Tadeusz Malak, aktor i profesor. Do końca

Czytaj dalej
Fot. Grzegorz Mehring
Maria Mazurek

Tadeusz Malak, aktor i profesor. Do końca

Maria Mazurek

Jeszcze w grudniu - a miał prawie 84 lata - prowadził zajęcia na krakowskiej PWST. Według krytyków był jednym z najlepszych aktorów teatralnych w Polsce. I najbardziej niedocenianym. Wczoraj zmarł prof. Tadeusz Malak

W tym miejscu - dziś lub w którymś z kolejnych numerów - miał ukazać się wywiad z nim. Jakiś czas temu Zbigniew Święch, publicysta, pisarz (ten od „Klątw, mikrobów i uczonych”) zapytał, dlaczego jeszcze nie rozmawialiśmy z Tadeuszem Malakiem. Że to przecież jeden z najwybitniejszych aktorów teatralnych w Polsce, mistrz, geniusz, człowiek wielkiego kalibru. I wielkiego serca. Ma ponad 80 lat, a wciąż prowadzi zajęcia ze studentami aktorstwa!

Zadzwoniłam do Tadeusza Malaka na początku stycznia. Nie odebrał, ale zaraz oddzwonił. - Proszę dać mi trochę czasu. Z radością się spotkam, ale muszą mnie wypuścić ze szpitala. Leżę na hematologii - powiedział.

Już go z tego szpitala nie wypuścili.

Tadeusz Malak, aktor teatralny (pracował w STU, Starym, Słowackiego, Rapsodycznym), reżyser, wybitny interpretator poezji, wykładowca akademicki, były prorektor PWST, przyjaciel Zbigniewa Herberta (na podstawie jego wierszy tworzył przedstawienia teatralne), zmarł wczoraj.

Dojrzalsza miłość do teatru...

W krakowskiej PWST nie chcą uwierzyć w tę wiadomość. - Przecież jeszcze kilka tygodni temu był z nami; myśleliśmy, że jakoś go z tego wyleczą, że doprowadzi studentów do egzaminu z wiersza - mówi Dorota Segda, rektor tej uczelni, aktorka. Ale zaraz dodaje: - Choć z drugiej strony myślę sobie, że wszyscy moglibyśmy sobie życzyć tego, żeby do końca robić to, co kochamy. Bo odszedł człowiek, który naprawdę to kochał. Był wybitnym interpretatorem poezji, mistrzem, którego nie da się zastąpić - opowiada Dorota Segda.

Teatr nie był jego pierwszym wyborem. W 1956 roku skończył ekonomię w Poznaniu, zaczął karierę naukową, robił doktorat. I wtedy trafił do Teatru Rapsodycznego Mieczysława Kotlarczyka. Zakochał się w aktorstwie i reżyserii. W 1958 roku zdał eksternistycznie egzamin aktorski, w 1973 - egzamin reżyserski.

Roma Habowska, wydawca i redaktor, przyjaźniła się z Malakiem przez 43 lata: - Gdy oznajmił swojemu promotorowi z ekonomii, że rzuca ten zawód, bo zamierza zajmować się teatrem, ten uznał, że Malak jest głupcem, że zwariował - opowiada.

... I miłość na deskach teatru

Przez lata był związany m.in. ze Starym Teatrem w Krakowie. Grał u Konrada Swinarskiego (choćby w legendarnych „Dziadach”) i u Andrzeja Wajdy (w „Biesach” i „Z biegiem lat, z biegiem dni...”). Sam wyreżyserował wiele przedstawień dla Starego, ale też dla Teatru im. Słowackiego i Teatru STU.

„Ja jestem Żyd z Wesela”, spektakl, którego był zarówno aktorem, jak i reżyserem, był wystawiany w teatrach równo 633 razy. - Sama byłam na tym spektaklu co najmniej kilka razy. Wielkie dzieło - przyznaje Roma Habowska.

Największym sentymentem Malak przez całe życie darzył jednak Teatr Rapsodyczny, w którym, w pewnym sensie, zastąpił Karola Wojtyłę. I choć teatr zamknięto w 1967 roku, Malak do końca życia mógł opowiadać o nim godzinami. Nic zresztą dziwnego, bo to Rapsodycznemu zawdzięcza... miłość życia. W reżyserowanym przez niego spektaklu „Panienka z okienka” główną rolę grała Krystyna, jego późniejsza żona. Bohaterowie tej opowieści również zostali małżeństwem...

Człowiek poezji to nie celebryta

Roma Habowska dokładnie pamięta dzień, w którym poznała Malaka. 43 lata temu, Jastrzębia Góra nad morzem. Wynajęli obok siebie kwatery w środku lasu. Wypili ze sobą mnóstwo piwa, przegadali godziny. Obie rodziny, Tadeusza i Romy, zaprzyjaźniły się.

I tak zostało: - Ta przyjaźń z roku na rok się pogłębiała. Zawsze mogliśmy na siebie liczyć. Pamiętam spotkania w mieszkaniu Malaków, na które przychodzili ludzie sztuki, teatru, muzyki. I nasze wyjazdy wakacyjne, gdzieś do leśniczówek wśród sosnowych drzew, gdzie rozmawialiśmy przy ognisku i przy kominku. Chodziłam z Tadeuszem na grzyby. Jeszcze podczas dwóch ostatnich wakacji tak było... - wspomina Roma Habowska.

I dodaje: - Jednego mi szkoda. Mam wrażenie, że to był człowiek niedoceniany. Nie wszyscy zdawali sobie sprawę z jego klasy, wielkości, erudycji i wiedzy.

Dorota Segda: - Nie powiedziałabym, że był niedoceniany. Po prostu nie występował w filmach i serialach, był więc mniej popularny. Ludzie kultury i poezji nie muszą być celebrytami.

Maria Mazurek

Jestem dziennikarzem i redaktorem Gazety Krakowskiej; odpowiadam za piątkowe, magazynowe wydanie Gazety Krakowskiej. Moją ulubioną formą jest wywiad, a tematyką: nauka, medycyna, życie społeczne. Jestem współautorką siedmiu książek, w tym czterech napisanych wspólnie z neurobiologiem, prof. Jerzym Vetulanim (m.in. "Neuroertyka" i "Sen Alicji"), kolejne powstały z informatykiem, prof. Ryszardem Tadeusiewiczem i psychiatrą, prof. Dominiką Dudek. Moją pasją jest łucznictwo konne, jestem właścicielką najfajniejszego konia na świecie.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.