Kazimierz Turkiewicz

Sto lat temu zmarł Franciszek Józef I, zaborca uważany za „ludzkiego pana”

Franciszek Józef I Fot. archiwum Franciszek Józef I
Kazimierz Turkiewicz

Przyjętym przez cesarza miał szansę być każdy, kto wysłał list w swojej sprawie do kancelarii cesarskiej w Wiedniu. Nie trzeba było nawet naklejać znaczka... Historycy o fenomenie popularności Franciszka Józefa I

Żałobny kondukt zbliżył się do zamkniętej furty wiedeńskiego klasztoru Kapucynów. Zastukano w furtę. Spoza niej rozległo się pytanie: - Kto domaga się wejścia?

- Jego Cesarska i Królewska Wysokość Franciszek Józef Pierwszy, król apostolski Jerozolimy, cesarz Austrii, król Węgier, Czech i Moraw, Dalmacji, Chorwacji, Sławonii, Galicji, Lodomerii, Ilirii, arcyksiążę austriacki, wielki książę Siedmiogrodu, Toskany i Krakowa, książę Lotaryngii, Salzburga, Styrii, Karyntii, Krainy, hrabia Tyrolu...

- Nie znam takiego - odparł głos ze środka.

Po pewnej chwili kołatanie powtórzyło się.

- Kto domaga się wejścia?

- Franciszek Józef Habsburg, człowiek, który prosi o łaskę.

- Niech wejdzie!

Dopiero wtedy otwarta została brama kapucyńskiego klasztoru, w którego podziemiach od XVII wieku chowano Habsburgów.

Cesarz Franciszek Józef I zmarł 21 listopada 1916 roku, w niecałe dwa lata potem nadszedł kres panowania habsburskiej dynastii. Swoim 86-letnim żywotem i 68-letnim panowaniem obdzieliłby ze trzy pokolenia. Cała epoka.

Ludzki pan...

Cieszył się sympatią większości swoich poddanych. Źródłem tej sympatii był między innymi sposób kontaktowania się z nimi przez panującego.

- Przyjętym przez cesarza miał szansę być każdy, kto wysłał list w swojej sprawie do kancelarii cesarskiej w Wiedniu. Taki list nie wymagał naklejenia znaczka, był bezpłatny. Oczywiście nie zawsze finałem były odbywające się dwa razy w tygodniu audiencje. Wiele z tych listów-podań kancelaria kierowała do załatwienia przez poszczególne ministerstwa. Ale niejeden poddany otrzymywał po jakimś czasie - fakt, że niekiedy długim, rok, półtora roku - w odpowiedzi list, iż ma się stawić w Hofburgu tego i tego dnia o godzinie na przykład wpół do piątej rano, bo w lecie cesarz zaczynał przyjmować od czwartej, w zimie od piątej rano - prof. Stanisław Grodziski z UJ, autor jedynej polskiej biografii Franciszka Józefa I (to z tej biografii pochodzi przytoczony na początku fragment z uroczystości pogrzebu cesarza) przybliża klimat owych posłuchań i stawia retoryczne pytanie: Czy jest dzisiaj jakaś głowa państwa tak dostępna jak Franciszek Józef I?

Nie bez znaczenia dla sympatii, jaką darzono cesarza, były też spotykające go osobiste nieszczęścia: samobójstwo syna Rudolfa, rozstrzelanie brata Maksymiliana, zabójstwo małżonki Elżbiety. Rodzinne tragedie władcy budziły autentyczne społeczne współczucie, cesarz stawał się bardziej „ludzkim”.

Osobiste potrzeby Franciszka Józefa nie były wielkie. Do obiadu (najczęściej zasiadał do niego samotnie) wypijał lampkę wytrawnego wina niezbyt drogiej marki. W liczącym ponad dwa i pół tysiąca komnat Hofburgu zajmował dla siebie kilka pokoi. Wiedziano, że z jego prywatnej szkatuły pochodzą pieniądze, które szły na spełnianie próśb kierowanych do niego przez poddanych. Popularność cesarza nie brała się więc z powietrza.

Inna sprawa, że z sympatią i szacunkiem dla długoletniego panującego było w austro-węgierskiej monarchii różnie.

Czesi nie lubili Franciszka Józefa, bywał przedmiotem kpin. Wystarczy choćby sięgnąć po „Dobrego wojaka Szwejka”. Węgrzy odnosili się doń dość chłodno, w przeciwieństwie do bardzo lubianej przez Madziarów cesarzowej Elżbiety. Przez nas i południowych Słowian, Chorwatów i Słoweńców był on w każdym razie z pewnością lubiany.

