Włodzimierz Knap

Rządy potężnych kardynałów

Zbigniew Oleśnicki na tablicy erekcyjnej w Collegium Maius Fot. fot. archiwum Zbigniew Oleśnicki na tablicy erekcyjnej w Collegium Maius
Włodzimierz Knap

5 grudnia 1389. Rodzi się Zbigniew Oleśnicki, pierwszy kardynał narodowości polskiej. 4 grudnia 1642 umiera kard. Richelieu. Obaj należeli do grona duchownych, którzy mieli potężną władzę w państwie.

Siłę twierdzenia matematycznego ma zdanie, że niemal od zarania dziejów potężną rolę odgrywali wpływowi kapłani: różnych religii, w różnych cywilizacjach. Zdarzało się, że to oni stawali na czele państw, a nawet udanie pretendowali do władzy globalnej w ówczesnym rozumieniu świata. Przykładem niektórzy papieże w wiekach średnich.

Polskie doświadczenie dowodzi, że wpływ kapłanów na bieg dziejów to również nieodległa historia. Przypomnijmy tutaj jedynie pozytywne przykłady: kard. Adam Stefan Sapieha, a szczególnie prymas Stefan Wyszyński.

Nie byle komu, bo cesarzowi Teodozjuszowi Wielkiemu biskup Ambroży odmówił prawa uczestnictwa we mszy

Obaj w praktyce sprawowali wielką władzę, bo rządzili umysłami wielu Polaków. Prof. Antoni Dudek, znawca relacji państwo-Kościół w okresie PRL, twierdzi, że gdyby nie mądra polityka kard. Wyszyńskiego, to komuniści doprowadziliby do zniszczenia Kościoła w Polsce, rozumianego jako wspólnota duchownych i milionów wiernych.

W 1950 r. Wyszyński przystał na fatalne z punktu widzenia Kościoła porozumienie z władzami. Dopiero trzy lata później powiedział „non possumus”. - Gdyby prymas nie ustąpił w 1950 r., to władze już wtedy przypuściłyby totalny atak na Kościół. Te trzy lata najpewniej zadecydowały, że Kościół instytucjonalny przetrwał w nie najgorszej kondycji, zważywszy na czasy - uważa prof. Dudek.

Arcykapłan Herhor

Wpływ kapłanów egipskich na politykę można - w uproszczeniu - porównać z rolą, jaką w przeszłości odgrywali purpuraci Kościoła katolickiego. Zdaniem znawców, np. Hornunga, Niwińskiego czy Pernigottiego, kapłaństwo i władza były jakby rewersem i awersem tej samej monety. Faraonowie musieli więc dzielić się uprawnieniami z kapłanami. Jako że religia była traktowana jako nierozłączna część ziemskiej rzeczywistości, kapłani w gruncie rzeczy pełnili funkcje urzędników państwowych.

Faraonowie zlecali im np. zadania gospodarcze czy finansowe. I taki stan rzeczy trwał długo. Aż przyszedł czas, że kapłani postanowili zastąpić władzę królewską. Otwarty bunt nastąpił w czasach Amenhotepa IV (Echnatona) w XIV stuleciu p.n.e. Do walki o władzę z faraonem stanęli kapłani ze świątyni Amona Re w Tebach. Rywalizacja nie przyniosła rozstrzygnięcia. Obie strony trwały w klinczu przez ponad dwa stulecia. W końcu na początku XI wieku p.n.e. rządy przejął arcykapłan Herhor, jeden z bohaterów „Faraona” Bolesława Prusa. „Kardynał” Herhor był jednak jedynym w kilkutysięcznej historii Egiptu kapłanem, który sięgnął po władzę królewską.

Biskup Ambroży

- Mediolan, miasto co prawda w IV stuleciu potężne, znakomite, o wiele ludniejsze i znaczniejsze niż ówczesny Rzym, sławę i splendor czerpał przede wszystkim z tego, że jego biskupem był Ambroży - mówi ks. prof. Henryk Pietras, krakowski jezuita, jeden z najlepszych patrologów (znawców Ojców Kościoła) na świecie.

- Przyszły święty cieszył się tak wielkim autorytetem, że nawet cesarze się go lękali. Nie byle komu, bo cesarzowi Teodozjuszowi Wielkiemu, odmówił prawa uczestnictwa we mszy po tym, gdy władca dokonał w roku 390 masakry mieszkańców Tessalonik. Cesarz uzyskał co prawda przebaczenie od Ambrożego, ale dopiero wtedy, gdy upokorzył się i odbył pokutę - dodaje wybitny historyk wczesnego Kościoła.

