Smecz towarzyski. Tomasz Komenda. (Nie) filmowa historia

Czytaj dalej
Fot. Robert Pałka/Kino Świat
Przemysław Franczak

Smecz towarzyski. Tomasz Komenda. (Nie) filmowa historia

Przemysław Franczak

Filmu o Tomaszu Komendzie raczej nie obejrzę. Z samolubnej troski o własne samopoczucie. Opuścić bezpieczną strefę komfortu potrafię na samą myśl o 18-letnim dramacie niesłusznie skazanego człowieka, więcej bodźców nie potrzebuję, a główne scenariuszowe wątki przecież znam. Każdy zna.

Ciekawość, czy polskie kino nauczyło się już opowiadać takie historie i czy słychać postęp w udźwiękowianiu krajowych filmów - ostatnio oglądałem przereklamowanego „Hejtera” i nie rozumiałem jednej trzeciej dialogów - przegrywa tym razem z lękiem. Lękiem przed opowieścią, której tragizm nie mieści się w głowie. No i boję się też trochę Piotra Trojana w głównej roli - to jest aktor totalny, z amerykańskim wykopem. Nie wiem, jak u niego z angielskim, ale jeśli dobrze, to w Hollywood by się raczej nie zgubił.

Wstęp mamy za sobą, tło narysowane. To teraz coś spoza filmowego kadru. Komenda z więzienia wyszedł w maju w 2018 roku. Przez ten czas państwo nie zrobiło w zasadzie nic, żeby pomóc dotkliwie skrzywdzonemu przez siebie obywatelowi, media na różne sposoby monetyzowały jego historię, wszyscy załamywali ręce nad jego losem, tymczasem on sam musiał pracować w myjni samochodowej, w której był traktowany jak wabik na klientów.

I to jest chyba rzecz, która w głowie nie mieści mi się jeszcze bardziej niż niesłuszny wyrok - niestety, nie pierwszy i nie ostatni, sami Amerykanie filmów o takich sprawach zrobili u siebie setki, a materiału mają na drugie tyle.

Przez niespełna dwa i pół roku nie udało się załatwić sprawy odszkodowania - rekordowego, ale należącego się Komendzie jak pensja ministrowi sprawiedliwości. Choć może porównanie kiepskie - to przecież w zreformowanym przez Zbigniewa Ziobrę sądzie ślimaczy się ta w gruncie rzeczy prosta sprawa. Wystarczy pochylić głowę, posypać popiołem, przeprosić i wypłacić bez mrugnięcia okiem 19 milionów złotych. Bulwersujący jest też fakt, że nawet jeśli tyle musi trwać tworzenie opinii przez biegłych, że nadeszła pandemia, i wystąpiły dziesiątki innych ważnych powodów nieprzyzwoitego opóźnienia, państwo nie stworzyło dla Komendy żadnej sensownej oferty wsparcia. Nie zrobiły też tego prywatne instytucje. Z jednej strony jego dramatyczną historią żył cały kraj, płakano i wzruszano się, gdy wychodził z więzienia, z drugiej wrzucono go do systemu jak pierwszego lepszego zwolnionego z pudła.

I znów Komenda sam musiał opowiedzieć swoją historię, o upokorzeniach życia na wolności, żeby ktoś wyciągnął do niego rękę. Do pracy w swojej fundacji zaprosili go znani fanom motoryzacji bracia Collins i warto ten fakt podkreślać. Bo to reprezentanci celebryckiego świata wykonali gest, na jaki Komenda nie mógł się doczekać znikąd od ponad dwóch lat.

Na filmie popłaczemy i powyjemy z wściekłości, może nawet poruszony minister Ziobro ogłosi projekt jakiejś ustawy o niesłusznie skazanych (jeśli jeszcze będzie w rządzie oczywiście), ale znów - ostatnich dwóch lat się nie cofnie. Podobnie jak poprzednich 18.

Przemysław Franczak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.