Rodzice uczniów wykupują przyłbice. Ich ceny idą ostro w górę. W jednych szkołach trzeba będzie zakładać osłony, w innych nie

Czytaj dalej
Fot. Pawel Relikowski / Polskapress
Beata Terczyńska

Rodzice uczniów wykupują przyłbice. Ich ceny idą ostro w górę. W jednych szkołach trzeba będzie zakładać osłony, w innych nie

Beata Terczyńska

Choć minister edukacji ogłosił, że nie ma obowiązku noszenia w szkołach przyłbic i maseczek, to jednak część dyrektorów chce, by uczniowie je zakładali. A niektórzy nawet to nakazują. Są samorządy, które zdecydowały się kupić przyłbice dzieciom, młodzieży, nauczycielom i pracownikom szkół, a inne pozostawiają zaopatrzenie w osłony w rękach rodziców. Ci obserwują, że ceny przyłbic mocno skoczyły w górę.

- Obawiam się tego powrotu do szkół, a zwłaszcza do świetlic, gdzie przecież będą się mieszały dzieci z różnych klas, bo w placówce nie ma miejsca na kilka takich pomieszczeń - przyznaje pani Monika z okolic Rzeszowa. - Przygotowuję swoje dzieci niemal jak na wojnę. Każdemu kupiłam po dwie przyłbice i dwie maseczki. Do tego płyny do dezynfekcji rąk. Tak dziś wygląda dodatkowa wyprawka do szkoły.

Tysiące litrów płynu do dezynfekcji, nowe regulaminy

Za każdą z przyłbic zapłaciła po 20 zł, choć są i droższe, po ok. 30 - 50 zł.

- Tanio nie było. Ceny podskoczyły pod koniec wakacji, tuż po tym, jak szef naszego sanepidu zalecił, by uczniowie zakładali osłony np. podczas przerw lekcyjnych na korytarzach a i ministerstwo wahało się, czy nie wprowadzić obowiązku noszenia w szkołach maseczek lub przyłbic - mówi mieszkanka Rzeszowa.

4360 litrów płynu do dezynfekcji, przyłbice dla wszystkich uczniów, nowe regulaminy organizacji i funkcjonowania klas dla poszczególnych typów szkół i placówek – tak Krosno przygotowuje się do rozpoczęcia nowego roku szkolnego w trudnych warunkach epidemicznych. Miasto zdecydowało się kupić przyłbice dla każdego ucznia, nauczyciela i pozostałych pracowników. Formalności są w trakcie.

- Zakup tych przyłbic będzie nas kosztował około 100 tysięcy złotych

- podlicza Joanna Sowa, rzecznik prasowy krośnieńskiego Urzędu Miasta.

W Rzeszowie nie kupili przyłbic

- Jeśli chodzi o ich przechowywanie i dezynfekcję, zostaje to w gestii dyrektorów szkół, czyli w różnych placówkach może to wyglądać inaczej. W jednych mogą być odkażane na miejscu przez wyznaczonych do tego pracowników, a w innych dawane dzieciom do domu do dezynfekcji.

Rzeszów nie zdecydował się na kupno przyłbic do szkół.
Zbigniew Bury, dyrektor rzeszowskiego wydziału edukacji zastanawiał się właśnie, jak rozwiązać problem dezynfekcji. - Czy nie lepiej i bardziej komfortowo czuć się z własną maseczką, którą można uprać czy przyłbicą, którą umyje się w domu? - pyta.

Na zakup przyłbic zdecydował się Narol.
- Właśnie nam przyszły. Sterylnie, pojedynczo zapakowane. W poniedziałek od rana będziemy je rozwozić po trzech naszych szkołach - mówi Grzegorz Dominik, burmistrz miasta i gminy Narol. - Zamówiłem 735 sztuk, bo takie zapotrzebowanie zgłosili dyrektorzy. Rozdadzą je uczniom. Ustaliliśmy z dyrektorem powiatowego sanepidu, że uczniowie sami będą sobie pilnować czystości przyłbic, by nikt inny ich nie dotykał.

W budynku szkoły i na terenie przed szkołą obowiązują maseczki lub przyłbice - taki zapis widnieje na stronie internetowej Szkoły Podstawowej nr 11 w Rzeszowie wśród informacji o godzinach rozpoczęcia roku szkolnego dla poszczególnych klas. Dyrektor tłumaczy, że to w trosce o bezpieczeństwo dzieci i rodziców.

