Starcie w PiS. "Nie było nacisków"

Czytaj dalej
Fot. Anna Kaczmarz
Łukasz Winczura

Starcie w PiS. "Nie było nacisków"

Łukasz Winczura

Wiceministrowi finansów nie pomogła rekomendacja od prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Podczas wyborów na szefa regionu jasno pokazał się silny podział wewnątrz rządzącej partii.

Ale sensacja...
Dlaczego?

Ma pan rekomendację Jarosława Kaczyńskiego, a tu okręg głosuje inaczej i region sądecki nie ma prezesa w osobie Wiesława Janczyka.
Głosy rozłożyły się niemal po równo. Wystarczyłyby trzy osoby, które zagłosowałyby za, zamiast przeciw i nie byłoby tematu.

No, rząd Hanny Suchockiej upadł kiedyś jednym głosem.
Takie są uroki demokracji. Jeśli pan oczekuje, że będę się żalił od szczytu Kasprowego po Bałtyk z powodu wyników, to trafił pan pod niewłaściwy adres. Po wielu latach funkcjonowania stałem się odporniejszy. A praca w bankowości i w Sejmie nauczyła mnie cierpliwości, często wydarzenia, które na początku nie wyglądają najlepiej, zamieniają się w coś pozytywnego.

Bunt na pokładzie w sądeckim PiS?
Nie. Zwykła wymiana poglądów. Każdy ma prawo do wyrażenia swojego zdania na temat tego, jak widzi PiS sądecki. Proste.

A nie zdziwiła pana niska frekwencja na zjeździe? Mogło głosować 500 osób, było niewiele ponad 300.
Frekwencja była na umiarkowanym poziomie, nie odbiegała od średniej na innych zjazdach.

Internet huczy o naciskach, które miał pan wywierać na przebieg zjazdu.
Proszę?! Nie było nic takiego. Było najzwyklejsze czytelne i uprzejme przekazywanie informacji.

Jakieś telefony...
Ależ oczywiście, że były. Przy tego typu wydarzeniach komunikacja to podstawowa sprawa.

Gorąca linia Nowy Sącz - Warszawa?
Też. Ale również telefony na Sądecczyźnie. Proszę też wiedzieć, skoro pan już zapytał o stolicę, że każdy zjazd okręgowy cieszy się dużym zainteresowaniem zarządu partii. I to chyba naturalne. Ponadto na takie zebrania, jak nasze z ubiegłej niedzieli, zazwyczaj wysyłany jest obserwator z Warszawy.

Kto nim był?
A właśnie nie było nikogo. Zjazd nie zapowiadał niczego szczególnego.

Pokusi się pan o ocenę pracy pana senatora Stanisława Koguta jako szefa okręgu?
Wykonał w naszym okręgu dużą pracę. Proszę zobaczyć, jakie wyniki osiągaliśmy w wyborach parlamentarnych, po latach bycia w opozycji. Pobiliśmy również rekord, jeśli chodziło o poparcie Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich. Mam tu osobistą satysfakcję, bo największe poparcie w skali kraju pan prezydent uzyskał na ziemi limanowskiej. Kilka lat temu nie wszyscy potrafili wytrzymać ciśnienie i presję bycia w opozycji, tracili wiarę.

Senator ma żal do władz partii za sposób, w jaki go potraktowano i temu daje wyraz w wywiadach.
Proszę wybaczyć, ale nie czytam nawet wywiadów, których sam udzielam. To pytanie do pana senatora - czy, do kogo i dlaczego ma żal i czy jest mu przykro. Nie czuję się upoważnionym do recenzowania tego, co pan senator mówi w mediach. W każdym razie, ja do decyzji Jarosława Kaczyńskiego w sprawie zmiany szefa struktur w naszym regionie podszedłem odpowiedzialnie, wiedząc, że pan prezes dobrze ją oszacował i zaprojektował. Tak jak wiele innych decyzji personalnych.

Z Joachimem Brudzińskim, „pierwszym kadrowym w partii”? Panowie blisko współpracowaliście ze sobą.
Ważne decyzje personalne w partii podejmuje prezes. Z Joachimem Brudzińskim rzeczywiście byłem blisko związany. Długo byłem jego pierwszym zastępcą w komitecie wykonawczym i bardzo dobrze nam się współpracuje.

