Anna Helit

Rybna 3. Tu też zdarzają się cuda

Rybna 3. Tu też zdarzają  się cuda
Anna Helit

W życiu bywa różnie. Czasem czworonożny przyjaciel podtrzymuje nas na resztkach sił, czasem musimy zachować się odpowiedzialnie i zawalczyć o lepszy los dla siebie i niego. Nawet jeśli wiąże się to z rozstaniem. I właśnie dlatego nie wolno oceniać osób, które decydują się oddać psa czy kota do schroniska. Bo to często nie zachcianka, a dowód prawdziwej miłości.

Czterysta sześć kotów i dwieście dwadzieścia osiem psów. Każdy z nich ma inną historię i pewnie wiele ich dzieli. Jest też punkt wspólny, który wplata się w ich życie. U jednych na chwilę, u innych na trochę dłużej. Bywa nawet, że na zawsze. Tym, co je łączy, jest wspólny adres zamieszkania. Kraków, ulica Rybna 3.

Nie zawsze wiadomo, jak wyglądało ich życie. Czy były szczęśliwe, czy szczęście znalazły dopiero wtedy, kiedy trafiły do schroniska - miejsca, które paradoksalnie często kojarzy nam się ze smutkiem i przygnębieniem. Tego się już nie dowiemy, choć odpowiedzi na to pytanie pracownicy azylu zapewne szukali w tym roku już dwa tysiące dwadzieścia trzy razy. Bo właśnie tyle zwierząt łącznie znalazło się tam od stycznia do teraz.

Czworonożni mieszkańcy przytułku przy ulicy Rybnej trafiają tam przez cztery możliwe drogi: zostają znalezieni na ulicy, odebrani właścicielowi w wyniku interwencji Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, przyniesieni do schroniska przez właścicieli, którzy zrzekają się tam do nich praw lub oddani do Okna Życia.
Każde zwierzę trafia najpierw na czternastodniową kwarantannę - w tym czasie można zdiagnozować, czy ma jakieś problemy zdrowotne. W przypadku tych znalezionych na ulicy jest to także szansa dla właściciela, który zgubił swojego przyjaciela, żeby mógł się zgłosić po niego do azylu.

Przywilej, nie obowiązek

- Posiadanie zwierzęcia jest przywilejem, a nie obowiązkiem. A jeśli jest się człowiekiem uprzywilejowanym, to trzeba o ten przywilej jak najbardziej dbać. I na szczęście coraz większa część społeczeństwa to rozumie - mówi Beata Nawalany, zastępca kierownika schroniska dla zwierząt w Krakowie.

Pani Beata przez pięć lat pracowała jako inspektor KTOZ; podczas interwencji widziała wiele. Nie przypomina sobie jednak brutalnego porzucenia zwierzaka w Krakowie, na przykład poprzez przywiązanie go do drzewa. - Kraków jest dużym miastem i może dlatego wrażliwość ludzi jest tutaj większa - mówi. Jak wynika z danych schroniska, coraz więcej osób korzysta też z Okien Życia. W ubiegłym roku w ten sposób do krakowskiego azylu trafiły sto siedemdziesiąt cztery zwierzęta, natomiast od stycznia do połowy października tego roku było ich aż dwieście siedemdziesiąt siedem. Przypomnijmy: Okna Życia dla czworonogów w Krakowie znajdują się w Klinice Weterynaryjnej ARKA, w Hotelu dla psów Szarikton, gdzie zwierzę można oddać przez całą dobę, oraz przy ul. Floriańskiej 53 - tam okno czynne jest w godzinach od 10 do 18.

Zwierzę to nie towar

Pracownicy azylu troszczą się, aby zwierzęta znalazły dom, w którym będzie miłość, ciepło, odpowiedzialność i bezpieczeństwo. Dlatego też osoby, które chcą przygarnąć pupila, przechodzą najpierw kilka etapów weryfikujących ich postawę.
Cały proces zaczyna się od tzw. wizualnego wyboru czworonoga, bo każdy z nas ma przecież jakieś preferencje. Można to zrobić codziennie w godzinach od 10 do 14 oraz od 15 do 17. Kiedy potencjalny przyszły właściciel zdecyduje się na konkretnego zwierzaka, dostaje numer telefonu do wolontariusza, który się nim zajmuje. W przypadku psów zaczynają się spacery przedadopcyjne.

