Samo życie, czyli jak blok nr 19 trafił do teatru

Czytaj dalej
Fot. Anna Kaczmarz / Dziennik Polski / Polska Press
Katarzyna Janiszewska

Samo życie, czyli jak blok nr 19 trafił do teatru

Katarzyna Janiszewska

Blok numer 19 na krakowskim osiedlu Dywizjonu 303, wraz ze swoimi mieszkańcami, stał się bohaterem sztuki teatralnej. To obraz pokolenia lat 80., sąsiedzkich kłótni, problemów i przyjaźni.

Z życia bloku: Na dziesiątym skrzypnęły balkonowe drzwi. K., ten dziwak, któremu wszystko przeszkadza przyszedł niespodziewanie w odwiedziny do państwa P. Pod pretekstem, że niby coś chciałby sprawdzić na ich balkonie. Pan Sz. z parteru siedział akurat przed telewizorem, który stał na przeciwko okna, dokładnie tutaj, gdzie dziś. Zobaczył, jak coś leci, jakby koc, worek? I mocne klap! Wybiegł na balkon. W ogródku, między rabatkami leżał K.

Pan Szkaradek się dziwi: Dziwne, że przyszedł do P. Sam przecież mieszkał na siódmym piętrze. Później ten sąsiad z dziesiątego się przez to rozchorował. W nerwicę popadł.

Blok bardzo to przeżywał. Ten K. od dawna skarżył się na hałasy.

- I myśmy reagowali, pisało się pisma do spółdzielni, żeby to sprawdzić - przypomina sobie Miklaszowa. - Bo te hałasy były. Tylko ja później to tego doszłam, że on sam je robił. Walił czymś w kaloryfer, jak chciał kogoś uciszyć. Nawet w środku nocy. Zawsze chodził naburmuszony, nieprzychylny światu. Wszystko brał przeciw sobie. Musiał mieć jakieś skłonności.

Blok się mebluje

Ten blok, wzorcowy, mógłby być każdym blokiem i stać na dowolnym osiedlu. Ale jest akurat blokiem nr 19, na osiedlu Dywizjonu 303. Stoi na granicy Krakowa z Nową Hutą. Socjalistyczny mrówkowiec. Jedenastopiętrowy, z trzema klatkami, setką mieszkań. Zbudowano go w 1981 r. z wielkiej płyty. Dla jednych zesłanie. Pustynia. Księżycowy krajobraz. Dla innych spełnienie marzeń. Bo wreszcie na swoim.

Krystyna Szkaradek, pracowała w Zespole Ekonomiki Oświaty, II piętro, mieszkanie nr 47: Moi rodzice budowali Nową Hutę. Mieszkaliśmy na os. Wandy. Mnie się zawsze Huta podobała. Tyle zieleni, szerokie ulice. Nigdy mnie tu nie spotkała żadna przykrość. No i metraż mieszkania, o wiele, wiele większy! Był nie bez znaczenia. Zamiast 36 metrów mieliśmy aż 64! Trzy pokoje, ustawne, cieszyłam się, że kuchnia nie jest ślepa. Przychodziliśmy na plac budowy zobaczyć jak nasz blok rośnie.

Jan Szkaradek, nauczyciel muzyki: Ja jestem krakusem. O Hucie nie chciałem nawet słyszeć. A w życiu! Podania nie chciałem składać o przydział mieszkania, bo słyszałem, że została już tylko Huta. Kolega mnie zmusił. Wcześniej mieszkałem na Dąbiu. Azory, proszę bardzo. Tylko nie Huta!

Jolanta Miklasz, nauczycielka polskiego w III LO, mąż prowadził sklep dla plastyków. VI piętro, mieszkanie nr 54: Ściany krzywe. Niedoróbki. Nie było sklepów, nic. Ale byliśmy przeszczęśliwi, że mamy wreszcie swoje mieszkanie. Duże. Nawet fortepian się zmieścił, który mama przywiozła ze Lwowa. Wprowadziliśmy się natychmiast. Rzeczy przewieźliśmy w plecakach, autobusem. Dopiero później się meblowaliśmy. Teść dostał gdzieś komplet kuchenny, przeleżał złożony w piwnicy trzy lata. Łóżko piętrowe dla dzieci udało się kupić. Na raty jakaś meblościanka, wersalka, ława. Ciężkie kloce, człowiek później nie wiedział, jak się tego pozbyć. Ale brało się, co było, a nie co się podoba. Sąsiedzi zaglądali jeden do drugiego, jak się kto urządził.

Tadeusz Ciepelowski. Mieszkanie nr 43, parter. Wykładowca na AWF z Jasła. Żona zginęła w wypadku samochodowym. A on został sam z dwuletnią córeczką: Dla mnie nie miało znaczenia, że to Huta. Nawet lepiej, mniejszy tłok. Korzystniej, bo bliżej do pracy. Podjeżdżałem autem, kilku nas było na osiedlu takich, co mają samochody. No i wygodnie mi było patrzeć z parteru na córkę, gdzie jest.

