Artur Drożdżak

„Teges", krakowski kibol z gangu „Pyzy”, jest już w Polsce. Ukrywał się przez osiem lat

Sławomir T. ps. Teges umykał sprawiedliwości przez 8 długich lat Fot. Policja Sławomir T. ps. Teges umykał sprawiedliwości przez 8 długich lat
Artur Drożdżak

Sławomir T. ps. Teges sprawiedliwości umykał osiem lat. Wpadł w Grecji 2 czerwca ubiegłego roku, a dwa dni później usłyszał wyrok - 11 lat więzienia. Z Aten nie zdołano go przywieźć do Polski, by mógł osobiście usłyszeć, jaka kara czeka go za dawne sprawki. Teraz gangster jest już w Polsce - po ekstradycji.

Te dawne sprawki to konieczność odbycia orzeczonych już kar więzienia za uczestnictwo w gangu „Pyzy” , nielegalne posiadanie broni i narkotyków. Teraz „Teges” ma proces za udział w podpaleniu agencji towarzyskiej i w dokonaniu rozboju.

Z Europejskiego Nakazu Aresztowania (ENA) i opublikowanego zdjęcia wynika, że łysy jak kolano, umięśniony, mający 175 cm wzrostu i niebieskie oczy 56-latek był ścigany przez funkcjonariuszy Komendy Wojewódzkiej Policji za udział w śmiertelnym pobiciu człowieka. Ukrywał się za granicą od 2012 roku, zmieniał tożsamość i dobrowolnie nie zamierzał pojawić się w kraju.
Stęskniły się za nim sąd i prokuratura, a efektem było wydanie ENA.

Sprawki sprzed lat

By opisać wyczyny „Tegesa”, trzeba się cofnąć do lat 1998-2000, gdy w Krakowie trwała rywalizacja gangów: Jacka M. ps. Marchewa i Zbigniewa Ś. ps. Pyza. Obaj mieli aspiracje do kontrolowania seksbiznesu w mieście. Ludzie „Pyzy” wywodzili się ze środowiska ochroniarzy i bramkarzy dyskotek. Spotykali się w klubach Wolność, Hydrofornia i Pasja. Byli związani z pseudokibicami Cracovii. Ściągali haracze „za ochronę” lokali. Zgodę na działanie nowego gangu „Pyzy” dał sam Janusz K. ps. Krakowiak podczas spotkania na osiedlu Willowym w Nowej Hucie.

Rywalizacja nowej przestępczej struktury z gangiem „Marchewy” to nie była grzeczna zabawa w piaskownicy, ale walka na śmierć i życie, której ofiarami nie były przypadkowe osoby, choć w jednym przypadku tak się też stało.

Chronologicznie rzecz ujmując, pierwsze poważniejsze starcie grup miało miejsce 20 października 1998 roku na Placu Wolnica - doszło do bitwy na noże, siekiery, pałki, maczety i kamienie.
Ludzie „Pyzy” dostali po łapach. Rany odniósł choćby Andrzej F. ps. Blacha, ważna postać w tym gangu. Dwa dni później, 22 października, ludzie „Pyzy” zrobili skok na powiązanego z wiślakami Emila N. i siłą przejęli od niego pulę biletów na mecz Wisły Kraków z Parmą. To na tym meczu „sławę” zyskał Paweł M. ps „Misiek”, który z trybun rzucił nożem we włoskiego piłkarza Dino Baggio.

Podpalone agencje

Dwa tygodnie później ludzie „Pyzy” z zemsty za upokorzenie na Placu Wolnica najechali agencje towarzyskie kontrolowane przez „Marchewę”. Z lokali „Jakuzza” na ul. Kalwaryjskiej i „Afrodyta” na ul. Zaborze przepędzono klientów. Agencje podpalono.

W pierwszej z nich na skutek zaczadzenia, przypadkową śmierć poniosła kobieta. Z ustaleń śledczych wynika, że Sławomir T. ps.„Teges” brał udział w akcji w „Afrodycie”. Był też uczestnikiem napadu na biznesmena w Zielonkach i za to wszystko dostał w sumie sześć lat więzienia. Pozostali też usłyszeli duże wyroki. Dziewięć lat pozbawienia wolności dostał Tomasz K. ps. Kaczor, który współrządził w gangu z „Pyzą”, a 11 lat - Andrzej F. ps. Blacha.

Emocje w półświatku nie malały; ledwie pięć dni po spaleniu agencji „Marchewa” postanowił definitywnie pozbyć się konkurenta i jego dwaj ludzie, czyli Sławomir Sz. i Tomasz G. ps. Gulis przywieźli pociągiem Lajkonik z Gdańska bombę, by wysadzić „Pyzę” w powietrze. Po anonimowym telefonie kurierzy wpadli z niebezpiecznym ładunkiem na krakowskim dworcu PKP i dostali za to potem trzyletnie wyroki.

Nim jednak trafili za kratki, jeden z nich rok później - 6 listopada 1999 roku - jechał tym samym pociągiem do Krakowa i wtedy zauważyli go ludzie „Pyzy”, czyli właśnie Sławomir T. ps. Teges oraz Jacek B. ps. Tiger.
Sławomir T. zadzwonił do ukrywającego się w Hiszpanii „Pyzy” po instrukcję, co robić. Wytyczne były jasne: zemsta za bombę. Na Tomasza G. na dworcu w Krakowie czekał już „komitet powitalny”. Nie zdołał daleko uciec, został pobity, wsadzony do forda transita, wywieziony do lasu koło Zabierzowa, gdzie gangsterzy od „Pyzy” go skatowali. Był bity styliskiem od siekiery, przetrącono mu nogi, miał pękniętą podstawę czaszki, obrażenia wewnętrzne, zmasakrowane plecy i pośladki. Ofiarę zawieziono pod budynek pogotowia przy ul. Łazarza i tam porzucono. Mimo pomocy lekarskiej zmarł. Policja po kolei wyłapała 12 sprawców pobicia i zapadły surowe wyroki. „Teges” dostał siedem lat i sześć miesięcy odsiadki.

