To będzie przejmujące wołanie o cud Bożego Miłosierdzia. Wołanie w ciszy

Czytaj dalej
Fot. Fot: Adam Wojnar/Polska Press
Grażyna Starzak

To będzie przejmujące wołanie o cud Bożego Miłosierdzia. Wołanie w ciszy

Grażyna Starzak

Cisza. Taka, której Łagiewniki nie pamiętają. Tak będzie również w czasie tegorocznej Niedzieli Miłosierdzia. Zwykle przybywało tu nawet 100 tysięcy wiernych, z kraju i zagranicy. W tym roku byłoby ich zapewne jeszcze więcej. Ze względu na kilka ważnych rocznic związanych z życiem św. Faustyny i stuleciem urodzin najbardziej znanego łagiewnickiego pielgrzyma - Jana Pawła II. Cześć obu tym świętym ma oddać 19 kwietnia papież Franciszek, przewodnicząc mszy w Watykanie. Jego wołanie o Boże Miłosierdzie za pośrednictwem siostry Faustyny i papieża Polaka w pustej świątyni będzie wyjątkowo przejmujące.

Był rok 1983. Ciężko chora Amerykanka Maureen Digan straciła już nadzieję na wyleczenie. Jej mąż przypadkowo dowiedział się o cudach, jakie miały się dziać w miejscu życia i śmierci polskiej zakonnicy - Faustyny Kowalskiej. Postanowił przyjechać z żoną do Łagiewnik. Zanim przybyli do Krakowa, pani Digan amputowano nogę. Zagrożona była także druga.

W sanktuarium w Łagiewnikach chora, wsparta na ramieniu męża, stanęła przy grobie świętej zakonnicy. „Siostro Faustyno, zrób coś z tym” - wyszeptała Maureen. I zaraz potem przeraziła się. Jej noga, która z powodu choroby była bardzo obolała, z silnym obrzękiem, w jednym momencie przestała boleć. Skurczyła się tak, że pani Digan poczuła, jak spada jej but. Zaczęła go zszokowana wkładać z powrotem. Lekarze stwierdzili, że to cud.

Jedyny na świecie przypadek ustąpienie objawów choroby, zwanej słoniowacizną - opowiada tę historię s. Elżbieta Siepak ze Zgromadzenie Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, do którego należała siostra Faustyna. Cudowne - jak stwierdzili lekarze i teolodzy - uzdrowienie Amerykanki stało się podstawą beatyfikacji Faustyny Kowalskiej. To wtedy, w kwietniu 1993 roku, usłyszeli o niej Amerykanie. Po raz drugi mówiło się i pisało w USA z okazji kanonizacji świętej z Łagiewnik. Tak się bowiem składa, że podstawą do jej wyniesienia na ołtarze w 2000 roku stało się cudowne uzdrowienie rodaka pani Digan - ks. Ronalda Pytla, proboszcza polsko-amerykańskiej parafii w Baltimore.

Twoje serce jest zdrowe

Z księdzem Pytlem było tak. Na początku 1995 r. kapłan źle się poczuł. Lekarz stwierdził alergiczne zapalenie oskrzeli. Zaniepokoiły go jednak głośne szmery w sercu pacjenta. W czerwcu kapłan skonsultował się ze znanym amerykańskim kardiologiem, który zdiagnozował zwężenie zastawki aorty - schorzenie grożące nagłą śmiercią. Przepisał lekarstwa i nakazał leżeć w łóżku do czasu wszczepienia sztucznej zastawki. Rano 14 czerwca 1995 roku ksiądz udał się na operację. Do domu powrócił pięć dni po zabiegu. Podczas rehabilitacji studiował dzienniczek siostry Faustyny i odmawiał Koronkę do Bożego Miłosierdzia. W lipcu znowu trafił do szpitala.