Wracając do senatora Stanisława Koguta. Mówi się o tym, że zawiązał spółdzielnię przeciw panu.
Zawiązał, to zawiązał. Ja nie mam natury detektywa, żeby tropić spiski, intrygi i jakieś zakulisowe tasowanie się. Nie mam czasu. Dla mnie zawsze pół kroku przed działaczami muszą iść sprawy ludzi i regionu. Nie można realizować scenariusza, że jesteśmy skoncentrowani na sobie. Jestem zorientowany na długofalowy sukces partii, na uaktywnienie jak największej liczby osób do działalności społecznej. Na wdrożenie „Dobrej zmiany”. Nawet nie wiem, czemu mielibyśmy działać przeciw sobie, a nie razem.

Weto wobec pana miały też złożyć szable skupione wokół senatora Jana Hamerskiego, posła Piotra Naimskiego i posłanek Anny Paluch i Barbary Bartuś.
Naprawdę nic mi o tym nie wiadomo i jeśli to prawda, o co pan pyta, to chętnie zapytałbym, dlaczego tak myślą.

Bo na przykład pan popiera prezydenta Nowego Sącza Ryszarda Nowaka.
Prezydent Nowak rządzi kolejną kadencję. Ma duże poparcie, wybudował obwodnicę północną. Czego oczekiwać więcej?

Ciekawe, kogo pan senator miał na myśli, mówiąc, że w sądeckim ratuszu „siedzi diabeł”.
Poważnie tak powiedział?! Pan senator ma emocjonalny język. Może ta wypowiedź jest wyrwana z jakiegoś kontekstu? Nie wiem.

Ba, ponoć pan pogodził dwóch odwiecznych adwersarzy. Wspominanego Ryszarda Nowaka z posłem Arkadiuszem Mularczykiem, co panu senatorowi mogło podnieść ciśnienie.
Powiem tylko tyle. Obaj panowie się spotkali, porozmawiali. Zgoda buduje, niezgoda rujnuje, prawda?

Prawda. Ale jest też takie powiedzenie w polityce: „Wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”.
Nigdy nie budowałem swojej pozycji politycznej na rozgrywaniu tego, kto przeciw komu, a kto z kim i dlaczego. Robię swoje. Nikt mi nie zarzuci, że do tego, co osiągnąłem, wspinałem się kosztem kogoś. Jest mi też obce inne przysłowie polityczne: „Wróg, wróg śmiertelny, kolega partyjny”.

A to prawda, że pan poseł Arkadiusz Mularczyk chce wrócić do Prawa i Sprawiedliwości?
Prawda. Z tego, co wiem, to kilka tygodni temu złożył odpowiednie podanie do władz partii w tej sprawie.

Wesprze go pan?
Na pewno nie będę mu przeszkadzał. Decyzja zostanie podjęta na Nowogrodzkiej.

Zamknijmy sprawę ostatniego zjazdu. Co dalej?
Moje pełnomocnictwo zostało utrzymane. Sprawą zajmie się też komitet polityczny partii, wyznaczy kolejność działań.

Na kiedy planuje pan zwołać posiedzenie?
Szczerze powiedziawszy, nie ma jeszcze konkretnej daty. Niech opadnie kurz, niech ostygną emocje. To powinno, moim zdaniem, nastąpić w miarę szybko. Ale nie jestem zwolennikiem gwałtownych ruchów. Ewolucja, nie rewolucja. Nic nas nie goni.

Do następnej próby sił.
Nie. Do tego, żeby uzgodnić, kilka drobnych kwestii i iść do przodu.

Rozumiem, że stale i niezmiennie będzie się pan wspierał radą radnego wojewódzkiego Grzegorza Biedronia, jak pan wspomniał w jednym z ostatnich wywiadów.
Oczywiście, że tak. Bo to nie tylko wyrafinowany samorządowiec, jeden z głównych filarów klubu Prawa i Sprawiedliwości w sejmiku. Ale to także wypróbowany od dwudziestu lat przyjaciel.

Wojciech Włodarczyk z zarządu powiatu limanowskiego.
Oczywiście, że również.

Wicestarosta Mieczysław Uryga?
Też. Ale, żeby pan nie musiał robić w tym miejscu książki telefonicznej, to dodam do tego szeroką grupę samorządowców i działaczy, przede wszystkim tych szeregowych, z którymi byliśmy i jesteśmy na dobre i na złe. Jest szeroka platforma porozumienia, mamy 80-procentowe poparcie w regionie w wyborach parlamentarnych. Takiego potencjału nie można zepsuć, bo byłoby to karygodne.

I dla ludzi senatora Koguta też znajdzie się miejsce?
Jasne, że tak. Byle tylko każdy chciał ciężko i lojalnie pracować.

Łukasz Winczura

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.