red.

Ryzyko przedwczesnej śmierci

Im bardziej kolorowy jest nasz talerz z jedzeniem, tym korzystniej dla utrzymania pokojowej równowagi czyli zdrowego zestawu mikroorganizmów w jelit Fot. 123rf.com Im bardziej kolorowy jest nasz talerz z jedzeniem, tym korzystniej dla utrzymania pokojowej równowagi czyli zdrowego zestawu mikroorganizmów w jelitach.
red.

Kanon poradniczy zawarty w książkach „Ojca Grande przepisy na zdrowe życie” komentuje wybitna specjalistka w zakresie badania wpływu żywności na organizm dr hab. Agnieszka Bartoszek z Katedry Chemii, Technologii i Biotechnologii Żywności, profesor Politechniki Gdańskiej. Tradycyjne, oparte na ludowym przekazie i własnej intuicji, spojrzenie Bonifratra spotyka się z nowoczesnym, naukowym, eksperckim. Bardzo to ciekawa konfrontacja.

Pani Profesor, w ślad za nowymi ustaleniami nauki świat zaczął ekscytować się czymś, o czym do niedawna nawet nie wypadało rozmawiać, nie chcąc uchodzić za grubianina. Mamy na myśli jelita, a także produkty ich niespożytej, nie znającej odpoczynku pracowitości. Wróciła Pani niedawno z Włoch, gdzie uczestniczyła Pani w konferencji poświęconej roli mikroorganizmów zamieszkujących nasze jelita, a także m.in. terapii odchudzania z wykorzystaniem bakterii wyizolowanych z kału. Czy są to zagadnienia czysto teoretyczne, czy też taka terapia już jest stosowana?
Tego typu terapia jest zarejestrowaną procedurą medyczną w terapii infekcji jelita bakterią chorobotwórczą z gatunku Clostridium difficile. Jednakże badacze nie chcą na tym poprzestać i testowane są inne jej zastosowania.

Czy jest dostępna w Polsce?
Z tego, co wiem, wspomniana procedura leczenia infekcji Clostridium difficile jest także dostępna w Polsce.

Proszę nam przybliżyć tę metodę walki z otyłością.
Zacznę od tego, co powoduje, że musimy tę walkę podjąć, czyli od sposobu odżywiania w erze dobrobytu. Niestety, odżywianie na modłę tzw. zachodniej diety, która początkowo dotyczyła tylko wysoko rozwiniętych krajów, a obecnie jest zmorą przede wszystkim uboższej ludności krajów rozwijających się, prowadzi prostą drogą do nadwagi, a tym samym do chorób dietozależnych i zwiększa ryzyko przedwczesnej śmierci. Mniej lub bardziej celowo, nie chcę tu wartościować, wykorzystuje się naturalne mechanizmy funkcjonowania ludzkiego organizmu, a ściślej - sprzężenia układu pokarmowego z pracą mózgu. W jakiż to sposób jedzenie stać się może uzależnieniem nie zawsze służącym żywieniowym potrzebom człowieka? Opowiedzmy to sobie po kolei.

Otóż jest tak, że zanim podejmiemy decyzję, czy dany pokarm wprowadzimy do organizmu, już forpoczta naszego układu pokarmowego, na sam widok pełnego talerza, zaczyna się przygotowywać na jego przyjęcie, na przykład w ustach gromadzi się ślina, w której znajduje się enzym amylaza trawiący skrobię. Oprócz wzroku w proces decyzyjny włączają się węch i smak. O ile rozróżniamy miliardy zapachów, to receptorów smaku, rozmieszczonych w kubkach smakowych języka, jest pięć: słodki, słony, kwaśny, gorzki, umami (japońskie określenie na smak mięsny, notabene jego obecność dowodzi, iż genetycznie człowiek nie jest weganinem). Naukowcy mówią też ostatnio o znalezieniu receptora smaku tłustego, jeszcze nie ma on swojej nazwy. Każdy z receptorów z różną siłą informuje mózg o dostępności substancji odżywczych, które znajdują się w naszym polu decyzyjnym, czyli na talerzu. Dobrze ze sobą współpracują receptory smaku słodkiego i mięsnego, i ten tandem najsprawniej przebija się z informacją do mózgu, że w tym momencie pilnie potrzebuje on czegoś o takim właśnie smaku: słodko-mięsno-tłustym (głównie białko zwierzęce i cukier). Sygnał z receptorów smaku zostaje dodatkowo wzmocniony przez układ nagrody, ewolucyjnie opowiadający się za tym, co w naszym jedzeniu wysokoenergetyczne, odżywcze, budulcowe, i jako takie służące przetrwaniu gatunku…

Czy jest to ten sam ośrodek nagrody w mózgu, który wciąga nas w niebezpieczne gry z narkotykami, papierosami, hazardem?
Dokładnie tak. Układ nagrody wymyślony został niegdyś przez ewolucję po to, by gatunek człowiekowatych, w oparciu o pokarm przysparzający mu białek i energii, przetrwał, natomiast dzisiaj będzie nas nagradzał za rzeczy słodko-mięsno-tłuste, nie zważając na to, że era w której polowaliśmy wytracając nadmiar energii, często poszcząc i nie obrastając w tłuszcz - dawno się skończyła. Ahistoryczny układ nagrody, pobudzony np. spożyciem wielkiego hamburgera popitego półlitrową słodką colą, daje nam odczucie błogostanu i sui generis spełnienie. Ale na krótko, ponieważ ten mechanizm tak działa, że raz doznana przyjemność musi zostać powtórzona, człowiek będzie więc dążył do kolejnego „spełnienia” i uzależni się od słodko-mięsno-tłustego typu żywności, podobnie jak uzależnia się od papierosów czy alkoholu. (...)

