Marcin Banasik

ŚDM 2016. Młodzi pielgrzymi rozsławią Kraków, ale nie dadzą zarobić

ŚDM 2016. Młodzi pielgrzymi rozsławią Kraków, ale nie dadzą zarobić Fot. archiwum
Marcin Banasik

Światowe Dni Młodzieży. Wierni nie pojadą na mszę taksówkami, nie będą jeść w restauracjach, nie kupią pamiątek, a pracowników korporacji wyślą na urlopy.

Od 27 do 31 lipca Kraków zamieni się w chrześcijańskie centrum świata. Na spotkanie z papieżem Franciszkiem do stolicy Małopolski mogą przyjechać nawet dwa miliony pielgrzymów. Takiej okazji do reklamy i płynących z tego korzyści dla miasta jeszcze nie było.

Ale pięciodniowe święto młodzieży to czas wytężonej pracy dla służb bezpieczeństwa i zaplecza medycznego. Tak ogromna liczba przyjezdnych wiąże się także z wieloma problemami, z którymi będą sobie musiały poradzić m.in. krakowskie oddziały międzynarodowych korporacji.


Autor: Joanna Urbaniec

- Sytuację monitorujemy na bieżąco, od kilku miesięcy analizujemy wszelkie możliwe rozwiązania, które zapewnią ciągłość pracy przy jak najmniejszych utrudnieniach dla naszych pracowników - mówi Joanna Nowocień z biura prasowego Capgemini. Firma ta zatrudnia 4 tys. pracowników. - Już dziś wiemy, że niektóre osoby mieszkające daleko od naszego biura planują urlop, inni przesiądą się na rowery, co oznacza dla nas konieczność zabezpieczenia miejsca na ich zaparkowanie - dodaje Joanna Nowocień.

Capgemini rozważa też dla swoich pracowników możliwość pracy w domu. - Jednak tylko wtedy, gdy internet dostarcza np. operator telewizji kablowej i możemy mieć pewność jakości połączenia. Będziemy też korzystać z naszego centrum zapasowego poza Krakowem - mówi Nowocień.

Na urlop w czasie święta młodych chrześcijan nie zamierzają iść krakowscy taksówkarze. Andrzej Badocha zapewnia, że z centrum Krakowa do Brzegów kurs powinien kosztować około 40 złotych. - Jeśli do taksówki wsiądzie czterech pielgrzymów, to zapłacą niewiele więcej niż za autobus - zachęca zawodowy kierowca.

Taksówkarz nie łudzi się jednak, że przez pięć dni obchodów Światowych Dni Młodzieży w Krakowie zarobi krocie na wożeniu wiernych. - Już przeżyliśmy kilka wizyt papieży. Zawsze wiąże się to z blokadami ulic, zakorkowanym miastem. Poza tym młodzież woli podróżować tanią komunikacją miejską, a nie taksówkami - dodaje Andrzej Badocha.

Co ciekawe, do wykarmienia armii wiernych nie szykują się krakowscy piekarze. - Nikt z organizatorów z nami nie rozmawia. Nic nie wiemy. Obawiamy się tylko, że w pieczeniu chleba zastąpią nas obce firmy, które zwietrzyły na tym niezły interes. I to one zarobią na dodatkowych zamówieniach- mówi Kazimierz Czekaj, piekarz.

Podczas ŚDM pola do interesów nie widzą też restauratorzy. Wręcz przeciwnie. Jan Baran, właściciel lokalu w centrum Krakowa, przewiduje, że w czasie uroczystości jego restauracja zamiast zysków będzie liczyła straty. - Tak było podczas mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2012 roku. W tym czasie miałem 70-procentowe straty - żali się restaurator.

Jan Baran dodaje, że turyści, którzy nastawieni są głównie na zwiedzania miasta, w czasie obchodów religijnego święta będą z daleka omijać Kraków. - Poza tym zamknięcie ulic sprawi nam dużo kłopotów z dostawą towarów - mówi krakowski restaurator. Jego zdaniem na pielgrzymach najwięcej zarobią przede wszystkim bary szybkiej obsługi.

Właściciel przyczepy z hamburgerami w centrum miasta na czas kilkudniowych uroczystości zamierza zatrudnić dwie dodatkowe osoby. - Zapasy bułek, mięsa i warzyw, jeśli będzie trzeba, będę dowoził nawet rowerem - zapewnia Piotr.

Wielkiego zarobku na milionach pielgrzymów nie widzi za to Wojciech Wermiński, właściciel hurtowni pamiątek i ich producent. - Przy takich okazjach możliwość większych dochodów zabierają nam hipermarkety, które zaopatrują się w najtańsze pamiątki w postaci magnesów, czapeczek, kubków. Do tego dojdą małe stoiska w miejscach, gdzie będzie się gromadziło najwięcej wiernych - tłumaczy producent pamiątek.

Wojciech Wermiński dodaje jednak, że podczas tak ogromnych uroczystości można zarobić, ale trzeba mieć nowy pomysł. - Pamiętam, jak na krakowskich Błoniach podczas pielgrzymki Jana Pawła II jeden ze sprzedawców przyjechał tirem. W dwóch ogromnych przyczepach miał rozkładane stołki i klęczniki przypominające zwykłe karimaty. Sprzedawcy pamiątek z niedowierzaniem patrzyli, jak w ciągu kilku godzin ludzie wykupili cały ten towar - wspomina Wermiński.

marcin.banasik@dziennik.krakow.pl

Marcin Banasik

Zajmuję się tematyką kryminalno-sądową, a także sprawami miejskimi. W Dzienniku Polskim pracuję od ok. 10 lat.

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2024 Polska Press Sp. z o.o.