Tajne związki wychodzą na jaw niespodziewanie, po latach...

Czytaj dalej
Marek Ciesielczyk

Tajne związki wychodzą na jaw niespodziewanie, po latach...

Marek Ciesielczyk

Czy ujawnienie, że obecny ambasador RP w Niemczech, Andrzej Przyłębski, był zarejestrowany jako tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa, każe nam pogodzić się ze stwierdzeniem, iż polskie państwo istnieje jedynie teoretycznie?

Już seria wypadków drogowych z udziałem najważniejszych osób w RP pokazała, iż tak ważna w państwie instytucja, jak BOR, nie wywiązuje się z powierzonych zadań. Funkcjonowanie przez 8 miesięcy niesprawdzonego pod kątem ewentualnego zagrożenia dla bezpieczeństwa kraju ambasadora RP, i to w jednym z najważniejszych dla Polski państw, kompromituje służby specjalne RP, a więc samo państwo.

Publiczne, rozbrajające wręcz przyznanie się instytucji państwowych do tego, iż - po pierwsze - ambasadora miał sprawdzić Instytut Pamięci Narodowej, a po drugie - nie zrobił tego w ciągu 8 miesięcy, gdyż stanowisko ambasadora nie należy do grupy tych, które zostały uznane za najważniejsze, pogrąża autorów obecnego systemu bezpieczeństwa Rzeczypospolitej Polskiej.

Jak to możliwe, iż ambasadorem RP mógł być człowiek, który z jednej strony otrzymał poświadczenie bezpieczeństwa, czyli miał dostęp do informacji niejawnej, z drugiej zaś w procesie sprawdzającym zabrakło analizy dokumentów w IPN dotyczących tej osoby?

Domyślać się jedynie można, iż służby specjalne odpowiedzialne za proces sprawdzający wyszły z założenia, iż skoro na stanowisko ambasadora powołany został człowiek cieszący się zaufaniem aktualnie rządzącej partii, czyli PiS, która deklaruje konieczność lustracji każdego i pod każdym niemal względem, więc można sobie darować grzebanie w teczkach IPN.

Po pierwsze - znaleziono i opublikowano własnoręcznie napisane zobowiązanie Przyłębskiego do współpracy z SB.

Po drugie - znaleziono i opublikowano sporządzony donos, który jest charakterystyką kuzyna Przyłębskiego. Sam ambasador przyznał się w wywiadzie telewizyjnym, iż taki donos sporządził. Jednocześnie bagatelizował ten fakt.

Po trzecie, by spełnione zostały wszystkie formalne warunki bycia tajnym współpracownikiem SB, konieczny jest dowód na to, iż dana osoba nie tylko pisała donosy, ale także, iż mogły one komuś zaszkodzić.

Sporządzenie charakterystyki (zwłaszcza psychologicznej) mogło - co potwierdzają liczne dokumenty z IPN - być śmiertelnie niebezpieczne dla osoby, której ona dotyczyła.

Jeden z najcenniejszych przed laty kontaktów operacyjnych SB w USA, Wojciech Wierzewski (późniejsza prawa ręka trzech kolejnych prezesów Kongresu Polonii Amerykańskiej) miał za zadanie m.in. sporządzanie takich charakterystyk amerykańskich studentów, których werbowały do pracy CIA i FBI. W ten sposób zarówno SB, jak i KGB posiadały materiały, które znacznie ułatwiały rozpracowywanie i werbowanie agentów amerykańskich. Donosy Wierzewskiego stwarzały więc poważne zagrożenie dla osób, na które on donosił.

Po czwarte zaś, trzeba udowodnić, iż TW odnosił wymierne korzyści ze współpracy z komunistyczną Służbą Bezpieczeństwa.

***

Ambasador Przyłębski sam przyznaje, iż - być może (!) podpisał zobowiązanie, gdyż w przeciwnym wypadku nie mógłby wyjechać na Zachód. Tak więc podróż za granicę była konkretną korzyścią, jaką odniósł późniejszy dyplomata RP.

Przyłębski najpierw zasłaniał się brakiem pamięci, a gdy jego zobowiązanie do współpracy zostało już opublikowane, przyznał, że nie można wykluczyć, iż coś podpisał. Najpierw wypierał się, iż pisał donosy, a po ich ujawnieniu przyznał, że owszem donosił, ale tylko na kuzyna, który mieszkał za granicą.

Właśnie tego typu donosy mogły stanowić bardzo poważne zagrożenie dla tegoż kuzyna. SB zazwyczaj domagała się sporządzania charakterystyk psychologicznych (zwłaszcza osób mieszkających na Zachodzie), by móc je później werbować.

Swego czasu konsulem generalnym w Chicago został były wójt z południowej Polski, gdyż akurat należał do obozu politycznego, który wygrał wybory i rozdawał stanowiska.

Parę lat później szefem konsulatu RP w Vancouver został człowiek, który już pierwszego dnia pobytu na kanadyjskiej ziemi spowodował wypadek samochodowy w stanie nietrzeźwym, a następnie uciekł z miejsca tegoż wypadku.

Dopiero przy okazji katastrofy smoleńskiej wyszło na jaw, iż minister spraw zagranicznych RP Radosław Sikorski wysłał na placówkę dyplomatyczną RP w Moskwie Tomasza Turowskiego, byłego agenta komunistycznego, który działał w Watykanie.

Podczas moich niedawnych wykładów w USA, poświęconych polonijnym współpracownikom SB, dość często wyrażano zastrzeżenia do osób, pełniących funkcje konsulów honorowych RP w Ameryce.

***

Warto zwrócić uwagę na to, iż Andrzej Przyłębski w przeszłości pracował w dyplomacji RP, a więc powinien już wówczas zostać sprawdzony. W latach 1996-2001 był attaché ds. kultury i nauki w Ambasadzie RP w Berlinie. Ciekawostką być może, iż jego żona Julia Przyłębska, która jest dzisiaj prezesem Trybunału Konstytucyjnego, przez 10 lat także pracowała w polskich placówkach dyplomatycznych w Niemczech, dziwnym zbiegiem okoliczności - jak mąż - w Berlinie, gdzie była radcą ambasady. Była również odpowiedzialna za współpracę Rzecznika Interesu Publicznego z Urzędem ds. akt Stasi.

Wszystko wskazuje na to, iż były minister spraw wewnętrznych Sienkiewicz wiedział, co mówi, gdy wyraził swe wątpliwości co do sprawności aparatu państwa polskiego. Jeśli państwo polskie jest tak bezbronne w sprawach drugo- czy trzeciorzędnych, możemy mieć wątpliwości, czy jest ono w stanie dbać o nasze bezpieczeństwo w sprawach najważniejszych.

Marek Ciesielczyk

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.