Słynna mistyczka ze Stróż koło Zakliczyna może już wkrótce zostać błogosławioną

Czytaj dalej
Fot. Wikipedia
Łukasz Winczura

Słynna mistyczka ze Stróż koło Zakliczyna może już wkrótce zostać błogosławioną

Łukasz Winczura

Teologowie mówią o Mariannie Marchockiej, że jest „polską Teresą od Jezusa”, czym przyrównują ją do jednej z największych mistyczek Kościoła - świętej Teresy z Avilla, która żyła w XVII wieku. Podobieństw w biografiach tych karmelitanek jest niemało.

Obie były wielkimi reformatorkami jednego z najbardziej surowych zakonów w Kościele, obie przeżywały wiele doświadczeń mistycznych. W przypadku polskiej zakonnicy były to stygmaty, czyli ślady męki Jezusa na własnym ciele czy bilokacja, czyli dar przebywania w dwóch miejscach jednocześnie. Obie pozostawiły po sobie pisma, które stały się klasyką literatury duchowej.

Teresa od Jezusa jest od prawie 400 lat świętą i doktorem Kościoła, siostra Marchocka natomiast jest coraz bliżej beatyfikacji. Akta jej procesu analizowane są przez teologów w Rzymie, badany jest cud dokonany za jej wstawiennictwem i z opinii, które słychać ze stolicy chrześcijaństwa wynika, że zakończenie bardzo wnikliwych i starannych procedur zmierza do szczęśliwego końca.

W żyłach Marianny Marchockiej płynęła błękitna krew. Pochodziła ze szlacheckiej rodziny osiadłej pod Zakliczynem, która pieczętowała się herbem Ostoja. Urodziła się w 1603 roku. Marchoccy byli bardzo pobożną rodziną. Siostra kandydatki na ołtarze wstąpiła do starosądeckiego klasztoru klarysek. Rodzice nie chcieli, by ich druga córka także wstępowała do klasztoru.

- Marianna jednak mocno postawiła się, twierdząc że swoją przyszłość widzi w Karmelu. W tym postanowieniu miał ją umacniać święty Józef, który jej się objawiał. I tak trafiła do Krakowa - mówi ks. prof. Janusz Królikowski, teolog. - Już w dzieciństwie słynęła z pobożności. Mając pięć lat po raz pierwszy przystąpiła do spowiedzi, dwa lata później przyjęła komunię. Jak czytamy w żywotach, miała dość oryginalny sposób zabawy. Wolne chwile wykorzystywała bowiem na... budowanie kościołów - dodaje.

Jako 17-latka składa pierwsze śluby zakonne. Później jej losy związane są z klasztorami we Lwowie i Warszawie (była fundatorką tego ostatniego).

Wiadomo, że wielokrotnie do furty stołecznego klasztoru pukali król Jan Kazimierz i jego żona Ludwika Maria, a także kanclerz Jerzy Ossoliński oraz młody Jan Sobieski.

Prosili oni sławną mniszkę o modlitwę w swoich sprawach rodzinnych, jak i publicznych. Wszak była to epoka zawieruch wojennych w Rzeczypospolitej, związanych z powstaniem Chmielnickiego i zagrożeniem ze strony Szwedów, które w 1655 roku zaowocowało Potopem. Marianna Marchocka umiera w opinii świętości w Warszawie w 1652 roku.

Jej ciało nie ulega rozkładowi. W 1818 roku przewieziono je do klasztoru przy ulicy Wesołej w Krakowie, gdzie znajduje się do dziś.

Starania o beatyfikację rozpoczęto jeszcze w XIX wieku. Zabiegał o nie szczególnie ulubiony święty Jana Pawła II - Rafał Kalinowski. Później na wiele lat sprawa beatyfikacji utknęła w martwym punkcie. Wznowiono ją dopiero w 2007 roku. Dwa lata temu cała dokumentacja trafiła do Rzymu.

- To doskonały patron na dzisiejsze czasy. Pokazuje siłę i potrzebę modlitwy za Ojczyznę i za tych, którzy nami rządzą. Podkreśla rolę modlitwy, jako aktu politycznego. Zaś jej autobiografia to istna perełka literatury z zakresu duchowości i mistyki - podsumowuje ks. prof. Królikowski

Łukasz Winczura

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.