Przypomnijmy, że to Teodozjusz wydał dekrety, dzięki którym chrześcijaństwo uzyskało status religii państwowej w Imperium Rzymskim. Ten wielki biskup nie był zresztą człowiekiem nadmiernie miłosiernym. Jego postawa wobec innych religii i wierzeń była pełna zapiekłości, nieprzejednania. Ale tak postępując, był niezwykle skuteczny. Miał duży udział w tym, że w 382 r. z sali posiedzeń rzymskiego senatu usunięty został ołtarz bogini Viktorii będącej personifikacją potęgi i zwycięstw Rzymu.

Mocno też przyczynił się do wydania przez Teodozjusza Wielkiego zakazu kultu pogańskiego. Św. Ambroży zwalczał także judaizm. Kiedy cesarz ukarał chrześcijan, którzy z podburzenia swojego biskupa spalili w 388 r. synagogę w mieście Kallinikum nad Eufratem, biskup Mediolanu zażądał, by Teodozjusz kazał ich uwolnić. Władca tak zrobił, bo biskup zagroził mu ekskomuniką.

Kardynał Richelieu

Kard. Armand Jean de Richelieu (1585-1642), pierwszy minister Francji od 1624, dla osiągnięcia celów nie dbał o przestrzeganie dekalogu. Często po trupach, i to dosłownie, szedł do celu.

Richelieu twierdził, że na pierwszym miejscu stawiał dobro monarchy, na drugim wielkość państwa. Siebie w ogóle nie wymieniał. Ale to on kształtował politykę Francji, a w sporej części też europejską. Nie mógł jednak przekroczyć pewnej granicy. Choć nosił tytuł „głównego ministra”, gromadził liczne honory, urzędy, majątek i - co najważniejsze - sprawował realną władzę, to musiał liczyć się z królem. Wystarczyłoby, żeby naraził się za bardzo władcy, a zostałby wygnany i osadzony w jakimś obskurnym opactwie.

Richelieu nigdy nie mógł być pewny, czy król nie odwróci się od niego. W Paryżu plotkowano, że monarcha miał powiedzieć do kardynała: „Niech pan idzie pierwszy, bo i tak się mówi, że to pan jest prawdziwym królem”. Dla Ludwika XIII, który miernotą nie był, ważne było to, że kardynał umacniał pozycję jego samego, Francji, a Francuzów twardo uczył ślepego posłuszeństwa dla monarchii, państwa i prawa. Richelieu nie krył swoich poglądów. Mówił m.in.: „Jeżeli dasz mi sześć linijek napisanych przez najbardziej uczciwego człowieka i tak znajdę w nich przyczynę do powieszenia go”. Wprost głosił: „Jeżeli wymaga tego racja stanu państwa, nie należy wahać się z posyłaniem ludzi na śmierć”.

Wystarczy przyjrzeć się portretowi kardynała, by nie mieć wątpliwości, że była to postać nietuzinkowa, mogąca samym wzrokiem paraliżować ludzi. Historycy nie mają wątpliwości, że był geniuszem, który ogarniał całą szachownicę politycznej Europy, szybko potrafił przeanalizować wszystkie okoliczności politycznej gry oraz wyciągać trafne wnioski.

O ile kard. Richelieu uchodził za polityka „silnej ręki”, o tyle jego następca, od 1642 r. I minister Francji, kard. Jules Mazarin miał opinię polityka przebiegłego, chytrego, a w polityce zagranicznej zręcznego. Historycy porównują go do Machiavellego.

Mazarin nakładał wysokie podatki, nie liczył się z parlamentem, a nawet go rozwiązał, aresztował książąt krwi. Takie działania skutkowały tym, że kardynał stał się znienawidzony do tego stopnia, iż Francja pogrążyła się wojnach domowych (zwanych frondami), a on musiał uciekać z kraju.

Mazarin poradził jednak sobie. Do śmierci w 1661 r. sprawował realną władzę we Francji, choć jej królem od 1643 r. był Ludwik XIV (w chwili śmierci ojca miał 4 lata i 8 miesięcy), czyli „król Słońce”. Kiedy Mazarin umierał, Ludwik XIV miał 23 lata. Rządy kardynała sprawiły, że władza królewska została wzmocniona. Na łożu śmierci Mazarin radził Ludwikowi, by nie powoływał już nowego I ministra.

Zasugerował mu jednak, by wziął do pomocy Colberta jako ministra finansów. I był to strzał w dziesiątkę z punktu widzenia interesów Francji i „króla Słońce”. Mazarin potrafił zresztą dobierać odpowiednich współpracowników, szczególnie dyplomatów, którzy w czasie kongresu westfalskiego, kończącego wojnę 30-letnią, pomogli kardynałowi w przypieczętowaniu supremacji Francji i doprowadzili do uznania języka francuskiego za język panujący w dyplomacji.

