Magda Hejda

Ratując domowe zwierzęta trzeba często pomagać ich właścicielom

Inspektorzy w zagraconym mieszkaniu  złapali cztery koty, które trafiły do krakowskiego schroniska Inspektorzy w zagraconym mieszkaniu złapali cztery koty, które trafiły do krakowskiego schroniska
Magda Hejda

Potrzebne są rozwiązania umożliwiające trwały odbiór zwierząt osobom, które nieświadomie je krzywdzą.

Zawsze znajdzie się człowiek, który obrońcom zwierząt powie: zamiast tracić czas pomoglibyście biednym ludziom. Zwykle wujek „dobra rada”, zgorszony działaniem na rzecz naszych braci mniejszych, sam niewiele robi dla potrzebujących bliźnich. Inspektorzy Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami po raz kolejny udowodnili, że ratując czworonogi nie zamykają oczu na problemy ich opiekunów.

„W mieszkaniu na jednym z krakowskich blokowisk w fatalnych warunkach przetrzymywane są koty, a balkon tonie w odchodach gołębi.” Takie zgłoszenie odebrali inspektorzy Krakowskiego Towarzystwa Opieki na Zwierzętami.

- Pod wskazanym adresem, na klatce schodowej, poczuliśmy fetor - mówi Adam Torchała inspektor KTOZ i dodaje: - Prawie godzinę dobijaliśmy się do drzwi, ale nikt nam nie otworzył.

W końcu zapukali do sąsiada, który wpuścił ich do swojego mieszkania i pokazał zagracony balkon należący do mieszkania obok, pokryty prawie metrową warstwą ptasich odchodów.

Inspektorzy wezwali policję. Funkcjonariusze z Komendy Miejskiej Policji zdecydowali się sforsować drzwi, bo to co zalega na balkonie może stwarzać zagrożenie sanitarno-epidemiologiczne, a poza tym trzeba było pomóc zwierzętom.

Policja wezwała straż pożarną. Strażakom udało się otworzyć zamek i trochę uchylić drzwi, które były zablokowane stertą worków. - Odór w mieszkaniu przyprawiał o mdłości - mówi Adam Torchała. - Wszędzie były kocie odchody i sięgające sufitu góry zgromadzonych tobołków, ubrań, śmieci.

Wśród nich inspektorzy wypatrzyli koty. Na widok obcych zwierzęta dały nura pomiędzy piętrzące się stosy rupieci. Próby wniesienia transporterów i podbieraka do łapania kotów skończyły się zawaleniem jednej ze ścian śmieci.

Inspektorzy jakimś cudem złapali cztery koty, które trafiły do krakowskiego schroniska. Reszta ukryła się między śmieciami.

Prawdopodobnie w mieszkaniu było siedem kotów. Przedstawiciele KTOZ zostawili klatki - żywołapki. Na balkonie znaleźli szczątki kilku gołębi. Policja zawiadomiła sanepid, a inspektorzy spółdzielnię mieszkaniową. - Było już po godzinie 15 i tego dnia nie pojawił się nikt - mówi Beata Nawalany z KTOZ.

Lekarze w schronisku stwierdzili ropomacicze u dwóch kotek. Zwierzaki przeszły operacje i to uratowało im życie.

Pomogli opiekunce zwierząt

To nie pierwsza interwencja KTOZ, w czasie której okazuje się, że pomocy potrzebują nie tylko zwierzęta, ale przede wszystkim człowiek. Następnego dnia inspektorzy jeszcze raz przyjechali, żeby zorganizować pomoc dla opiekunki kotów. Zawiadomili Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej, ponownie skontaktowali się ze spółdzielnią mieszkaniową i sanepidem.

Niemoc

Co ciekawe, przedstawiciel Stacji Sanitarno - Epidemiologicznej był pod wskazanym adresem kilka dni wcześniej i też nie został wpuszczony.

- Nie mamy możliwości wejścia do czyjegoś mieszkania bez jego zgody - mówi Jacek Żak, rzecznik prasowy Wojewódzkiej Stacji Sanitarno - Epidemiologicznej i dodaje: - Nie możemy ingerować, jeśli nie ma zagrożenia życia ludzkiego. Po kontroli wysłaliśmy pismo do Spółdzielni Mieszkaniowej.

