Śmiertelny cios od opiekunki

Czytaj dalej
Fot. Artur Drożdżak
Artur Drożdżak

Śmiertelny cios od opiekunki

Artur Drożdżak

Alicji nie spodobało się, że podopieczny odmówił wyjścia z psem na spacer. Dźgnęła go nożem. Sąd Okręgowy w Krakowie za zabójstwo 64-letniego mężczyzny skazał kobietę na 6 lat więzienia.

Lekarka powoli wdrapała się na II piętro krakowskiej kamienicy i bez pukania weszła do niedużego mieszkania pod numerem 17. Na podłodze w przedpokoju leżał starszy mężczyzna, więc przystąpiła do jego reanimacji. Po chwili zrozumiała jednak, że na pomoc jest zdecydowanie za późno.

Z zawodowego obowiązku fachowo obejrzała denata i na jego klatce piersiowej dostrzegła niedużą rankę. Słusznie podejrzewała, że w tej sprawie doszło do zabójstwa, więc zadzwoniła na policję.

Rzuciło się jej jeszcze w oczy, że zwłoki są umyte, a podłoga dookoła przetarta na mokro. Zapytała o to kobietę, która krzątała się w pobliżu.

- Wszystko wytarłam, bo nie lubię mieszkać w brudzie - rzuciła Alicja K. O tym, co się zdarzyło, opowiedziała mundurowym, którzy właśnie dotarli na miejsce.

Kazimierz N. w potrzebie

Zmarłym okazał się gospodarz mieszkania, 64-letni Kazimierz N., bezdzietny wdowiec, poważnie schorowany.

Można o nim jeszcze powiedzieć, że uchodził wśród lokatorów za osobę spokojną, niekonfliktową, życzliwą. W ostatnim czasie martwił się czy sprosta wymaganiom finansowym, bo nowy właściciel kamienicy już zapowiedział podniesienie opłat za czynsz.

Mężczyzną zajmowała się pasierbica, która co tydzień z mężem przyjeżdżała do Kazimierza N. z zakupami. Na co dzień jednak pieczę nad nim sprawowała o dziewięć lat od niego młodsza Alicja K.

- Nie żyjemy tak, jak mąż z żoną. Jestem tylko jego opiekunką - opowiadała wścibskim sąsiadom przy ul. Topolowej.

Z Kazkiem, jak o nim mówiła, poznała się w niejasnych okolicznościach. Zyskała jednak jego sympatię i zgodził się przygarnąć ją do siebie, pod warunkiem, że Ala, jak ją nazywał, będzie dbała o jego nieduże mieszkanie. Z chęcią przystała na taki układ.

Sprzątała mu, prała, gotowała, cerowała skarpetki. Jemu wydawało się, że znalazł opiekuńczego anioła, a jej, że Kazek zapewni spokojną i bezpieczną starość. Nie opuściła go w potrzebie, gdy trafił do szpitala z zawałem serca. Przy okazji wykryto mu kilka innych chorób. Był w takim wieku, że powoli coś tam już nie działało jak należy w głowie, nerkach i zwieraczach.

Opiekuńcza Ala

W związku z pogarszającym się stanem zdrowia Kazkowi zdarzało się znikać na kilka dni. Alicja szukała go wtedy z sąsiadami i przeczesywała okolice krakowskiego dworca i pobliskiego parku. Dla pewności dzwoniła też do domu starców, w którym na stałe przebywała 95-letnia matka Kazka.

Alicja nie była przez nią akceptowana. Zofia N. o opiekunce syna i jego zmarłej żonie mówiła wprost, że to „złe kobiety”.

Śmiertelny cios od opiekunki
Artur Drożdżak Oskarżona Alicja K. przekonywała, że nie chciała zabić swojego podopiecznego Kazimierza N.

Alicja nie miała dzieci i męża. Pochodziła z wielodzietnej rodziny, ale rodzice już zmarli, podobnie jak dwóch braci i trzy siostry. Nie zdobyła zawodu, nie miała konfliktów z prawem.

Gdy wpadała w szał, potrafiła pociąć się nożem po ręce. Lubiła tatuaże i miała je na całym ciele. Na palcach lewej ręki zrobiła sobie napis: LOVE, czyli z języka angielskiego „miłość”. Taka mała tęsknota starej panny.

Seksualne wulgaryzmy

Nie stroniła od alkoholu i pod jego wpływem robiła się nieznośnie wulgarna.

Niejednemu mężczyźnie więdły uszy, gdy rzucała swoje mocne uwagi o seksualnym podtekście.

Mówiła barwnie i obrazowo, głośno przy tym rechocząc. Gdy stała w gronie kilku panów nie kryła, że każdy się jej podoba, bez względu na wiek i urodę.

- Ja bym was wszystkich wyhuśtała - dodawała również. Tak po swojemu określała seks grupowy. To były raczej tylko jej słowne deklaracje, których nie wprowadzała w czyn, ale z rozbudzonymi seksualnie kobietami różnie bywa.