Nie ma obowiązku noszenia maseczek w szkołach

Obowiązkowe, nieobowiązkowe, zalecane, rekomendowane, zbędne, niewymagane - rodzice mówią, że wokół rozpoczęcia roku szkolnego i różnych wytycznych, m.in. przyłbic, jest jeden wielki chaos. Podczas czwartkowej konferencji prasowej minister edukacji poinformował, że po dodatkowych dyskusjach z głównym inspektorem sanitarnym nie będzie obowiązku noszenia maseczek w szkołach. Jednak uwaga! Decyzję w tej sprawie będzie mógł podjąć dyrektor szkoły w zależności od konkretnej sytuacji w szkole.

- U nas decyzja o obowiązkowych maseczkach dotyczy na razie tylko 1 września i jest podyktowana troską o to, by dzieci i rodzice czuli się bezpiecznie - tłumaczy Agnieszka Świtalska, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 11 w Rzeszowie. - A co będzie w kolejnych dniach, jeszcze się zastanawiamy, naradzamy. Dajemy sobie czas do poniedziałku.

Apelów uroczystości w szkołach nie będzie

Szkoły nie robią uroczystego (z apelami) rozpoczęcia dla wszystkich klas, ale ustalają harmonogramy dla poszczególnych, aby jednocześnie w placówce nie przybywało zbyt dużo osób.

- No niestety, rodzice nie będą mogli wejść do budynku, a zazwyczaj towarzyszyli najmłodszym uczniom - mówi dyrektor Świtalska. - Po pierwszoklasistów przed budynek szkoły wyjdą wychowawczynie i zabiorą dzieci do klas na krótkie, przywitalne spotkanie. Po nim z powrotem odprowadzą uczniów do rodziców.

Osobne wejścia do szkół dla młodszych i starszych uczniów, częste wietrzenie klas, dokładne dezynfekowanie biurek, poręczy, podłóg, mebli i wszystkiego co tylko się da, rezygnacja z dzwonków lekcyjnych i ustalanie przerw przez nauczyciela - innych dla poszczególnych klas, bezdotykowe dozowniki do odkażania rąk, preparaty w każdej sali, zakaz wchodzenia rodziców do szkoły, porozsuwane ławki, by łatwiej zachować dystans, zajęcia wychowania fizycznego na świeżym powietrzu i bez gier kontaktowych, rezygnacja z dodatkowych zajęć, na które uczęszczaliby uczniowie z różnych klas - tak rysuje się szkolna rzeczywistość od września.

Dariusz Piontkowski, minister edukacji, skierował list do uczniów, rodziców, nauczycieli i dyrektorów szkół. Zaznaczył w nim, jak ważny dla rozwoju społecznego dzieci i młodzieży jest powrót do nauki stacjonarnej. Podkreślił, że kształcenie na odległość nie zastąpi bezpośredniego kontaktu ucznia z nauczycielem, a najnowocześniejsze nawet technologie nie stworzą odpowiedniej przestrzeni do budowania trwałych relacji rówieśniczych. Natomiast przedłużająca się izolacja może w dalszej perspektywie przynieść wiele negatywnych skutków.

Beata Terczyńska

Komentarze

3
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

misiekle

Wszyscy zawsze się dziwią, że w wyniku wzmożonego, zwiększonego popytu na cokolwiek rosną ceny, a przecież to jest normalna zasada wolnego handlu, o którą ta bardzo w latach .80 i .90 walczyliśmy, a jak już ją mamy, to też narzekamy. A przecież termin "Ceny kształtuje popyt", czyli tłumacząc z polskiego na nasze = im coś, jakiś towar, jest bardziej popularne, pożądane, poszukiwane, tym staje się droższe - jest znany od lat. Oczywiście dla każdego konsumenta, czyli płacącego rachunek przy kasie, nie jest to miłe, bo niby dlaczego z powodu zwiększonego zapotrzebowania na coś przedsiębiorca, sprzedawca ma zarobić więcej ? Otóż właśnie tak działa wolny rynek, którego nam tak bardzo brakowało i tak bardzo na niego czekaliśmy.

Jak dzisiaj pamiętam, jak znajoma w listopadzie, grudniu kupowała rękawiczki jednorazowe po 12 - 18 zł za opakowanie, a w marcu, kwietniu te same rękawiczki u tego samego sprzedawcy kosztowały już minimum 80 - 90 zł, a u innych nawet i po ponad 120 zł. To się nazywa zrobić złoty interes - wystarczyło tylko mieć większe zapasy magazynowe, jeszcze sprzed "koronowanego szaleństwa" po starej cenie zakupu.

rohitmishra6132

thanks for sharing...............

rohitmishra6132

thanks for sharing...........

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.