Przeżyła traumę, ciężko jest z niej wyjść. Teraz chce pomagać innym

Czytaj dalej
Fot. Pixabay
Katarzyna Ponikowska

Przeżyła traumę, ciężko jest z niej wyjść. Teraz chce pomagać innym

Katarzyna Ponikowska

Justyna wychowała się w domu dziecka, bo w rodzinnym domu była molestowana seksualnie. Dziś studiuje i marzy, by założyć stowarzyszenie pomagające dzieciakom. Właśnie takim jak ona!

- Ostatnio ktoś zapytał mnie, czy chciałabym urodzić się w innej rodzinie. Nie. Nic bym w swoim życiu nie zmieniła. Nie mam do nikogo pretensji. Krzywda, która mnie spotkała, dała mi też ogromne doświadczenie.

Dzięki temu jestem tym, kim jestem - podkreśla 23-letnia Justyna z Olkusza. Dziewczyna nie uważa, żeby jej historia była niezwykła. Swoim życiem codziennie udowadnia, że nawet jak się człowiek wychowuje w domu dziecka, to zawsze ma jakąś furtkę.

Z domu do ośrodka

O swoim dzieciństwie i dojrzewaniu Justyna nie chce zbyt dużo mówić. Nie miała łatwo. Ojciec, żeby zarobić, wyjeżdżał za granicę. Wtedy był spokój, ale kiedy wracał, dużo pił i wyżywał się na rodzinie, zarówno na żonie jak i na dzieciach.

- Znęcał się nad nami wszystkimi. Kiedy miałam 13 lat, dotarło do mnie, że coś w tym domu jest nie tak, jak być powinno - wspomina dziewczyna. Wkrótce doszła jeszcze przemoc seksualna. - Nie chcę wchodzić w szczegóły - ucina.

W rozmowie ze starszą siostrą, która uciekła z domu, wyszło, że nie tylko Justyna ma taki problem z ojcem. Powiedziała o tym mamie. - Ona nie stanęła jednak na wysokości zadania. Chyba nie wiedziała za bardzo, co z tym zrobić. Powtarzały mi tylko z siostrą, żebym uważała na ojca - mówi Justyna.

Nie potrafiła sobie z tym wszystkim poradzić. Doszły problemy z samookaleczaniem się. - Kiedy miałam 16 lat, powiedziałam dość! Opowiedziałam pani pedagog w szkole, co się dzieje - wspomina.

Wydaje mi się, że moja mama i siostra obwiniają mnie za to, co się stało...

Potem sprawy potoczyły się lawinowo. Zeznania na policji, badania ginekologiczne w szpitalu i wyprowadzka z domu do Placówki Opiekuńczo-Wychowawcza w Olkuszu. - Ojciec dzwonił, straszył mnie, żeby odwołała zeznania - wspomina Justyna. W końcu dostał zakaz zbliżania się do córki.

Zaczęło się postępowanie. Ojciec Justyny uciekł za granicę, przebywał tam rok, potem wrócił i został schwytany. Dostał trzy lata więzienia, m.in. za kazirodztwo i upijanie nieletnich.

Justyna: - Myślałam, że jak cała ta sprawa wyjdzie na jaw, dostanę wsparcie od mamy i siostry, że wszystko poskładamy i wrócę do domu. Bardzo się rozczarowałam. Wydaje mi się, że moja mama i siostra obwiniają mnie za to, co się stało...

Dobro do nas wraca

Dwa lata mieszkała w placówce. Kiedy skończyła 18 lat, przeniosła się do tzw. mieszkania chronionego, a w 2016 r. do mieszkania wspomaganego.

To dużo jej daje, bo ma poczucie stabilności. Ma gdzie mieszkać i opłaty za takie lokale są bardzo niskie. Pieniądze ma m.in. ze stypendiów i alimentów od rodziców.

Skończyła Technikum Ekonomiczne, udało jej się zdać maturę, a od 2014 r. studiuje pracę socjalną na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach.

Mogłaby zostać pracownikiem socjalnym, ale niestety dyskwalifikuje ją wada wymowy.

Justyna urodziła się bowiem z rozszczepem podniebienia. Miała mieć wykonaną operację w wieku 4 lat, ale doszły problemy z nerkami i trzeba się było skupić na ich leczeniu. Ostatecznie operację miała w wieku 13 lat. Przez pięć lat chodziła na rehabilitację, ale potem nie było już na to pieniędzy. Teraz jest szansa, że od maja znów zacznie ćwiczenia wymowy.

Sfinansuje je Stowarzyszenie Wszyscy Dla Wszystkich, które zorganizowało koncert charytatywny na ten cel. - Kiedyś Justyna udzielała się u nas jako wolontariuszka, a teraz sama potrzebuje pomocy. To dzielna dziewczyna, która mimo ogromnych trudności, cały czas idzie do przodu. Trzeba jej pomóc - mówi Olga Śladowska ze Stowarzyszenia.

Można fajnie żyć

Justyna lubi pomagać innym, czasem w drobnych rzeczach, jak gotowanie, sprzątanie, pójście na zakupy. - Może to niewiele, ale lubię spowodować, że ktoś się uśmiechnie, ucieszy. A nawet jak ktoś nie doceni tej pomocy, warto to robić dla siebie - tłumaczy dziewczyna.

Bo jak podkreśla, ona też dostała w swoim życiu dużo bezinteresownej pomocy. Uważa się z tego powodu za szczęściarę. Dlatego w przyszłości chciałaby to dobro dać innym. Stąd pomysł, by założyć stowarzyszenie dla takich dzieciaków jak ona.

Justyna: - Dom dziecka to nie koniec świata. Nawet po życiowej traumie, nie trzeba od razu pić, ćpać. Nie wolno się poddawać. Można coś ze sobą zrobić, można fajnie żyć. Trzeba tylko chcieć.

Konfrontacja z ojcem

Justynie nie było łatwo o wszystkim zapomnieć. Dopiero jakieś dwa lata temu po kolejnej terapii udało jej się jakoś stanąć na nogi. Rodzinny dom rzadko odwiedza.

- Nigdy tak naprawdę z mamą o tym nie porozmawiałam, bo kończy się kłótnią. Staram się więc w ogóle nie wracać do tego temu, tylko skupić na sobie i swoim życiu - mówi Justyna.

Symbolicznym zamknięciem przeszłości jest tatuaż, który zrobiła sobie rok temu na przedramieniu. - Da się żyć teraźniejszością, bez rozdrapywania ran, ale trzeba pamiętać o przeszłości, bo ona jest w naszym życiu bardzo ważna - podkreśla Justyna.

Czasem wpada w panikę, jeśli chodzi o swoją przyszłość. Pojawiają się pytania, czy będzie mieć pracę, czy uda jej się wynająć mieszkanie, czy sobie poradzi, ale z drugiej strony wkurza ją, że ciągle jest od kogoś zależna.

Ma nadzieję, że w końcu uda jej się całkowicie usamodzielnić.

Boi się też ewentualnej konfrontacji z ojcem, który niebawem ma wyjść z więzienia.

- Wtedy mój świat może znów przewrócić się do góry nogami. Nie wiem, co się z nim dzieje i mam nadzieję, że już nigdy nie pojawi się w moim życiu - podkreśla.

Katarzyna Ponikowska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.