendencja Macrona, tendencja włoska, która jest ważna, bo Włochy są wielkim krajem i współzałożycielem Unii, oraz ciekawa i nieco zaskakująca tendencja niemiecka, gdzie zaczyna się mówić o państwie narodowym. Włosi chcieliby nie tyle rozwalenia Unii, choć prawdę powiedziawszy, sami nie wiedzą dokładnie, czego by chcieli, bo przecież między Ligą Północną a Ruchem Pięciu Gwiazd nie ma żadnej ideowej pewności. Chcieliby jakichś gruntownych przemeblowań, choć nie wiadomo po co.

Pan Grzegorz Schetyna w swoim przemówieniu w ubiegłą sobotę zwracał uwagę na to, czy nacjonaliści z Francji, czy eurosceptycy z Włoch będą się chcieli dzielić czymkolwiek.
Tak, ale to wszystko wciąż jeszcze jest drugorzędne. Pierwszorzędne jest to, że w tej chwili żadna z tych koncepcji, o których słyszymy, nie ma długofalowego sensu. Nie usłyszałem jeszcze pomysłu na dalszy rozwój i o to mogę mieć pewne pretensje do dotychczasowego przywództwa, łącznie z Donaldem Tuskiem, ale to też nie było ich zadanie. Nie usłyszałem żadnej sensownej koncepcji zasadniczej reformy. Oczywiście, zawsze można powiedzieć, że coś przeszkodziło. Brexit potwornie naszkodził. Zresztą Brexit pokazał, co się dzieje, kiedy się w polityce nie myśli perspektywicznie, kiedy nie ma projektu. Pani May schlastana ostatnio straszliwie przez Anne Applebaum, okazała się kobietą miłą, elegancką, ale zwyczajnie niemającą pomysłu, jak z tego wybrnąć. Schetyna mówi o zagrożeniu ruchem narodowym we Francji, o Włoszech, o Węgrzech - naturalnie, to jest jedno z zagrożeń - ale to znowu nie jest głosowanie po to. Szalenie często proeuropejscy politycy w Polsce, którym oczywiście sprzyjam - używają argumentu, moim zdaniem, nie całkiem trafnego. Mówią, że teraz są zagrożenia populizmem prawicowym czy lewicowym. No, dobrze, są! Ale to nie o to chodzi, że kiedy my wygramy, to ich nie będzie. Nie będzie, jeśli wygramy i coś mądrego wymyślimy.

A jak wygląda polska strategia na eurowybory? Czy w ogóle jakaś jest?
Nie ma. Nie istnieje. Najbardziej wyraźna strategia Koalicji Europejskiej jest taka, żeby być przeciwko eurosceptykom.

Pozostało jeszcze 68% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 12,30 zł co 5 dni.

    już od
    12,30
    /5 dni
Anita Czupryn

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.