Wyzwalanie się

Polacy, a przynajmniej wielu z nas, są przekonani, że chrzest Polski miał miejsce w 966 r. Może faktycznie wtedy chrzest przyjął Mieszko I, lecz równie dobrze mogło to nastąpić w 963, 964, 965, 967, 968 czy 969 r. To osobny problem, ale tak czy inaczej duchowni za panowania pierwszych Piastów niewiele mieli do powiedzenia. To był „Kościół monarszy”. Również biskup Stanisław, męczennik, przyszły święty, zabity w 1079 r. na rozkaz króla Bolesława Śmiałego, niewiele znaczył przy władcy.

Pełne uzależnienie Kościoła od panujących trwało przynajmniej do połowy XII w., choć zmarły w 1148 r. arcybiskup Jakub ze Żnina był skutecznym politykiem, któremu udało się obronić niezależność polskiej prowincji kościelnej przed roszczeniami arcybiskupa Magdeburga, a poprzez umiejętne manewrowanie między synami Krzywoustego doprowadził do wzmocnienia pozycji arcybiskupa gnieźnieńskiego w państwie. Jego dzieło kontynuowali następcy: Jan, Zdzisław, Bogumił i Piotr, a potem, od 1199 r. przez dwie dekady, tak postępował metropolita Henryk Kietlicz, jeden z najwybitniejszych hierarchów w historii polskiego Kościoła, choć ostatnie lata jego rządów były pasmem niepowodzeń.

Jednak zarówno abp Kietlicz, jak i jego poprzednicy i następcy potrafili wykorzystać upadek silnej władzy książęcej na rzecz zwiększenia uprawnień Kościoła, wyzwalania się spod wszechmocnej władzy panującego. W podobnym kierunku szły działania biskupów krakowskich, począwszy od bp. Matusza (1143-1166); po nim przyszli dwaj bardzo zdolni i wpływowi politycy, biskupi Gedko i Pełka. Obaj mieli decydujące zdanie w sprawie obsadzenia tronu w Krakowie. Przez niemal cały XII w. sporo do powiedzenia w sprawach państwa miały też dwa ośrodki benedyktyńskie: w Mogilnie, a zwłaszcza w Tyńcu.

Świnka i Muskata

„Nie ma na świecie niebezpieczniejszego odeń człowieka” - powiedział o Janie Muskacie w roku 1306. prepozyt sandomierski Zdzisław. W „V Katalogu biskupów krakowskich” biskup pojawia się pod postacią krwiożerczego wilka z pastorałem w paszczy. Żaden duchowny w średniowiecznej Polsce nie budził takiego postrachu. Ale też Muskata był jednym z najenergiczniejszych biskupów krakowskich. Prof. Jerzy Wyrozumski, świetny znawca wieków średnich, tak go ocenia: - To był dobry gospodarz Krakowa. Nie zmienia tego fakt, że zgodnie z interesami niemieckiego mieszczaństwa dążył do złączenia Polski z germanizującym się Królestwem Czeskim.

Muskata bezwzględnie zwalczał też młodego Władysława Łokietka, a wobec swojego zwierzchnika abp. Jakuba Świnki był zuchwały i lekceważył go.

- Abp gnieźnieński Jakub Świnka był mężem stanu europejskiego formatu. Wyrastał ponad swoje otoczenie - ocenia prof. Wyrozumski. - Był co prawda urzędnikiem kościelnym, lecz jak mało kto rozumiał rolę i znaczenie państwa. Kierował się jego interesem. Zdawał sobie sprawę, jakie zagrożenia wynikają z podziału Polski.

Według prof. Wyrozumskiego Świnka jak mało kto w dziejach Polski potrafił i umiał wybierać. Nie bał się podejmowania nawet bardzo trudnych decyzji. Taką np. było zaangażowanie się - bez zgody papieża - w koronację Wacława II. Potem jednak konsekwentnie bronił kandydatury Łokietka. Abp Jakub zdawał sobie również sprawę z następstw napływu Niemców do instytucji kościelnych, na dwory książąt i możnych czy do miast. I bardzo starał się temu przeciwdziałać.

Na przełomie XIII i XIV w. arcybiskup gnieźnieński w hierarchii urzędów kościelnych był najważniejszy. Pełnił funkcję zwierzchnika polskiej prowincji kościelnej. Taka była teoria. - Praktyka była bardziej złożona - mówi prof. Wyrozumski - bo biskupi Krakowa mieli aspiracje odgrywania pierwszoplanowej roli. Trzeba też wiedzieć, że arcybiskup czy biskup nie był wówczas tylko dostojnikiem kościelnym, ale też wysokim urzędnikiem państwowym. Droga do biskupstwa prowadziła często przez kancelarię monarszą.

