Ta zaraza bywa niewidoczna. Poznajemy ją po owocach

Czytaj dalej
Fot. Gazeta Krakowska
Jerzy Stuhr

Ta zaraza bywa niewidoczna. Poznajemy ją po owocach

Jerzy Stuhr

W słowniku „mentalność” ma proste tłumaczenie: sposób myślenia charakterystyczny dla jednostki, uwarunkowany biologicznie i społecznie. Biologię mamy chyba wciąż tę samą. Co się więc dzieje z warunkami społecznymi, że się tak niekorzystnie zmieniamy? Mówi się, że przykład idzie z góry - ale dlaczego tak szybko i w stronę zła? Czy nie mamy kręgosłupa? Busoli jakiejś? Musimy być tacy wściekli i szukający wrogów?

To nie tylko politycy pokazują, że zło jest atrakcyjniejsze. Media też… maczają łapy i rozogniają to, co im politycy „podają do wierzenia”, pewnie po to, żeby się „zasłużyć”.

A czemu tak szybko i bezwzględnie? Bo łatwiej! Mistrz od insynuacji, degradowania, oskarżania - jest mistrzem niedoścignionym, to widzimy.

Ale dlaczego dla niektórych jest wciąż tak atrakcyjny?

Oto np. nie tak dawno czworo aktorów wypowiedziało się na temat sytuacji politycznej w naszym kraju. Wolno im? Wolno, przecież są obywatelami. Tabloidy się na nich natychmiast rzuciły, ale w jakim stylu? Z komentarzem, że tu już nawet lekarz nie pomoże. Czyli co? Tylko odstrzelić? Albo jakąś inną formę eutanazji zastosować?

Ale pewnie zanim to nastąpi, to najpierw trzeba ich w opinii społecznej zdegradować.

Chociaż są to ze swojego pokolenia wybitni artyści, z teatru, jednego z najlepszych w Europie, to określa się ich słowem „celebryci”… Bo tacy to mogą mieć „pomieszane w głowie”.

O co się ich oskarża, na co nawet lekarz, przypuszczalnie psychiatra, nie pomoże?

A o to, że oni mówią, co myślą. Można się z tym nie zgadzać, można ich posądzać, że jako artyści są przewrażliwieni, nadwrażliwi. Ale żeby od razu zdyskredytować? Uznać za niewartych leczenia?

Jak popatrzeć na to wszystko z boku, to wychodzą nasze potworne wady. Polsko-słowiańskie niechlujstwo.

No, przepraszam bardzo, ale jeśli taki typ mentalności będzie się rozpowszechniał, to stopień demoralizacji będzie szybko postępował, a to może być najgroźniejsze z tego, co czeka tę społeczność. Gdyby nasz naród był mądry, to potrafiłby przynajmniej obśmiać te „odgórne kierunki demoralizacji”.

Ale jest gorzej: zaraza bywa niewidoczna. Dopiero „poznajemy po owocach”.

Ta demoralizacja wzmacnia też nasze tzw. wady narodowe.

Jedną z nich jest brak profesjonalizmu, niechlujstwo, bylejakość.

I to po każdej stronie. Okupacja w Sejmie, a lider jednej z partii, która tam ma być, jest właśnie z „partyjną koleżanką” na sylwestrze zagranicznym… Bo pewnie miał zapłacone, nie spodziewał się, że wszystko tak długo będzie trwało…

Oto poseł-prezes krzyczy o puczu, a prezydent w tym czasie na nartach sobie jeździ.

Bo może też nie przewidział, że się prezesowi coś skojarzy, albo że będzie miał jakieś problemy słownikowe. To jest to samo.

A jeśli puczem jest nawet śpiewanie pani Muchy?

Ja na to śpiewanie patrzę wyrozumiale. Pamiętam, jak była „Solidarność”, to związek dbał o to, żeby strajkującym dostarczyć rozrywki. Sam w tym brałem udział!

Ileż razy byłem w Stoczni, wtedy Lenina, recytując wiersze. Ileż razy na innych akcjach strajkowych byliśmy ze studentami i śpiewaliśmy piosenki kabaretowe. Bo presja zamknięcia jest taka, że oni muszą gdzieś rozładować emocje. I ci od psychologii tłumu o tym wiedzieli.

A teraz? To, co się dzieje dalej… to już działanie strachu! Postraszymy, prokuratura i policja pomogą, osądzimy - a potem się okaże, co z tego wyjdzie.

Jak popatrzeć na to wszystko z boku, to wychodzą nasze potworne wady. Polsko-słowiańskie niechlujstwo.

No to co, że nie doliczymy tam dwu czy trzech głosów, policzmy tak mniej więcej. To wszędzie tak jest. To mi zawsze tak strasznie przeszkadzało! Taka ogólna niedoróbka… w każdej dziedzinie.

Jeśli na tym tle pojawi się jakiś profesjonalista - znowu wszystko jedno w jakiej dziedzinie - to się go „ściąga”, żeby za wysoko nie wyrósł. Bo musi być „równo”. Oczywiście równanie jest zawsze w dół.

I dziwna ambicja, która nas zabija! Oczywiście ambicja sama w sobie bywa stanem dobrym. Może prowadzić do osiągnięć.

Ale nasza jest najczęściej negatywna, chora, jest raczej nadmiernie dobrym mniemaniem o sobie, bez pokrycia.

To jest tak, jak w tym dowcipie rysunkowym, już nie pamiętam kogo: na czym będzie polegać „dobra zmiana” w filharmonii? Ano na tym, że pani Dorotka już tak długo u nas sprząta, więc żeby było demokratycznie i sprawiedliwie, to od jutra pani Dorotka będzie dyrektorem, bo ona najlepiej zna filharmonię! Oby to nie było tak!

Jerzy Stuhr

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.