Czy w przypadku Polaków żywione przez nich ciepłe uczucia spotykały się z podobnym odzewem ze strony Najjaśniejszego Pana? Franciszek Józef I odnosił się do nas bardzo pozytywnie. Rzecz w tym, że chodziło mu nie o Polaków, lecz Galicjan, swoich poddanych z Galicji i Lodomerii. Cała Polska go nie obchodziła, a w pewnym okresie swojego panowania starał się nawet odbudować Święte Przymierze.

Politycy i fachowcy z Galicji byli w Wiedniu cenieni. Można mówić o całej dynastii polskich ministrów skarbu. Julian Dunajewski, Leon Biliński, Agenor Gołuchowski... Cesarz miał do nich pełne zaufanie. Nie było wobec nich ani jednego zarzutu, nie zdarzyła się ani jedna afera finansowa, jakich dziś nie brakuje.

Franciszek Smolka i Albin Dunajewski znaleźli się w grupie skazanych na śmierć młodych niepodległościowych konspiratorów. Wyroków nie wykonano. Smolka został z czasem prezydentem parlamentu wiedeńskiego, a Dunajewski - kardynałem.

Oczywiście nie byłoby tak niezwykłych karier bez radykalnych zmian, jakie z czasem dokonały się w habsburskiej monarchii. Na przykład w 1848 roku austriacka załoga bombardowała z Wawelu Kraków. A w 1880 roku Franciszek Józef składał podpis pod decyzją o wycofaniu stąd wojskowej załogi i przywróceniu Wawelowi dawnego blasku... Diametralna zmiana.

Podczas swoich galicyjskich wizyt cesarzowi zdarzało się nieraz wmieszać między tłum, bez żadnych środków ochrony. Po prostu miał zaufanie do miejscowej ludności. I słusznie. W czasie podróży odbywanych przez Franciszka Józefa po Galicji nie zdarzył się wypadek zamachu na życie cesarza czy próba zorganizowania czegoś takiego. Słynna deklaracja galicyjskich konserwatystów: „Przy Tobie, Najjaśniejszy Panie, stoimy i stać chcemy” nie była czczym frazesem.

Cesarz wiecznie żywy

Starszy pan z bokobrodami nadal posiada duże wzięcie. Estyma, jaką cieszył się i cieszy władca, było nie było zaborczego państwa, to jednak galicyjska przede wszystkim specjalność. - W Wielkopolsce trudno wyobrazić sobie podobne wzdychanie za cesarzem Wilhelmem - zauważa prof. Waldemar Łazuga z UAM.

Wyłoniona z habsburskiej monarchii po I wojnie światowej Republika Austriacka na pół wieku zapomniała, z różnych powodów, o Franciszku Józefie I. - W Austrii wrócono do niego w latach sześćdziesiątych. Okazał się znakomitym produktem turystycznym, zainteresowanie cesarzem i jego epoką wzmogły też filmy w rodzaju „Maye-rlingu” czy „Sissi” - mówi prof. Jacek Purchla, szef Międzynarodowego Centrum Kultury.

Kto wie, czy nie największe zainteresowanie osobą cesarza ma dzisiaj miejsce we wschodniej części dawnej Galicji. - Dla współczesnej Ukrainy, która szuka potwierdzenia swojej tożsamości, Galicja, Lwów to dowód koronny na jej europejskie związki. Nie przypadkiem to lwowianie i mieszkańcy wschodniogalicyjskich miast odegrali tak istotną rolę na kijowskim Majdanie - wyjaśnia siłę galicyjskiego mitu we Lwowie prof. Purchla.

Najjaśniejszy Pan nie był człowiekiem bez skazy. Jak przypomina prof. Łazuga, cesarz miał np. na swoim koncie nieślubne dziecię... Zostawmy jednak na boku tego rodzaju ludzkie w końcu słabostki. Zdaniem prof. Łazugi, gdyby Franciszek Józef I zmarł dwa lata później i doczekał upadku monarchii, jego mit wyglądałby zapewne inaczej.

- Dzisiaj nie ma pogody dla Franciszka Józefa I. Spokój, dystans, łagodność, antynacjonalizm, poszanowanie prawa nie należą do wartości szczególnie rozchwytywanych - nie bez żalu konstatuje prof. Łazuga.

Kazimierz Turkiewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.