- Wyglądałem jak więzień obozu koncentracyjnego - mówił później. Lewa komora serca była bardzo zniszczona. Lekarskie prognozy nie napawały optymizmem. W 1995 r., trzy dni przed przyjazdem do Baltimore Jana Pawła II - 5 października, w rocznicę śmierci s. Faustyny, do kościoła księdza Pytla przybyli wierni na całodniowe nabożeństwo. Modlili się o uzdrowienie swojego proboszcza. Podczas modlitwy kapłan upadł i kwadrans leżał na podłodze. Był przytomny, ale nie mógł się ruszyć. Kiedy po badaniach lekarz przejrzał wyniki testu Dopplera, powiedział do duchownego: „Ron, ktoś interweniował za ciebie. Twoje serce jest zupełnie zdrowe. Nie mogę wytłumaczyć, tego, co się stało”.

Bóg nie potrzebuje reklamy

Siostra Siepak zna wiele przykładów cudownych uzdrowień poprzez wstawiennictwo siostry Faustyny. Dobrze pamięta m.in. historię młodego małżeństwa z południa Polski, które przyjechało do Łagiewnik z ciężko chorym dzieckiem. - Położono je na klęczniku, na relikwiach św. Faustyny. I w tym momencie, w obecności wielu ludzi, ono zostało uzdrowione - wspomina zakonnica. Przypomina sobie także historię protestanta, który był chory na raka mózgu.

Przed pierwszą operacją, gdy żona, katoliczka, wspomniała mu, aby prosił siostrę Faustynę o pomoc, on z niedowierzaniem słuchał tych słów. Operacja się udała, ale po pewnym czasie nastąpił nawrót choroby. Ponieważ guz naciskał na tę część mózgu, od której zależy ostrość naszego wzroku, ów człowiek zaczął ślepnąć. Lekarze stwierdzili, że konieczna jest druga operacja. - Jadąc do sali operacyjnej, zabrał ze sobą obrazek siostry Faustyny. Tym razem był przekonany, że jej wstawiennictwo pomoże mu. Kiedy otwarto głowę, okazało się, że nie ma raka - kontynuuje siostra Elżbieta. Żaden z tych ostatnich przypadków nie jest nigdzie odnotowany. - No bo co lekarz ma powiedzieć choremu w takiej sytuacji? Poza tym, trudno wchodzić w psychikę drugiego człowieka po to, aby coś udowodnić - podsumowuje.

Słowa „Pan Bóg nie potrzebuje reklamy” usłyszałam wiele lat temu od nieżyjącego dziś kard. Franciszka Macharskiego. Ówczesny metropolita krakowski w ten sposób odpowiedział na moje pytanie, czy to prawda - szeptano o tym w kurii - że zwalczył ciężką chorobę modlitwą za wstawiennictwem siostry Faustyny Kowalskiej.

Nowotwór złośliwy jelita grubego zdiagnozowano u kardynała Macharskiego we wrześniu 1992 r. Miał wówczas 65 lat. Konsylium lekarskie zdecydowało o natychmiastowej operacji. W jej trakcie okazało się, że guz jest bardzo rozległy. Lekarze nie dawali nadziei, że hierarcha z tego wyjdzie. Jeszcze tego samego dnia biskupi pomocniczy w Krakowie poprosili wiernych o modlitwę za chorego metropolitę, zawierzając jego szybki powrót do zdrowia Bożemu Miłosierdziu. Siostra Elżbieta Siepak wspomina, że cały łagiewnicki klasztor modlił się w intencji kard. Macharskiego. Po trzech tygodniach hierarcha czuł się już na tyle dobrze, że można go było zawieźć do zakopiańskiej „Księżówki” na rekonwalescencję. „To był cud!” - mówią bliscy kard. Macharskiego, który dożył 89 lat.