Do jej rytuału dnia należało wypalenie 30 papierosów, wypicie dwóch mocnych piw oraz awantury z Kazkiem. Krzyczała na niego, że znika bez żadnych wyjaśnień.

Zabrała mu klucze i zamykała w mieszkaniu, ale potrafił ją oszukać, że musi wyjść do matki lub na spacer. Uciekał wówczas na kilka dni, ale zawsze wracał. Alicja w trakcie awantur wytykała mu, że nie spuścił wody w toalecie, nie umył wanny i nie dbał o porządek.

Sąsiedzi słyszeli wówczas jej donośny, podniesiony głos, ale wszystko kończyło się na domowych awanturach. Policji jednak nikt nie wzywał i po kilku chwilach sytuacja wracała do normy. Gdy Kazkowi ktoś podbił oko, tłumaczył się, że zaatakował go znajomy, a nie jego opiekunka Alicja.

Tragiczny wieczór

Tamtego tragicznego dnia Kazek poszedł w odwiedziny do matki i wrócił wieczorową porą. Alicja od rana już zdążyła dwa razy wyjść z psem na spacer. Wpadła też do sąsiada, Andrzeja S., i wysączyli pół litra wódki Absolwent. Przepijali ją wodą z cukrem - to był ich taki lokalny patent.

Gdy Kazek pojawił się w mieszkaniu, razem z Alicją oglądali telewizję, zrobiła mu też herbatę, a dla siebie przyszykowała kanapki. W ręce trzymała nóż z niebieską rączką i poprosiła Kazka, by wyszedł z psem na spacer. Suka Diana kręciła się niespokojnie i błagalnie spoglądała na ludzi. Kazek nie zareagował na prośbę Ali. Mruknął coś pod nosem i od słowa do słowa w przedpokoju rozpętała się awantura.

Kazek odepchnął Alicję, która uderzyła głową w ścianę. W odwecie oddała mu cios nożem, który cały czas trzymała w ręce. Mężczyzna poszedł do łazienki, a Alicja pobiegła do sąsiada, któremu powiedziała, że coś się dzieje z Kazkiem, ale nie przyznała się do tego, że ugodziła go nożem. Andrzej S. zajrzał do nich i zobaczył, że Kazek siedzi na sedesie.

- Nic, nic, spokój - odparł ranny na widok sąsiada. Andrzej S. wrócił więc do siebie. Chwilę później Kazimierz N. przewrócił się w przedpokoju i stracił przytomność.

Śmiertelny cios od opiekunki
Artur Drożdżak Kamienica przy ul. Topolowej w Krakowie, w której na II piętrze doszło do zabójstwa mężczyzny.

Alicja potrząsała jego głową i próbowała cucić, ale bez efektu. Wytarła gąbką krew z jego ciała i z podłogi. Po dłużej chwili zadzwoniła do pasierbicy Kazka i poinformowała, że „on się nie rusza”.

Mocny cios nożem

Na sekcji zwłok okazało się, że uderzenie było mocne, bo ostrze noża uszkodziło żebro i dotarło prosto do serca. Kanał rany miał 15 cm głębokości.

Krew Kazimierza N. znaleziono na pantoflach i podkoszulku Alicji K. Nóż, czyli narzędzie zbrodni, odnaleziono w szufladzie w kuchni, gąbkę w koszu na śmieci.

Podczas przesłuchania kobieta częściowo przyznała się do winy i potwierdziła, że zadała partnerowi cios nożem, ale nie chciała zabić Kazka, z którym żyła przecież od 13 lat.

Biegli zbadali Alicję K. i stwierdzili, że za swój czyn może odpowiadać w warunkach ograniczonej poczytalności. Napisali, że słabo kontroluje swoje emocje, jest impulsywna i wybuchowa. W przeciwieństwie do Kazimierza N. tamtego dnia była nietrzeźwa.

Wyrok 6 lat

Sąd Okręgowy w Krakowie skazał ją za zabójstwo na 6 lat więzienia. Z uwagi na opinię biegłych psychiatrów uznał, że trzeba kobiecie nadzwyczajnie złagodzić karę.

Prokuratura nie zgadzała się z takim rozstrzygnięciem. Chciała surowszego ukarania Alicji K. i wymierzenia jej 12 lat więzienia za zabójstwo. Sąd Apelacyjny w Krakowie nie podzielił tych argumentów i utrzymał wyrok w mocy.

Kobieta prosiła o wypuszczenie jej z aresztu i jako miejsce zamieszkania podawała przytulisko dla bezdomnych, a nie adres przy ul. Topolowej w Krakowie. Podczas pobytu za kratkami 55-latka zdała sobie sprawę, że zabicie partnera pozbawiło ją nie tylko bliskiego człowieka, ale także i dachu nad głową.

Artur Drożdżak

Dziennikarz zajmujący się sprawami sądowymi i prawnymi

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.