Rozebrała się w „Playboyu”, by jej były zobaczył, co stracił

Czytaj dalej
Fot. Szymon Starnawski
Paweł Gzyl

Rozebrała się w „Playboyu”, by jej były zobaczył, co stracił

Paweł Gzyl

Uczuciowe życie pięknej aktorki Anety Zając jest odzwierciedleniem losów Marysi, granej przez nią w popularnym serialu „Pierwsza miłość”.

Kiedy kilka dni temu w telewizyjnym programie „Dzień dobry TVN” pojawiła się Aneta Zając, wiadomo było, że padnie pytanie o Mikołaja Krawczyka. Choć aktorska para nie jest już ze sobą razem od dawna, łączą ją jedynie bliźniaki.

Znana dobrze wszystkim gwiazda „Pierwszej miłości” została porzucona przez swego przystojnego kolegę po fachu - i do dziś samotnie wychowuje ich wspólne dzieci. Krawczyk najpierw był związany z Agnieszką Włodarczyk, a teraz spotyka się z Sylwią Juszczak. Nic więc dziwnego, że w programie padło również pytanie o stosunek Anety do nowej partnerki jej dawnego ukochanego.

- My się znamy wszyscy bardzo długo ze szkoły filmowej, bo razem studiowaliśmy. Nic się nie zmieniło w naszych relacjach. Nasze dzieci bardzo polubiły Sylwię - zadeklarowała piękna blondynka publicznie.

Aneta rozebrała się w „Playboyu” jakby po to, aby pokazać Mikołajowi co stracił

Miłość jak z serialu

Poznali się w szkole aktorskiej. Kiedy Aneta trafiła na pierwszy rok, Mikołaj był już na trzecim. Szybko zwrócili na siebie uwagę. Zaczęło się jednak od „fuksowania” - czyli typowego dla teatralnych uczelni „dręczenia” młodszej studentki przez starszego studenta, polegającego na zadawaniu jej kolejnych etiud do zagrania. Dopiero po jakimś czasie okazało się, że to „gnębienie” Anety przez Mikołaja ma głębszy podtekst. Miłość między aktorami wybuchła, kiedy oboje trafili na plan serialu „Pierwsza miłość”.

- Takiej typowej pierwszej randki nie było. W pewnym momencie, gdy na planie była przerwa wakacyjna, Mikołaj pojechał do rodziców do Gdańska, a ja do swoich do Warszawy. Nagle poczułam, że czegoś mi brakuje. A właściwie kogoś... - wyznała potem aktorka w rozmowie z „Galą”.

- To był drugi sezon serialu, a mój pierwszy. Zastąpiłem innego aktora. Pod koniec sesji Aneta gdzieś wyjeżdżała i - brzydko mówiąc - nie było jej pod ręką, w takim sensie koleżeńskim. Wtedy coś się u mnie narodziło. Jakieś takie dziwne, sentymentalne uczucie, że kogoś mi brakuje. Kogoś, czyli Zająca - śmiał się Mikołaj Krawczyk.

Szybko okazało się, że zakochani nie mogą żyć bez siebie. Aneta zostawiła więc swoją rodzinę i ukochaną Warszawę, aby dołączyć do Mikołaja we Wrocławiu, gdzie realizowano „Pierwszą miłość”. Tam szybko postanowiono wykorzystać ogromne zainteresowanie mediów, jakie towarzyszyło ich związkowi. Dlatego niebawem para trafiła na deski Teatru Komedia, gdzie podbili serca publiczności w spektaklu „Bratnie dusze”.

- Anetka jest dobrym przyjacielem, możemy sobie o wszystkim powiedzieć i wydaje mi się, że to jest najcenniejsze. Anetka jest moim skarbem. Potrafi słuchać, doradzić, poradzić, powiedzieć bez pruderii o wszystkim. I patrzymy w tę samą stronę, choć czasem się nie zgadzamy. I właśnie o to chodzi - deklarował w „Gali” Mikołaj.