Znaki miłości

Księgi łask i cudów gromadzone w archiwum sanktuarium Bożego Miłosierdzia wciąż zapełniają się kolejnymi wpisami. Ga-bloty wiszące na ścianach kaplicy klasztornej i bazyliki zapełniają się darami wotywnymi. Te wystawione na widok publiczny są tylko drobną cząstką srebrnych serduszek, różańców, korali, obrączek oraz innych przedmiotów darowanych w podzięce za uzdrowienie z choroby, za nawrócenie, wyzwolenie z nałogu itp. Darem wotywnym jest m.in. 2,5-metrowej wysokości krzyż górujący nad łagiewnicką bazyliką. Ufundowało go młode małżeństwo z Krakowa w podzięce za dar rodzicielstwa.

- W klasztornym archiwum są tysiące takich świadectw. Gdyby przeliczyć je na dni w roku, to można powiedzieć, że nie ma dnia, w którym ludzie nie doznaliby szczególnej miłości Boga. Bo przecież te cuda i łaski to nic innego, jak znaki tej miłości - mówi siostra Elżbieta Siepak ze Zgromadzenia Matki Bożej Miłosierdzia z Łagiewnik. Tego właśnie, do którego należała najbardziej znana na świecie polska święta - siostra Faustyna Kowalska. To jej w 1935 r. objawił się Jezus, polecając, by głosiła orędzie o Bożym Miłosierdziu całemu światu. Siostra Faustyna zmarła w 1938 r. w łagiewnickim klasztorze. W kwietniu 1993 r. Jan Paweł II beatyfikował ją, a 30 kwietnia 2000 r. dokonał kanonizacji i ogłosił święto Miłosierdzia Bożego dla całego Kościoła. Podczas swojej pielgrzymki do Polski 17 sierpnia 2002 r. papież Polak zawierzył świat Bożemu Miłosierdziu i poświęcił wybudowaną tam bazylikę. Od tamtego czasu sanktuarium w Łagiewnikach stało się głównym ośrodkiem kultu Bożego Miłosierdzia.

Patronka na ciężkie czasy

Dlaczego akurat Łagiewniki? Dlatego, że „stąd wyjdzie iskra Bożego Miłosierdzia, które może uratować świat”. Tak miał powiedzieć Jezus do siostry Faustyny Kowalskiej - mało komu znanej za jej życia zakonnicy. Swoje widzenia zapisała w dzienniczku, który prowadziła na życzenie spowiedników. Dzienniczek został przetłumaczony na wiele języków, a kult rozwijał się stopniowo, ale spontanicznie.

W czasie II wojny światowej podawano sobie z rąk do rąk modlitewniki z pisanym odręcznie Orędziem do Bożego Miłosierdzia i obrazki przedstawiające postać Jezusa Miłosiernego w takiej postaci, w jakiej objawił się siostrze Faustynie i został namalowany w 1934 r. Dziś podobizny Jezusa Miłosiernego i świętej Faustyny można spotkać nawet w odległych regionach świata. Są w kościołach i domach prywatnych m.in. na Filipinach, Madagaskarze, w Indiach, na Sri Lance. O popularności świętej z Łagiewnik świadczy choćby to, że internauci z kilkudziesięciu krajów uznali siostrę Faustynę za ikonę XX wieku. Niedawno „Sekretarka Jezusa”, jak się mówi o tej świętej, zyskała tytuł Polki Stulecia. - Dla mnie osobiście jest to Polka Tysiąclecia. To do niej Jezus powiedział: „Przygotujesz świat na powtórne przyjście moje” - mówi Elżbieta Siepak.

Popularność tej świętej nie dziwi prof. Antoniego Jackowskiego, który od lat zajmuje się geografią kultów religijnych. Siostra Faustyna to w jego opinii „dobra patronka na ciężkie czasy”. - Była hardą dziewczyną, która mimo chorób i trudnych warunków walczyła o swoje. Nie poddawała się. Takie cechy charakteru dziś są bardzo pomocne - mówi prof. Jackowski.

Grażyna Starzak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.