Statystyki

Jak podają statystyki wprowadziło się tu 344 mieszkańców, z czego 22 proc. stanowiły osoby niepełnoletnie. Średnia wielkość mieszkań to 62,4 metry kwadratowe. Od tego czasu 45 proc. mieszkań zmieniło właścicieli. Z bloku, za granicę wyjechało 39 mieszkańców, w przedziale wieku 18-30 - aż 82 proc. Wróciło pięciu.

Blok maszyna

Z życia bloku: szczęście, że wreszcie człowiek jest na swoim nie trwało długo. Dziś w całym pionie nie było wody. Wczoraj zresztą też. Jak się wszyscy powprowadzali, to się okazało, że ciśnienie w rurach jest zbyt słabe. Wykąpać można się albo bladym świtem, albo w południe, kiedy przecież przyzwoici ludzie siedzą w pracy. Paranoja! Jak ktoś jednak bardzo chce się wykąpać, to chodzi z wiadrem do klatki na końcu bloku, do piwnicy, a później gotuje wodę w wielkim garze, na kuchence.

Blok maszyną do mieszkania. Tak widział to Le Corbusier: dom upodabnia się do maszyny poprzez standaryzację i uprzemysłowienie jego produkcji. Wszystko dla komfortu fizycznego i psychicznego człowieka. Francuski architekt porzucił system metryczny i zastąpił go „Modulorem”, czyli proporcjami, wyznaczonymi przez stojącego człowieka (183 cm) i tąże postać z podniesioną ręką (226 cm). Wszystkie wymiary mieszkania i domu były wypadkową tych wartości. Postulował też pozostawienie elewacji w surowym betonie. Bez kosztownych tynków i okładzin.

Polska wielka płyta narodziła się w latach 50. XX w. i aż do połowy lat 80. stanowiła podstawę budownictwa mieszkaniowego. Pierwszy blok tego typu powstał w Krakowie, w Nowej Hucie, na os. Hutniczym. Szybko pojawiły się problemy: nowa, tania technologia okazała się wcale nie tania, a jakość powstających budynków - niska.

22.11.2016 krakow   krystyna  i janszkaradkowie osiedle dywizjonu 303 spektakl basnie z 1001 blokufot.anna kaczmarz  / dziennik polski / polska pres
Anna Kaczmarz / Dziennik Polski / Polska Press 22.11.2016 krakow krystyna i janszkaradkowie osiedle dywizjonu 303 spektakl basnie z 1001 bloku fot.anna kaczmarz / dziennik polski / polska press

Walka

Z życia bloku: siostrze C. utonął w błocie but. Przyszła do brata w odwiedziny w samych rajstopach. Buta nie udało się odnaleźć. M. dwukrotnie rozcięła sobie rękę - chwytając się ogrodzenia dla utrzymania równowagi na oblodzonej ścieżce.

- Pisaliśmy pisma, żeby nam chociaż położyli płyty chodnikowe - opowiada Szkaradek. - Bo tutaj w ogóle nie było dojścia. Jedno błoto. Spółdzielnia odsyłała nas do miasta, miasto do spółdzielni. Ale na prezesa nie było wtedy mocnych. Zbieraliśmy się na klatce, ludzie z całego bloku się schodzili. Drzwi się nie domykały, bo stali nawet na schodach.

Miklaszowa dodaje: Buntowaliśmy się. Opozycja była silna w bloku. Ustawiliśmy nawet tabliczkę z nazwą, że to ul. Prezesa F. Jak się wprowadzałam, to z okien miałam widok na błotnisty plac budowy z jednej strony, a z drugiej pola, pszenica, żyto, koniczynka, zające hasały. Regularna wieś. Wiosną rolnicy siali, jesienią zbierali. Nie było tej szerokiej dwupasmówki, która jest dziś. Dopiero daleko, daleko na horyzoncie widać było bloki z os. 1000-lecia.

Garaże

Z życia bloku: walka z prezesem trwa. Tym razem chodzi o garaże. Czemu nie zrobić garaży? Nic tak nie zbliża ludzi jak wspólny wróg. Walka tworzy zalążki przyjaźni. Powstaje komitet. Panie sąsiedzie, walczymy, tu by się podpisik przydał pod petycją, dziękuję, moje uszanowanie.

- Zebrała się nas grupka - mówi Ciepelowski. - Szukało się znajomych, kto w jakim urzędzie pracuje, żeby pomógł. Wtedy tak się załatwiało wszytko: po znajomościach. A jak już były garaże, to się przy nich grillowało. Posiedzieliśmy. Było sympatycznie.