- Mikołaj po prostu wie, jak sprawić, żeby kobieta była szczęśliwa. Ale ma coś cenniejszego - rozumie mnie tak jak nikt inny. Ma siódmy zmysł i zaskakuje mnie tym, że w tym samym czasie, o tej samej godzinie myśli to samo co ja. Z nikim nie łączy mnie taka więź - podkreślała Aneta.

Rozstanie bez kłótni

Choć para nie zdecydowała się zalegalizować swego związku, przypieczętowało go narodzenie bliźniaków - Mikołaja i Roberta. Podwójna radość oznaczała też podwójne obowiązki. Aneta musiała mieć cały czas oczy naokoło głowy, aby upilnować dwójkę maluchów. Kiedy jeden maszerował w jedną stronę, drugi - dokładnie w przeciwną. Z czasem jednak nauczyła się z tym radzić.

- Przede wszystkim szybko zrezygnowałam z karmienia „na żądanie”, bo inaczej nic bym innego nie robiła, tylko karmiła: raz jednego, raz drugiego. Robiłam wszystko, by Michał i Robert jedli i spali w tym samym czasie, dzięki czemu i ja mogłam złapać trochę snu i odpoczynku. Zabawa z nimi? Nic strasznego: w trójkę jest nawet weselej niż we dwoje. Noszenie na rękach też nie było trudne, w końcu ręce mam dwie - śmieje się z w serwisie Babyonline.pl.

W ciągu siedmiu lat, kiedy Aneta mieszkała we Wrocławiu, nie zaniedbała rodziny i starych znajomych w Warszawie. Często odwiedzała ich sama lub z maluchami. Stało się to dla niej jeszcze ważniejsze, kiedy niespodziewanie Mikołaj postanowił zostawić ją i dwóch synów. Szybko znalazł też pocieszenie w ramiona innej aktorki - Agnieszki Włodarczyk. W mediach i w internecie rozpętała się burza: „Ukradła ojca dzieciom!”, „Bezduszna modliszka”, „Ona nie odpuści żadnemu facetowi”, „Facet, który zostawia kobietę z małymi dziećmi, to niedojrzały frajer”.

Choć w opinii publicznej związek Anety i Mikołaja uchodził za bardzo zgodny, podobno były to tylko pozory. Lekarstwem na kłopoty miały być dzieci - niestety nie udało się. W rok po ich przyjściu na świat Mikołaj oświadczył, że dłużej nie chce tego ciągnąć. Podobno nie było kłótni i płaczu - tylko spokojna rozmowa, w konsekwencji której aktorka wróciła z Wrocławia do Warszawy z bliźniakami. I postanowiła wziąć się w garść.

- Myślę, że tę siłę ma każda z nas. Najważniejsze, aby w momentach kryzysowych wyciągnąć z niej tyle dział obronnych, aby wystarczyło na cały kryzys. Jeśli wyciągniesz zbyt mało i poczujesz, że jest kiepsko, sięgnij po sprawdzony arsenał jak przyjaciele i rodzina. Ja tak właśnie zrobiłam - wyznaje w Onecie.

Coraz bardziej śmiała

Aneta od małego była przyzwyczajana do życia w blasku reflektorów. Rodzice najpierw posłali ją do szkoły muzycznej - a potem do popularnego zespołu dziecięcego Fasolki. Chociaż marzyła o tym, aby zostać baletnicą, rodzice obawiali się, że to zbyt wymagający fizycznie dla niej zawód. Dlatego zapisali ją na zajęcia teatralne. I tam połknęła bakcyla sceny. Nic więc dziwnego, że po maturze zdała do szkoły teatralnej.