Głód w bogatszej części globu został skutecznie zażegnany, to trzeba przyznać, ale mamy nowy problem, problem nadmiaru, od którego nie mniej boli głowa. Produkty żywnościowe, o których mówiłam, są łatwo przyswajalne, szybko trawione, i nasz mózg nie zostaje wystarczająco poinformowany o stanie sytości, więc w krótkim czasie po fast-foodowym posiłku inteligentnie konkluduje: nie najadłem się, jestem głodny, dajcie mi drugiego podwójnego hamburgera z colą, które tak mi smakowały…

Podsumowując, niedobór sygnałów sytości i zachęta ze strony układu nagrody skłaniają nas do nadmiernego objadania się wysokokaloryczną żywnością. A producenci dostarczają tego czego oczekują konsumenci, produkt żywnościowy ma smakować, albo się nie sprzeda… (...)

Pani Profesor, wróćmy jeszcze do tematu, od którego zaczęliśmy rozmowę, czyli do terapii z udziałem - excusez-moi - składowych kału. Temat ten, a także zagadnienie tzw. urynoterapii pojawił się też podczas spotkań z o. Janem Grande w latach 90. ub. wieku. Naszemu rozmówcy nie mieściło się w głowie, by produkty odpadowe, wyeliminowane przez organizm, mogły mu jeszcze do czegoś posłużyć.

Lata 90., jeśli chodzi o rozwój nauki i wiedzę o funkcjonowaniu ludzkiego organizmu, to inna epoka. Nie istniały jeszcze nawet pewne pojęcia. Na przykład termin mikrobiom - zaproponował go amerykański genetyk Joshua Lederberg dopiero na przełomie XX i XXI w. Czym jest mikrobiom? Jest to zindywidualizowany w swoim składzie zestaw bakterii, które bytują w przewodzie pokarmowym danego człowieka, oddzielone od komórek jego ścian (by im bezpośrednio nie zagrażały) wyściółką śluzu, a z drugiej strony stykające się z pokarmem, który wprowadzamy do przewodu pokarmowego. Mikroorganizmy obecne w kale (nie będę się odnosić do urynoterapii) raczej nie stanowią produktu odpadowego, tylko zestaw mikro pechowców, którzy zostali porwani przypadkowo z miejsca dostatku… Dlatego można je „zawrócić” jako reprezentantów mikrobiomu do właściwego im miejsca bytowania, czyli do naszych jelit. (...)

Czy mikrobiom to inaczej flora bakteryjna?
Tak. Dlaczego jednak ten mikrobiom, z jakim przychodzimy na świat i później już „samodzielnie” rozwijamy, jest taki ważny? Jak się okazuje, od jego dobrostanu w dużym stopniu zależy dobrostan całego organizmu, zdrowie zarówno fizyczne jak i psychiczne. Jeśli zadbamy o równowagę bakteryjną w jelitach, o to by różne grupy ścierających się tam interesów nie doprowadzały do wojen wzajemnie się wyniszczających, to będziemy odporniejsi na choroby i bardziej ciekawi życia z jego urokami. No dobrze - można w tym momencie zapytać - ale jak to zrobić? Odpowiedź jest jedna: stosujmy maksymalnie zróżnicowaną dietę, która wykarmi najróżniejsze grupy bakterii. Im bardziej kolorowy jest nasz talerz z jedzeniem, tym korzystniej dla utrzymania pokojowej równowagi czyli zdrowego zestawu mikroorganizmów w jelitach.

Czy przy otyłości ta równowaga jest zaburzona?
- Naturalnie, właśnie o to chodzi. Jeśli pasiemy nieurozmaiconą, do tego niezdrową żywnością jakąś grupę bakterii, to one namnażają się i kolonizują mikrobiom niszcząc jego zróżnicowanie. Dlatego jedną z metod w walce z nadwagą jest skorygowanie niekorzystnie zmienionego zestawu mikroorganizmów poprzez mechaniczne wprowadzenie innego zestawu do jelit. Tak, tak, mówię o tej metodzie, która na pewno nie mogła przyśnić się filozofom…

Obserwacje poczynione najpierw u myszy laboratoryjnych, a następnie u pacjentów z otyłością pokazały, że u osobników z dużą nadwagą zaburzony jest skład mikrobiomu. Zaproponowano więc, by przy pomocy antybiotyków wyrugować dotychczasowych mieszkańców jelit, a w ich miejsce wprowadzić mikroorganizmy wyizolowane z kału osoby o prawidłowej wadze. Zaobserwowano, że zasiedlenie jelit pacjenta nowym mikrobiomem pociąga za sobą zmiany w wyborach żywieniowych, obniża apetyt i przez to prowadzi do spadku masy ciała. Pokazuje to siłę naszych jelitowych współbiesiadników, choć nam się wydaje, że mamy wolną wolę (…).

Z książki Marzeny i Tadeusza Woźniaków „Ojca Grande przepisy na zdrowe życie - Częśc IV”

red.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.