Awantury i wybryki

W historii bloku wybuchło dokładnie 214 kłótni sąsiedzkich, co daje średnią 5,9 awantur na rok. Od roku 97 go ilość kłótni systematycznie spada. W roku 2009 liczba awantur nie przekroczyła ilości 1,4 na rok. Najczęstszym miejscem awantur jest klatka schodowa - 24 proc., następnie podwórko - 21 proc., oraz parking - 17 proc.

- Różnych Pan Bóg ma lokatorów - ocenia Ciepelowski. - Niektórzy to się nigdy nie nauczyli, żeby odpowiedzieć na dzień dobry. Przestałem się kłaniać. Pod balkonem zrobiłem ogródek, posadziłem kwiaty, nawet parę drzew. Ciągle mi ktoś z góry pety wrzuca. Kupiłbym nawet temu palaczowi popielniczkę gdybym wiedział kto to.

Ma blok swojego hultaja, którego lokatorzy, między Bogiem a prawdą, mają za przygłupa. Przy czym M. obstaje, że hultaj przygłupem nie jest, bo raz na huśtawce wrzeszczał: precz z grawitacją. Musi więc wiedzieć czym ta grawitacja jest. Hultaj łamie drzewka, nalewa klej do kłódek w piwnicy.

Zdarzyło się kilka włamań. Państwu Sz. ktoś ukradł z balkonu pranie. Pani Sz. wyprała w nocy dziecięce kurtki, przysłane przez siostrę z Niemiec, dżinsy, jakich u nas w sklepach nie ma. Jak się obudziła w sobotę rano, na sznurach nie zostało nic!

Obiaaad!

Z życia bloku: punktualnie między godz.13 a 14 z okien wychylają się matczyne głowy. Od góry do dołu słychać nawoływania: Anka, do domu, zupa! Jacek, pierogi na stole. Wracać, już! Ale mamo! Jagoda, nie będę powtarzać!

- Trochę mnie to wychowywanie przez okno irytowało - przyznaje Miklaszowa. - Z perspektywy czasu wydaje mi się śmieszne. Nie tak łatwo było ściągnąć do domu dzieciaki, które bawiły się w najlepsze, zakładały bandy, bazy, wisiały na trzepaku. Wychowywało się je wspólnie. Wpadała ósemka: pić mi się chce, to się robiło kompot wszystkim. Zapach placka się rozchodził, od razu zjawiały się głodne gąbki. Pierogami, racuchami się częstowało. Co akurat było na stole.

Prawie 64 proc. wszystkich mieszkańców stanowią małżeństwa. W 33-letniej historii bloku zawarto prawie 38 związków małżeńskich i urodziło się 102 dzieci, z czego prawie 84 proc. zostało poczętych na terenie bloku.

Trąbka, fortepian, perkusja

Z życia bloku: ta nieznośna smarkula z ósmego znów całe popołudnie grała na trąbce! Na dodatek trzy córki od altowiolistki, wybitnej co prawda, cały czas ćwiczą gamy. Na szóstym fortepian, piętro niżej perkusja. Cholery można od tego dostać!

Ponad 28 proc. wszystkich byłych i obecnych mieszkańców bloku potrafi grać na jakimś instrumencie. W bloku mieszkało: 4 skrzypaczki, 5 pianistów, 4 perkusistów, 8 gitarzystów, klawesynistka, oboistka, trębaczka, altowiolistka i flecista. Co ciekawe - poprzeczny.

Miklaszowa wspomina: Spotykaliśmy się po Wigilii u sąsiadki Ani, psycholożki, i było kolędowanie aż do Pasterki. Dzieci muzykalne, więc grały na instrumentach. Córkę i syna też posłałam do szkoły muzycznej.

Złoty polonez

W latach 80-tych blok walczy o założenie telefonów. Budki w pobliżu nie ma. Dojazd kiepski, jeden autobus i jeszcze trzeba się przesiadać, aby dostać się do centrum. Lokatorzy piszą pisma z prośbą. M. pisze nawet wierszem. Odpowiedź jest konsekwentnie odmowna. W końcu się udaje. Trzeba wykręcić numer centrali i podać wewnętrzny. Każdy wie, że telefon jest na podsłuchu.

Stan wojenny. Naprzeciwko akademiki Politechniki. Studenci układają ze świateł w oknach napis „Solidarność”. W rocznicę śmierci górników palą świeczki.

Lata 90., Letnie Igrzyska Olimpijskie w Barcelonie. Polska reprezentacja przywiozła z nich srebrny medal. Jak grali Polacy, to sąsiedzi trzymali kciuki za piłkarzy i za swojego sąsiada - Mirka Waligórę. Wychowanek Hutnika jest w bloku personą, cieszy się szacunkiem, chłopcy podchodzą do niego niemal z nabożeństwem. Wszyscy czekają, aż Waligóra wróci swoim złotym polonezem (dostali go w nagrodę wszyscy piłkarze grający na mistrzostwach).