W tamtym czasie miał już na koncie inne skazania. Zaczął wcześnie wchodzić w konflikt z prawem - pierwsze wyroki zainkasował w 1986 roku za kradzież, potem za pobicie i kradzieże aut. Z czasem doszła odsiadka za nielegalne posiadanie broni, rozbój, włamania i narkotyki.
W 1999 roku policja rozbiła olbrzymi śląsko-małopolski gang Janusza T. ps. „Krakowiak”, który - jak wspomniano - był patronem „Pyzy”. Sam Zbigniew Ś. ukrywał się wówczas w Hiszpanii z liderem mafii pruszkowskiej Andrzejem Z. ps. Słowik. Obaj po wpadce w 2001 r. i ekstradycji trafili do Polski.

„Pyza” siedem lat spędził potem w aresztach bez prawomocnego wyroku, a jego sprawy sądowej - za kierowanie grupą przestępczą, rozboje i handel narkotykami - jeszcze się ciągną.

Rozbite gangi

Także gang „Marchewy” przeżywał trudne chwile - szef i jego ludzie trafili za kratki za śmiertelne pobicie ochroniarza w skawińskim klubie „Ajka”.

Innego gangstera „Kaczora” w lutym 2003 roku w Budapeszcie zatrzymali policjanci z CBŚ razem z policją węgierską. Grupy przestępcze były przez pewien czas w rozsypce.

Kluczową rolę w ich rozbiciu odegrali świadkowie koronni, czyli ludzie, którzy popełniali przestępstwa w ramach gangów, a potem poszli na współpracę z prokuraturą. Jednym z nich był Rafał W. ps. Wołek, ale ważniejszym Krzysztof P. ps. Loczek. Koronnym została też prawa ręka „Krakowiaka”, czyli Wiesław Cz. oraz Dariusz J. Dzięki ich zeznaniom oskarżono kilkadziesiąt osób, w tym Tegesa.

Zarzucono mu choćby, że w 1998 roku w Kokotowie pod Wieliczką razem z Jackiem B. ps. Tiger dokonał napadu na kuriera z firmy Fotojoker i zabrał mu 118 tys. zł. Świadek koronny „Loczek” twierdził, że on też brał udział w tym napadzie i zna jego przebieg. Wyrok w tej sprawie zapadł dopiero po 16 latach, w 2014 roku, gdy „Teges" już skutecznie ukrywał się za granicą.

Sąd uniewinnił go i „Tigera” od tego napadu, bo uznał, że świadek koronny nie jest wiarygodny w kwestii, kto był sprawcą rozboju. Za udowodnione sąd przyjął jednak, że „Teges" i siedmiu innych bandytów byli jednak członkami gangu „Pyzy”. Sławomir T. odpowiadał też za nielegalne posiadanie broni palnej. Wyrok łączny za te czyny to 16 miesięcy więzienia.

„Poświęcanie się dla innych"

Sprawa z bronią również była ciekawa. Okazało się, że w 2000 roku poprosił Marcina B. o kupno pistoletu, towar zamówiono u znajomego handlarza z Czech Petra K. On dostarczył pistolet maszynowy CZ w okolicach Rabki lub Żywca - „Teges" dał za broń i 25 sztuk amunicji 3 tys. zł. Jeszcze przed ucieczką z kraju w 2012 roku złożył wyjaśnienia przed sądem - kręcił, że broń miał jednak od świadka koronnego ps. Loczek do „zastraszania niesolidnych odbiorców narkotyków”. Później twierdził inaczej: że był na spotkaniu z czeskim handlarzem, bo poprosił go o to kolega Marcin B.

- Tylko udawałem, że kupuję broń, a faktycznie była dla Marcina B., który miał nierozliczone interesy z Czechem. On bał się, że jeśli da pieniądze Petrowi K., to handlarz je weźmie za dawne długi, a broni nie dostarczy. Dlatego ja byłem potrzebny podczas tej transakcji - tłumaczył „Teges"
Opowiadał jeszcze, że pojechał z Marcinem na to spotkanie, bo „kocha ludzi i otwarcie podchodzi do każdego”.
Sąd nie uwierzył w te opowieści o poświęceniu się dla innych. Nie uwierzył też „Pyzie”, że mężczyźni nie tworzyli zbrojnego gangu. - To była tylko grupa towarzyska znajomych i kolegów - zapewniał boss. Twierdził, że pomagał im, gdy byli w areszcie, ale dobrowolnie, bo to wynikało z „jego dobrego wychowania”.

Teraz znów ma szansę wspomóc „Tegesa", który trafi do Krakowa za kratki po ekstradycji z Grecji.

Kolejny proces Sławomira T. toczy się przed krakowskim sądem, ale pod koniec czerwca - na skutek zawirowań z policyjnym konwojem - nie został doprowadzony z aresztu na rozprawę. Sprawę odroczono do września.

Artur Drożdżak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.