Sztuka udanego życia. Wspomnienie o profesorze Aleksandrze Krawczuku

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Banaś
Paweł Stachnik

Sztuka udanego życia. Wspomnienie o profesorze Aleksandrze Krawczuku

Paweł Stachnik

Lubił mówić o sobie, że jest Rzymianinem. Świat starożytny, który przez całe życie popularyzował, był dla niego wzorem i ideałem. Ale był też krakowianinem, związanym ze swoim miastem na dobre i na złe, postacią z Krakowem silnie kojarzoną. 27 stycznia 2023 r. w wieku 100 lat zmarł historyk starożytności i filolog klasyczny prof. Aleksander Krawczuk. Pogrzeb w piątek, 3 stycznia, na Cmentarzu Rakowickim.

Na jego książkach o dawnej Grecji i Rzymie wychowało się kilka pokoleń czytelników. W czasach PRL-u popularyzatorskie prace prof. Aleksandra Krawczuka błyskawicznie znikały z księgarń, a ci, którzy nie zdążyli ich kupić, musieli zaopatrywać się na bazarach. Biografie Juliusza Cezara, Oktawiana Augusta, Nerona, Heroda, książki „Siedmiu przeciw Tebom”, „Wojna trojańska”, „Rzym i Jerozolima”, „Maraton”, „Ostatnia olimpiada” i inne dzieła Mistrza były wydawniczymi przebojami. Łącząc przystępną narrację z fachową wiedzą, przybliżały tysiącom czytelników dzieje starożytnego świata, jego kulturę, naukę i politykę.

Bo właśnie popularyzacja dorobku starożytności była życiową misją prof. Krawczuka. Poświęcił jej kilkadziesiąt lat zawodowego, uniwersyteckiego życia, tworząc książki, artykuły prasowe, programy telewizyjne, a i na emeryturze nie spoczął na laurach. Nawet wtedy, gdy nie pisał już nowych książek, to w udzielanych prasie okolicznościowych wywiadach zawsze podkreślał walory i zalety greckiej i rzymskiej cywilizacji.

- Cieszę się, że wrócił antyczny sposób życia i obyczaje, czyli: radość ciała, ruch, sport, igrzyska olimpijskie. Cieszę się, że powróciła radość nauki, wszak wszystkie nauki zostały wymyślone przez Greków i Rzymian. No i cieszę się, że jest demokracja - i w nazwie, i w praktycznym użyciu. Ona też została stworzona w starożytności - mówił w rozmowie z „Dziennikiem Polskim” w 2011 r.

Z Rynku na Podgórze
Urodził się 7 czerwca 1922 r. nie byle gdzie, bo w kamienicy przy Rynku Głównym 15, gdzie dzisiaj jest restauracja „Wierzynek”. Babcia prowadziła tam zakład krawiecki, który odwiedzała Eliza Pareńska, żona prof. Stanisława Pareńskiego, mama Maryni i Zosi z „Wesela”. W kamienicy mieszkała też ciotka Stanisława Wyspiańskiego.

Z rynkowego dzieciństwa zapamiętał chłopskie wozy i stragany koło Sukiennic w dni targowe, choinki pod kościółkiem św. Wojciecha w Boże Narodzenie i ciągnący na Wawel pogrzeb Słowackiego w 1927 r. Potem rodzina przeniosła się do Podgórza, do domku przy ul. Widok (dziś A. Stawarza). Tam profesor mieszkał przez następne 80 lat, aż do śmierci.

Ojciec Aleksandra, Dymitr Krawczuk, był kierownikiem Drukarni Związkowej przy ul. Mikołajskiej i współpracował z Ignacym Daszyńskim. Matka Maria była nauczycielką języka polskiego w szkole przy ul. Józefińskiej. Gdy w 1928 r. mąż zmarł, sama wychowała troje dzieci i dokończyła budowę domku, nie rezygnując z uczenia.

Przyszły profesor nauki pobierał w szkole powszechnej przy ul. Smoleńsk, a potem w gimnazjum przy ul. Zamoyskiego w Podgórzu. Tam jego nauczycielem był filolog klasyczny Kazimierz Kumaniecki, który rozbudził w chłopcu zamiłowanie do starożytności, greki i łaciny. Nic więc dziwnego, że gdy wojna się skończyła, jako kierunek studiów Aleksander wybrał historię na Uniwersytecie Jagiellońskim. By móc specjalizować się w dawnej Grecji i Rzymie, studiował także filologię klasyczną.