- Studia wspominam jako wzloty i upadki. Początki nie należały do najłatwiejszych. Przyjechałam do obcego miasta, nikogo tam nie znałam. Na uczelni miałam mnóstwo zajęć. Emocjonowałam się każdą oceną, opinią na temat grania. Z czasem nabrałam jednak odporności i dystansu do tego, zrozumiałam, że aby coś osiągnąć, nie powinnam się zachwycać pochwałami, ale skupić na tym, czego się ode mnie wymaga, czyli po prostu dawać z siebie więcej niż myślałam, że mogę - tłumaczy w Onecie.

Jeszcze na studiach telewizja wypatrzyła drobną blondynkę w tłumie młodych dziewczyn gotowych na sukces. Dzięki temu trafiła na plan serialu „Pierwszy miłość”. Grana przez nią Marysia to skromna, pracowita, czuła i ładna dziewczyna. Jest w serialu wzorem dobra, mądrości i urody. Nic więc dziwnego, że Polacy pokochali tę postać. Z czasem jednak scenarzyści postanowili nieco zmodyfikować wymyśloną przez siebie postać.

- Widzowie znali do tej pory Marysię z łagodnej, dobrej strony. A przecież w każdym człowieku siedzi też druga natura. Od momentu, kiedy straciła pamięć los tak nią pokierował, że odnalazła to swoje drugie ja. Mam nadzieję, że widzom przyjemnie się ogląda taką metamorfozę. Dla mnie z kolei jest to ciekawe zadanie aktorskie. Mam możliwość zagrania czegoś zupełnie innego. Kto by pomyślał, że będę się uczyć tańca na rurze? I kto by pomyślał, że Marysia będzie tancerką w klubie go-go? Bardzo się cieszę z takiego wyzwania - tłumaczy aktorka na blogu Sławni Ludzie.

Powrót do dawnych marzeń o tańcu zaowocował także występem Anety w popularnym talent-show. Cała Polska mogła podziwiać jak piękna blondynka wywija na parkiecie u boku Stefano Terrazzino. I rzeczywiście „Taniec z gwiazdami” pomógł gwieździe nabrać pewności siebie po zerwaniu z Mikołajem. Aktorka znów poczuła się uwielbiana i pożądana. Tego blasku, jaki od niej bił nie mogło nie zauważyć zarówno jury, jak i publiczność. W efekcie Aneta i Stefano wygrali show.

- Teraz już jestem bardziej pewna siebie. Kiedyś byłam nieśmiała. Oczywiście nie jest tak, że się tej nieśmiałości całkowicie wyzbyłam, ale dzięki udziałowi w programie „Taniec z gwiazdami” poczułam się pewniej. Intensywne ćwiczenia sprawiły, że zmieniło się moje ciało, a ja nabrałam trochę więcej śmiałości. Zauważyłam, że dziś nawet inaczej stoję na deskach teatru: stabilniej i pewniej - deklaruje w „Show”.

Jakby tego było mało - Aneta rozebrała się dla „Playboya”. Wystrojona w czarne koronki prezentowała swe wdzięki całej Polsce. Mogłoby się wydawać, że robi to po to, aby uzmysłowić Mikołajowi, co stracił. I rzeczywiście - z czasem pojawiły się plotki, że aktor deklaruje chęć powrotu do swej dawnej partnerki. Ona jednak nie chciała o tym słyszeć.

- Wszyscy mnie pytają, czy pokazując się w „Playboyu” zrywam z wizerunkiem grzecznej dziewczynki, co mnie śmieszy. Ja z niczym nie zrywam. Jestem grzeczną, odpowiedzialną osobą, która podjęła się takiego wyzwania. Pokazuję dziś siebie w takiej odsłonie. Czy widzisz tu kogoś niegrzecznego? Czy może zmysłowego? Ważne, że są to różne twarze, różne wrażenia. To właśnie chciałam osiągnąć - wyjaśnia aktorka dziennikarzowi „Playboya”.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Gazety Krakowskiej.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Gazety Krakowskiej
  • codzienne e-wydanie Gazety Krakowskiej
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Paweł Gzyl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.