Kardynał Oleśnicki

5 grudnia 1389 przyszedł na świat Zbigniew Oleśnicki, pierwszy kardynał polskiej narodowości, zaufany doradca pierwszych Jagiellonów. Według Jana Długosza Oleśnicki miał w trakcie bitwy pod Grunwaldem uratować Władysława Jagiełłę przed jednym z niemieckich rycerzy. To zaważyło na jego dalszej karierze.

Oleśnicki nie mógł już zostać pasowany na rycerza, gdyż uznano, że zamordował Niemca, zamiast pokonać go zgodnie z kodeksem rycerskim. Wybrał więc stan duchowny i szybko awansował. W 1423 r. został biskupem krakowskim. Od tego czasu zaczął mieć decydujący wpływ na politykę pierwszych Jagiellonów. Po śmierci Jagiełły w 1434 r., jako regent, sprawował faktyczną władzę w imieniu małoletniego Władysława Warneńczyka.

Rosnące wpływy Oleśnickiego wzbudziły sprzeciw możnowładców. Zawiązali oni konfederację, która propagowała husytyzm i chciała osadzić na tronie czeskim brata Władysława, Kazimierza Jagiellończyka. Oleśnickiemu udało się uporać się z buntem, na czele którego stał Spytko z Melsztyna.

Ze względu na panujący w Czechach husytyzm Oleśnicki sprzeciwiał się koncepcji osadzenia na tronie w Pradze Jagiełły, a później jego syna królewicza Kazimierza. - Uważał, że przedstawiciele Jagiellonów będą mogli zasiąść tronie czeskim dopiero po wytrzebieniu „obrzydliwej” herezji husyckiej - twierdzi prof. Henryk Samsonowicz, wybitny mediewista.

Głównym teatrem działań Oleśnickiego była polityka zagraniczna monarchii Jagiellonów w stosunku do południowych sąsiadów. Biskup doprowadził do osadzenia na tronie węgierskim Władysława Warneńczyka. Największe zagrożenie upatrywał w Turkach, którzy właśnie zaczynali podbój Europy. Był za tym, żeby Litwę, wraz z Rusią, przyłączyć do Polski. Taka postawa poróżniła go z Kazimierzem Jagielloń-czykiem, wielkim księciem litewskim, bratem poległego w 1444 r. pod Warną króla Władysława. Żeby osłabić Oleśnickiego, pretendent do tronu zwlekał aż trzy lata, zanim objął władzę w Krakowie. Stronnictwo kardynała (kapelusz kardynalski Oleśnicki założył w 1449), skupiające polskich możnowładców, nadal było jednak silne i król był zmuszony oprzeć swoją władzę na drobnej szlachcie.

Zdaniem prof. Tadeusza Rosłanowskiego, mediewisty, przy całym swoim wizjonerstwie Oleśnicki jest współwinny, że w Królestwie Polskim i Wielkim Księstwie Litewskim nie zwyciężyła władza dynastyczna, ta, która na Zachodzie doprowadziła do powstania wielkich państw narodowych. Zmusił za to tak mocnego króla jak Kazimierz Jagiellończyk do związania się ze szlachtą i tego wszystkiego, co po krótkim epizodzie „złotego wieku” skończyło się anarchią szlachecką.

Świetnie się za to miała rodzina kardynała. Jak wyliczył historyk Jan Wroniszewski, 14 jego dalszych krewnych zyskało stanowiska dzięki kardynalskiej protekcji. Brata zaś wyniósł na urząd marszałka koronnego. Nawet Jan Długosz, chwalący pod niebiosa swojego pryncypała, wypominał Oleśnickiemu, że zbyt często i nadmiernie nachalnie wypominał królom, co mu zawdzięczają.

Włodzimierz Knap

Komentarze

6
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

katolik

Bozia sie cieszyla oj cieszyla ze takie zgorwysyny polaczki ciemiezyly Narod czymajac Go w zacofaniu i biedzie .Historia lubi sie powtarzac. Odczuwa to Nasz Kraj teraz w 21 wieku widzimy nawet w sejmie tlusta morde jakiegos tam przebieranca .Te "ludzie" maja sluzyc -nie rzadzic !niestety sa tumany przy "sterze"i szukaja nawigatorow .Podoba sie to spoleczenstwu czy nie Wszycko jedno.

Mimochodem

Obaj należeli do grona duchownych, ..., którzy umieli "znaleźć się" w sposób należny miejscu, czasowi w którym żyli, i okolicznościom, w których przyszło im żyć, i ... nie ucięto im z tego powodu głowy. Nie każdy to potrafi, jak widać !

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.