Zanim jednak trafił na studia, musiały minąć wojna i okupacja. Jak przystało na ideowego chłopca, Olek razem z bratem Włodkiem i siostrą Krysią wstąpił do Armii Krajowej. Przysięgę składał przed dowódcą 13. kompanii kapitanem Marianem Rokoszem ze Zgrupowania „Żelbet”. Przyjął pseudonim - uwaga! - Brutus. Natomiast w 1945 r. zmobilizowano go do pułku łączności w ludowym Wojsku Polskim. Nie zdążył wziąć udziału w walkach, żołnierzem był kiepskim. W szafce trzymał podręcznik do łaciny, „Antygonę” po grecku i listy Pliniusza…

Wróćmy jednak do czasów uczelnianych. Na uniwersytecie czterej uczeni wpłynęli na jego losy. - Prof. Seweryn Hammer, tłumacz Tacyta i Herodota, u którego pisałem po łacinie pracę magisterską, prof. Ludwik Piotrowicz, który przyjął mnie na asystenta, kiedy chciano mnie usunąć z asystentury, bo byłem żołnierzem AK. On nie bał się i twardo mnie bronił, dzięki czemu zostałem asystentem i mogłem zrobić karierę naukową. Potem prof. Józef Wolski, i wreszcie prof. Henryk Wereszycki, z którym byłem towarzysko najbliżej, i który namówił mnie, bym zaczął pisać książki popularnonaukowe. Tym czterem profesorom zawdzięczam w życiu bardzo wiele - wspominał po latach prof. Aleksander Krawczuk.

Popularnie o historii
Po studiach w 1949 r. niejako naturalnie wybrał karierę naukową i rozpoczął pracę w Katedrze Historii Starożytnej UJ jako asystent wspomnianego Ludwika Piotrowicza, wybitnego, przedwojennego jeszcze    starożytnika. Tam też uzyskał doktorat na podstawie rozprawy „Kolonizacja sullańska” napisanej pod kierunkiem innego znawcy starożytności prof. Józefa Wolskiego, potem zaś habilitację pt. „Virtutis ergo. Nadania obywatelstwa rzymskiego przez wodzów Republiki” (1963 r., w 2008 r., po blisko 50 latach od polskiej edycji, została wydana w języku włoskim). W 1985 r. został profesorem.

W latach 70. wspólnie z prof. Wolskim, a następnie samodzielnie (1979-1986) kierował Zakładem Historii Starożytnej UJ. Równolegle od 1957 r. pracował w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Krakowie, wykładał też w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Rzeszowie, która powstała jako filia krakowskiej WSP. Wychował wiele pokoleń studentów historii; część z nich poszła w ślady Mistrza, realizując karierę naukową.

Prawdziwą sławę dały prof. Krawczukowi jego popularnonaukowe książki wydawane od lat 60. Jako pierwsza w 1962 r. ukazała się biografia Juliusza Cezara. Potem wyszły biografie Oktawiana Augusta, Nerona, Konstantyna Wielkiego i Juliana Apostaty. Profesor sięgnął też do historii starożytnej Grecji, pisząc m.in. o wojnie trojańskiej, Peryklesie, Platonie, bitwach pod Maratonem i Cheroneą, dynastii macedońskiej, Tebach.

Z kolei w tzw. cyklu palestyńskim ukazały się „Tytus i Berenika”, „Herod, król Judei” oraz „Rzym i Jerozolima”. Interesował się też Bizancjum („Poczet cesarzy bizantyjskich”), Egiptem („Kleopatra”) i oczywiście Rzymem (m.in. „Upadek Rzymu. Księga wojen”, „Mitologia starożytnej Italii”, „Kronika starożytnego Rzymu”).

Jego ulubionymi postaciami byli cesarze Marek Aureliusz i Julian Apostata oraz poeta i filozof Petroniusz; dwóm ostatnim poświęcił książki. W sumie spod jego pióra wyszło ponad 40 pozycji.

Książki te, wydawane przez utytułowane oficyny - Ossolineum, Wiedzę Powszechną, Czytelnika, PIW - przenosiły czytelników w niezwykły świat starożytnych bogów, władców, bohaterów, filozofów i wodzów. Wspaniale napisane, ukazywały starożytną rzeczywistość inaczej, niż robiła to szkoła - ciekawie, intrygująco, wciągająco, jednocześnie z zachowaniem naukowego poziomu. W czasach PRL-u ich lektura była wyprawą w zupełnie inne realia.

Nic więc dziwnego, że cieszyły się wielką popularnością. Nie tylko w Polsce zresztą, przekładano je bowiem m.in. na czeski, niemiecki, rosyjski, serbsko-chorwacki, słowacki, węgierski, włoski.

Tak po latach profesor skromnie podsumował swoją twórczość: - Pisałem książki nieodkrywcze, no może jedyną moją zasługą jest to, że ożywiłem zainteresowania starożytnością oraz świadomość, że w cząstce jesteśmy spadkobiercami kultury greckiej i rzymskiej…

Udawałem polityka
Wiele książek Aleksandra Krawczuka stało się bestsellerami (o ile w odniesieniu do minionego ustroju w ogóle można stosować taki termin), większość miała po kilka wydań. Do najpopularniejszych należały „Gajusz Juliusz Cezar”, „Cesarz August”, „Neron”, „Kleopatra” oraz „Poczet cesarzy rzymskich” i „Poczet cesarzy bizantyńskich” (dwie ostatnie drukowane były w odcinkach na łamach „Przekroju”, stając się hitem czytanym przez całą Polskę). Dziś książki profesora nadal się ukazują nakładem warszawskich Iskier.