Polegają one na tym, że osoba zainteresowana adopcją wyprowadza psa na spacer - mają wtedy czas na wzajemne poznanie się, obserwowanie swoich zachowań. Niezwykle ważne jest też dobranie pod względem charakteru i trybu życia. Towarzyszy im wolontariusz, który później wystawia opinię. Jeśli jest pozytywna, a właściciel mieszka w Krakowie, może już zabrać podopiecznego do domu. W przypadku osób spoza Krakowa jest jeszcze jeden etap całej procedury - inspektorzy udają się do ich domu, gdzie sprawdzają warunki, w których ma mieszkać zwierzę, i dopiero wtedy można je adoptować.

- Czasem ludzie przyjeżdżają i chcą psa. Tutaj, teraz, natychmiast. To nie jest sklep. Nie sprzedajemy towaru, który się przeterminował - tłumaczy Pani Beata. Spacery przedadopcyjne mają więc jeszcze jedną ważną funkcję: sprawdzają, czy potencjalny właściciel może się poświęcić dla psa, bo na takie spacery trzeba przecież przyjeżdżać, poświęcać czas, wykazać się odpowiedzialnością. Niektórym z nich po prostu się nie chce, co sygnalizuje, że być może po adopcji będą zaniedbywać jego potrzeby. A na miłość do przyjaciela nie ma terminu ważności. To nie zabawka, którą można rzucić w kąt, kiedy się znudzi.

Trudne decyzje

Część zwierząt zostaje przyniesiona do schroniska przez właścicieli, którzy z różnych powodów nie chcą lub nie mogą zatrzymać swoich podopiecznych. Jeśli mieszkają na terenie Krakowa, przy ulicy Rybnej 3 mogą zrzec się praw do czworonoga, mając pewność, że zostawiają go w dobrych rękach. Często jednak wracają po niego. Czasem nawet po dwóch dniach, bo pustka w domu i sercu za bardzo się naprzykrza. A może znaleźli rozwiązanie, które pozwala na zatrzymanie przyjaciela.

- Dopiero po takiej stracie ludzie uświadamiają sobie, jak bardzo ten zwierzak jest dla nich ważny i jak szczelnie wypełniał ich życie. Właśnie między innymi po to jest czternaście dni kwarantanny, aby móc na spokojnie przemyśleć swoją decyzję - tłumaczy Pani Beata.

Pytam ją, jak zwierzęta reagują na powrót swojego pana - czy zachowują się inaczej na jego widok, może są jakieś nieufne? - Nie! - słyszę. - One rozumieją to rozstanie w jakiś swój sposób, ale nie myślą, że ich pan zrobił to celowo. Nie wiedzą, że chciał je zostawić. W takich momentach zawsze jest dużo radości ze strony zwierzęcia, jak i właściciela. Nie ma żadnej nieufności - podkreśla Beata Nawalany.

Ale są też właściciele, którzy nie mogą wrócić po swojego pupila, co wcale nie oznacza, że przestali go kochać. Nie wolno nam tych osób oceniać. Być może właśnie podjęli jedną z najtrudniejszych i najrozsądniejszych decyzji w życiu.
Bo oddanie przyjaciela w miejsce, gdzie będzie miał to, czego sam pan zapewnić mu nie może, jest oznaką odpowiedzialnej, prawdziwej miłości. - Jakiś czas temu mieliśmy sytuację, kiedy młody człowiek przyszedł oddać swojego psa - mówi Pani Beata. - Nie było to zwierzę zaniedbane; bardzo fajny pies i bardzo związany ze swoim panem, jednak sytuacja życiowa właściciela zmusiła go do oddania przyjaciela. Widzieliśmy, że ten chłopak płakał, pies wył za nim, kiedy odchodził. Obiecał, że kiedy sytuacja u niego się poprawi, na pewno po niego wróci - opowiada.

Kiedy rośnie serce

W schronisku są momenty, kiedy trudno zahamować łzy, ale też takie, które przywracają wiarę w ludzi. Do krakowskiego przytułku dla bezdomnych zwierząt wciąż zgłaszają się osoby, które chcą pomóc na tyle, na ile potrafią. Jedni przynoszą karmę, inni pamiętają, że nadchodzi zima i dostarczają koce. Jednak są chwile, które szczególnie zapisują się w pamięci pracowników. To głównie te, kiedy właściciele tuż po stracie swoich czworonożnych przyjaciół przywożą do schroniska ich zabawki, legowisko i inne rzeczy, które należały do pupila.