Projekt

Z życia bloku: na drzwiach wejściowych do klatki zawisł list. Nazywam się Magda Miklasz i kiedyś tu mieszkałam. Robię projekt taki to, a taki. Będę pukać do Państwa.

Magda Miklasz, reżyserka, z bratem Adamem, dramaturgiem, wróciła tutaj po 12 latach. By stworzyć spektakl o życiu mrówkowca z wielkiej płyty. To obraz pokolenia lat 80-tych, sąsiedzkich kłótni, problemów, przyjaźni.

Przez trzy miesiące młodzi ludzie krążyli po bloku. Rozmawiali.

- Z niektórymi osobami złapałam bliższy kontakt, niż kiedy tu mieszkałam - przyznaje reżyserka. - Dowiedziałam się na przykład, że jeden sąsiad żegluje. Tak samo jak ja! Spektakl był pretekstem do tego, by wejść i porozmawiać. Na początku miałam opory. Ale... to było niesamowite, bo okazało się, że sąsiedzi mnie pamiętają. Przyjmowali nas uśmiechnięci, z otwartymi ramionami: no wreszcie jesteś, tyle na ciebie czekaliśmy. Piekli na nasze przyjście ciasta, notorycznie byliśmy czymś dokarmiani.

Projekt zaczął się w połowie maja i trwał do połowy sierpnia. Blok stał się artystyczną instalacją. Była wystawa psich piękności, skryta na poddaszu biblioteka z „książko-obiektami”, zielona dżungla z fikusami, zebranymi z całej klatki. Był też piknik przed blokiem, sąsiedzi się zaangażowali, przynosili wypieki.

Okazało się też, że same wydarzenia z życia bloku, każdy pamięta inaczej. Ktoś mówi: ten K. to był wariat. Ktoś inny: nieszczęśliwy człowiek. Jedna pani wspomina: „Tutaj zawsze sąsiad z sąsiadem pogadał, było tak swojsko, dzieciaki bawiły się razem”, a druga: „Tutaj nie było integracji, każdy zajmował się swoimi sprawami”.

Reżyserka weszła w mikroświat mieszkańców. Z reguły mieszkania podobne, z meblościanką. I jedno kompletnie różne: oryginalne zielone linoleum na podłodze, kolorowa fototapeta na ścianie, wszystko na odwrót niż u innych.

Magda Miklasz: Gdy zapytałam tą panią o jej pierwsze wrażenie związane z blokiem, odpowiedziała: ten blok był kolorowy jak klocek lego! Jak to kolorowy, jak przecież był szary? No ale balkony były kolorowe. W jej wspomnieniach był piękny. Znaleźliśmy pana, którego nazywaliśmy Kronikarzem. Robi zdjęcia bloku. W życiu bym na to nie wpadła, żeby fotografować blok. A on czuł z nim taką wspólnotę. Zrobiliśmy mu wystawę. Zdjęcia podpisywał: kwiaty w zimie na moim osiedlu, albo: nasza jabłonka. Byłam zaskoczona. Tym, że ludzie są szczęśliwi, zadowoleni z tego, że tu mieszkają. Sama dopiero teraz doceniłam, jak dobrze to osiedle zostało zbudowane.

Rok 2016

Dziś blok nr 19 żyje: brakiem parkingów, bo jednak każdy ma samochód, a nawet po dwa.

Ruchliwą dwupasmówką, w związku z czym kierowcy wybierają skrót przez osiedle, a wtedy nie da się wyjechać spod bloku.

Brakiem poczucia bezpieczeństwa. Nikt już nie puszcza dzieci samych, aby na podwórku, z kluczem na szyi, zaczerpnęły wolności.

Problemami z deweloperami, którzy zabudowują każdy wolny skrawek zieleni. Wokół wielkiej płyty rosną kolejne blokowiska. Ale młodych nie stać na mieszkanie w apartamentowcach.

Na drzwiach wejściowych do klatki w bloku nr 19 często wisi kartka „Kupię mieszkanie”.

Inicjały niektórych bohaterów zostały zmienione.

22.11.2016 krakow   krystyna  i janszkaradkowie osiedle dywizjonu 303 spektakl basnie z 1001 blokufot.anna kaczmarz  / dziennik polski / polska pres
Anna Kaczmarz / Dziennik Polski / Polska Press 22.11.2016 krakow krystyna i janszkaradkowie osiedle dywizjonu 303 spektakl basnie z 1001 bloku fot.anna kaczmarz / dziennik polski / polska press
Katarzyna Janiszewska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.