Popularność dawała - co tu kryć - także telewizja. Od połowy lat 70. do 1990 r. Mistrz występował w nagrywanym w krakowskim ośrodku telewizyjnym programie „Antyczny świat profesora Krawczuka”, w którym przybliżał historię i kulturę starożytną, i który zdobył dużą i wierną widownię.

W schyłkowym PRL-u profesor zaangażował się w życie polityczne. Został członkiem Ogólnopolskiego Komitetu Grunwaldzkiego i Narodowej Rady Kultury, a od 1986 do 1989 był ministrem kultury i sztuki w rządach premierów Zbigniewa Messnera i Mieczysława Rakowskiego (żartowano wtedy, że w ministerstwie zapanowała moda na rzymskie togi). Po latach tłumaczył ten krok swoim instynktem politycznym, przeczuciem nadchodzenia w Polsce jakiejś ważnej zmiany i oczekiwanej społecznej ugody. On sam uznał, że warto wziąć udział w tym procesie, bo zawsze bliższa była mu ewolucja niż rewolucja.

Za jego ministerialnej kadencji poluzowano cenzurę wydawniczą, rozpoczęto odnowę kościoła w Rudkach na Ukrainie, gdzie pochowany był Aleksander Fredro, ruszyły prace przy odbudowie Cmentarza Orląt we Lwowie, zakończyła się budowa nowego gmachu Muzeum Narodowego w Krakowie. W wolnej Polsce, w latach 1991-1997 profesor był posłem na Sejm I i II kadencji z listy Sojuszu Lewicy Demokratycznej. „Udawałem polityka i ministra” - żartował potem.

Starszego ode mnie nie ma
Na emeryturze zachował dobrą formę fizyczną i umysłową. - Mam się dobrze. Ruszam się o własnych siłach, codziennie wychodzę do miasta, spotykam się z kolegami. Odwiedzam księgarnie, zwłaszcza te z tanią książką, zażywam ruchu, dużo czytam, trochę piszę, wiodę spokojne, ustabilizowane życie - opowiadał „Dziennikowi Polskiemu” w 2011 r., gdy miał 89 lat. - Jestem nestorem krakowskich historyków! W świecie wyższych uczelni starszego ode mnie nie ma - dodawał z uśmiechem.

Dzień rozpoczynał od lektury Homera i Platona w oryginale, co pozwalało mu utrzymywać kontakt z greką i łaciną. Przez kilkadziesiąt lat co tydzień zasiadał przy słynnym stoliku profesorskim, najpierw w kawiarni „Kopciuszek” przy ul. Karmelickiej, a potem w Hotelu Grand przy Sławkowskiej, by pić kawę i wymieniać poglądy z kolegami historykami: Stanisławem Grodziskim, Marianem Zgórniakiem, Antonim Podrazą, Józefem Buszką. Przeżył ich wszystkich… Codziennie też spędzał godzinę w księgarnio-kawiarni Matras przy Rynku Głównym (dziś jest tam Empik), wypijając coś stosownego - a mianowicie whisky. Jako bibliofil i właściciel wspaniałej biblioteki był też stałym bywalcem krakowskich antykwariatów. Zawsze elegancko ubrany, zawsze życzliwy, zawsze skłonny do żartów, chętnie dzielący się swoimi wspomnieniami…

W wywiadach udzielanych krakowskim gazetom przy okazji kolejnych urodzin mówił o sposobach na udane życie (alkohol, książki i seks - alkohol pobudza krążenie, książki utrzymują szare komórki w formie, a seks to dar bogów i przyjemność), radości z obecnych współcześnie elementów świata starożytnego (demokracja, integracja, wielokulturowość, rozwój nauki i sportu) oraz spokoju ducha, jakie dają praca i stabilizacja.

Gdy w ubiegłym roku profesor ukończył setkę, w Pałacu Krzysztofory (siedzibie głównej Muzeum Krakowa) przygotowano wystawę zatytułowaną „Aleksander Krawczuk, Sto lat…”. Można było na niej oglądać m.in. maszynę do pisania, na której powstawały jego książki, oraz niepublikowane fotografie. Premierę miał także film dokumentalny „Kto prawdy szuka, czyta Krawczuka” (tytuł to żartobliwe zdanie często powtarzane przez Profesora).

Na koniec jeszcze jeden cytat, pokazujący emocjonalny związek Mistrza z rodzinnym miastem: - Kraków jest nie do zastąpienia, to moje miasto, które łączy historię z teraźniejszością, powiedziano o nim mały Rzym, ale tak naprawdę trudno je porównać    z jakimkolwiek innym miejscem na świecie. Kraków to moje życie i moja praca, a Podgórze to mój dom…”.
Odszedł Mistrz, pozostały jego książki.

Paweł Stachnik

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2024 Polska Press Sp. z o.o.