Mimo bólu chcą pomóc innym zwierzętom i podarować im choć trochę radości. Zdarzają się też tacy ludzie, którzy od razu przychodzą z zamiarem adoptowania przewlekle chorego lub starego zwierzaka. Nawet jeśli mają świadomość, że pożyje on miesiąc lub dwa, chcą go pokochać, troszczyć się o niego i sprawić, że ostatnie chwile życia spędzi jako członek ich rodziny.

Jeszcze inni chcą zaadoptować jednego psa lub kota, ale na miejscu okazuje się, że wybrany podopieczny ma rodzeństwo lub przyjaźni się z innym. Zdarza się, że przyszły właściciel - choć wcale tego nie planował - zabiera do domu oba. Bo wie, że zwierzęta też mają uczucia, potrafią kochać i tęsknić. - Bardzo nas takie chwile cieszą - nie kryje pani Beata. - Niedawno mieliśmy taką sytuację, że państwo wybrali sobie kota. Zapytaliśmy, czy nie chcą adopcji podwójnej, bo kotek ma siostrzyczkę. Państwo się nie zdecydowali, ale zaraz za nimi stali następni ludzie chętni na adopcję, którzy powiedzieli, że oni wezmą tego drugiego, żeby nie został sam. Trafiły więc do osobnych domów, ale w tym samym czasie. Nowe, lepsze życie przyszło do obu dosłownie w tym samym momencie - wspomina.

Kochać jak zwierzę

Mimo rosnącej świadomości społecznej i coraz większej liczby ludzi, którym los mieszkańców azylu nie jest obojętny, nie każdy znajduje nowy dom. Niektóre zwierzęta są tam już bardzo długo, jednak nie rozpaczają z tego powodu. Dla dużej części z nich pobyt w schronisku stał się wybawieniem. Ale nawet te, którym człowiek nigdy nie kojarzył się z kijem, pustą miską i łańcuchem, cieszą się, że mają dach nad głową, smaczne posiłki, codzienne spacery i pracowników schroniska, których traktują jak właścicieli. Są im wdzięczne za każdy wspólnie spędzony dzień. Zupełnie tak jakby rozumiały, że czasem trzeba zostawić coś, co się zna, żeby zrobić miejsce na nowe.

- Mają miłość od nas i tą miłość dzielimy - mówi Beata Nawalany. - Wiadomo, że każdy ma swoich ulubieńców i kocha ich bardziej. Dużo zależy od naszego pierwszego spotkania. Jeśli widzimy, że zwierzę trafia do nas po przejściach, to dajemy mu z nas więcej. Bo ono potrzebuje więcej.

Pytam panią Beatę, czego człowiek może nauczyć się od zwierząt. - Przebaczania - odpowiada mi bez chwili namysłu. - Zwierzę człowiekowi przebaczy wszystko, nawet najgorsze męki. Bo ono dalej kocha swojego dręczyciela. Nawet jeśli go bił, nie dawał mu jeść, to zwierzę zawsze podniesie się ostatkiem sił, popatrzy na niego z przebaczeniem w oczach i pomerda ogonem.

I tej bezwarunkowej miłości - bo mimo że jesteś biedny i wyglądasz gorzej niż inni, to ja i tak cię kocham. One wszystkie wiedzą też, że nigdy nie można tracić nadziei, bo zawsze może zdarzyć się cud - słyszę. - Za każdym razem, kiedy idę do psa w boksie, mówię do niego: Nie przejmuj się! I ty będziesz miał swoją szansę.

„Dziennik Polski” i „Gazeta Krakowska” prowadzą akcję Wspieramy Zwierzaki. Nie kupuj. Adoptuj!

Dzięki wsparciu Naszych Czytelników i Partnerów poprawiamy los zwierząt w Schronisku przy Rybnej. Ambasadorką naszej akcji została aktorka Urszula Grabowska, która sama ma suczkę Mimi adoptowaną z azylu. Szczegółowe informacje dotyczące adopcji zwierząt można znaleźć na stronie internetowej
www.schronisko.krakow.pl

Anna Helit

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.