Jak powiedziała mi przedstawicielka Spółdzielni „Nowy Prokocim ” z pisma wynika, że kontroler, który nie dostał się do mieszkania, nie stwierdził „uciążliwości zapachowej”.

Kierownik administracji przyznaje, że problem istnieje od dawna. Kilka lat temu spółdzielnia sfinansowała sprzątanie mieszkania, ale to nie załatwiło sprawy. Dziś lokal znów jest wypełniony wszelkiego rodzaju „dobrami”. - W 2008 roku w sprawie tej lokatorki wysłaliśmy pismo do MOPS, ale nie doczekaliśmy się odpowiedzi - mówi kierownik administracji.

Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Krakowie odpowiada, że „w 2007 roku po wystosowanym przez Spółdzielnię Mieszkaniową Prokocim piśmie, podejmował próby kontaktu z lokatorką. Niestety, podejmowane przez pracowników socjalnych działania w celu nawiązaniu kontaktu nie przyniosły rezultatu. O fakcie tym Spółdzielnia Mieszkaniowa została poinformowana stosownym pismem.”

Sprawę odłożono ad acta, a problem narastał. Teraz na prośbę KTOZ pracownicy MOPS -u i spółdzielni spotkali się z opiekunką kotów.

- Udało się nam uzyskać pisemną zgodę lokatorki na uporządkowanie lokalu przez ekipę sprzątającą - mówi kierownik administracji. Bogdan Piaszczyński wiceprezes zarządu spółdzielni dodaje: - Staramy się załatwiać takie sprawy polubownie, ale jesteśmy bezradni, nie możemy wejść do mieszkania bez zgody najemcy. Jedynie w przypadku wystąpienia usterki, którą jako zarządcy jesteśmy zobowiązani usunąć mamy prawo wezwać policję i wejść do lokalu. Teoretycznie,bo w praktyce nikt nie chce ponosić potem kosztów za zniszczenie cudzego mienia.

Swoją drogą zastanawiam się jak to jest, że organizacja społeczna zajmująca się zwierzętami potrafiła uruchomić policję i przeprowadzić interwencję, a wcześniej nie mogły tego zrobić instytucje działające w interesie ludzi?

Ponowne posprzątanie mieszkania i wyrzucenie góry niepotrzebnych rzeczy nie rozwiąże problemu. Jeśli zbieracz nie zostanie skierowany na terapię, to sprawa wróci. To jeden z przypadków kiedy osoba wymagająca wsparcia odmawia przyjęcia pomocy, ale instytucje takie jak MOPS nie są bezradne. - Nasi pracownicy są teraz w stałym kontakcie z tą panią, będziemy monitorować sprawę - zapewnia Agnieszka Pers rzeczniczka krakowskiego MOPS - u.

Pieski los kotów

W świetle obowiązujących przepisów odebrane czasowo koty nie mają szans na adopcję. Właścicielka nie zrzekła się zwierząt, o ich przepadku może zadecydować sąd. Na to nie ma szans, bo opiekunka nie znęcała się nad kotami świadomie, sama żyła w koszmarnych warunkach. Człowiek sam „funduje” sobie takie życie, niestety zwierzęta, całkowicie od niego zależne wyboru nie mają. Czasem jest tak, że ludzie, którzy nie są w stanie sami o siebie zadbać na swój sposób kochają zwierzęta. W rzeczywistości nieświadomie je krzywdzą.

Zgodnie z prawem, po uporządkowaniu mieszkania, opiekunka może starać się o zwrot kotów. W sejmie trwają prace nad kolejną nowelizacją ustawy ochronie zwierząt. Panie posłanki i panowie posłowie! Jest okazja by wprowadzić rozwiązania umożliwiające trwały odbiór zwierząt opiekunom, którzy nieświadomie je krzywdzą. Te istoty też zasługują na normalne życie. Jakie znaczenie dla ofiary ma to czy ktoś kto zadaje mu cierpienie robi to świadomie lub nie? Odpowiedzialność za popełnione czyny to już zupełnie inna sprawa.

Magda Hejda

Od 1991 r. związana z Telewizją Kraków. Od 1993 roku prowadzi autorski program „Kundel bury i kocury”. Od kilku lat ma autorską kolumnę w „Gazecie Krakowskiej” pod takim samym tytułem. Widzisz tragedię zwierząt? Zadzwoń 12 688 8241, napisz: kundel@tvp.pl

Magda Hejda

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.