To dla mnie wielki zaszczyt, że mogę pomagać innym

Czytaj dalej
Fot. Małgorzata Samulska
Tomasz Rabjasz

To dla mnie wielki zaszczyt, że mogę pomagać innym

Tomasz Rabjasz

Pochodzący z Bochni Karol Orzeł został wybrany najlepszym wolontariuszem w Polsce. Młody człowiek znany jest także z występów w show „Mam Talent” czy „Must Be the Music”

Podobno jesteś człowiekiem o bardzo wielkim sercu…

Robię tylko to, co uważam za słuszne. Myślę, że każdy na pewnym etapie swojego życia odczuwa potrzebę, aby zrobić coś dla innych. Po mojej głowie takie myśli chodziły od bardzo dawna. Pewnego dnia, przeglądając strony internetowe, natrafiłem na Fundację „Dom w Łodzi”. Pomyślałem, że to dobry moment, aby zaangażować się w pomoc tym, którzy tego potrzebują.

I właśnie tak zostałeś wolontariuszem?

Fundacja, w której działam, pomaga dzieciom, którym los odebrał nie tylko miłość najbliższych osób, ale także zdrowie. Naszym celem jest stworzenie im domu, w którym znajdą bliskość i miłość, a także otrzymają szansę na szczęśliwe i zdrowe życie. Na początku bałem się, że mogę nie podołać temu zadaniu.

Nie było chyba tak ciężko?

Szybko okazało się, że moje obawy były bezpodstawne. Z dziećmi od pierwszego dnia nawiązałem świetny kontakt. Jak tylko mnie zobaczyły, od razu zaczęły się przytulać i chciały, abym zaczął się z nimi bawić. Z czasem mnie nawet nazywać księciem Karolem (śmiech).

Jak dużo czasu poświęcasz na wolontariat?

Minimum jeden dzień w tygodniu. Na ogół jestem jednak w fundacji znacznie częściej. Są to przeważnie dwa-trzy dni w ciągu tygodnia. Ważna jest tutaj systematyczność. Dzieci, jeżeli do kogoś się przywiążą, bardzo tęsknią, a ja za nimi.

Jesteś bardzo wesołą i aktywną osobą. Dzieci nie mogą więc chyba narzekać na nudę...

Zawsze staram się, aby dzieciaki były zadowolone. Bardzo lubią, kiedy układam z nimi klocki, albo biorę do rąk moją gitarę i na niej gram. Jakiś czas temu postanowiłem zorganizować dla nich dwutygodniowe wakacje w Bochni. Dużo zwiedzaliśmy. Byliśmy m.in. w kopalni soli. Dzieci były zachwycone. Przez ten czas mieszkały w moim rodzinnym domu, który cały tętnił życiem. Dzięki ich obecności wszyscy domownicy byli naładowani niezwykle pozytywną energią.

Czy uważasz, że dzięki wolontariatowi stałeś się lepszym człowiekiem?

Na pewno stałem się bardziej wyczulony na ludzką krzywdę. Dzięki pomocy słabszym, złapałem również wiatr w żagle, który pozwala mi każdego dnia się rozwijać.

Czy jednak to, co robisz, nie bywa czasami męczące?

Absolutnie nie. Kocham to, co robię i jest to ważnym elementem mojego życia.

Nic więc dziwnego, że zostałeś najlepszym wolontariuszem w Polsce…

Bardzo cieszę się z tego wyróżnienia. Jest ono dla mnie wielki zaszczytem i motywacją do tego, aby cały czas pomagać osobom, które tej pomocy potrzebują.

W wolnych chwilach śpiewasz natomiast w The Gospel Time.

Działałem w tym chórze przez dziesięć lat. Byłem tenorem. Niedawno zrobiłem sobie jednak przerwę. Myślę, że z czasem do tego wrócę. Nigdy nie powiedziałem, że zamykam przed sobą ten etap życia.

W tamtym czasie dużo koncentrowaliście?

Zagraliśmy dziesiątki koncertów w całej Polsce. Poza tym wzięliśmy udział w dwóch talent show. Raz dotarliśmy nawet do półfinału. Było to dla mnie, jak i dla pozostałych członków grupy, niezwykłe doświadczenie, które na pewno zapamiętamy na bardzo długo.

To było bardziej hobby, czy może sposób na życie?

Zdecydowanie pasja. W dzisiejszych czasach żyć z muzyki jest bardzo ciężko. Aby tak się stało, trzeba mieć bardzo dużą siłę przebicia, a nie jest to wcale proste.

The Gospel Time stanowi zgraną paczkę przyjaciół?

Dzięki zespołowi poznałem mnóstwo interesujących i wspaniałych osób. Z wieloma z nich przyjaźnię się na co dzień. To tam poznałem również wybrankę mojego serca, z którą od niedawna jestem w szczęśliwym związku małżeńskim. Oczywiście, w każdej dużej grupie zawsze znajdą się jakieś tarcia. Zawsze jednak staraliśmy się jednak szybko rozwiązywać problemy.

Od kiedy interesujesz się muzyką gospel?

Tak naprawdę od dziecka. Kiedy byłem nastolatkiem, należałem do bocheńskiego chóru Pueri Cantores Sancti Nicolai, który do dnia dzisiejszego prowadzi ks. Stanisław Adamczyk. Wiele razy uczestniczyłem również w różnego rodzaju oazach, gdzie tego typu muzyka była dość powszechna.

Dzieci z fundacji, jeśli się do kogoś przyzwyczają, bardzo za nim tęsknią

To prawda, że tworzysz również muzykę filmową?

Udało mi się skomponować muzykę do kilku filmów. Były wśród nich zarówno dokumenty, jak i krótkie animacje. Niektóre z nich zdobywały nawet nagrody i to w różnych zakątkach świata. Wśród nich jest m.in. „Baja’s Secret Miracle”, dokument opisujący historię powstania jednego z najciekawszych rezerwatów morskich na wschodnim wybrzeżu Meksyku. W tym miejscu warto również wspomnieć o filmie krótkometrażowym „Ostatnia Wyspa”. Został on stworzony przy pomocy „silnika” do tworzenia gier CrtEngine 3. Była to jedna z nielicznych takich prób na świecie. Nie dostałem jeszcze nagrody za muzykę filmową, ale może kiedyś to się zmieni. Zawsze warto podążać za swoimi marzeniami.

Jak zaczęła się przygoda z branżą filmową?

Od zawsze zwracałem szczególną uwagę na muzykę w filmach, serialach, czy grach komputerowych. Nie zawsze wszystko, co słyszałem, podobało mi się. Często uważałem, że można było zrobić to lepiej. Nie miałem jednak na to zbyt dużych szans, ponieważ profesjonalny sprzęt potrzebny do takiej zabawy był bardzo kosztowny. Teraz elektronika nie jest już tak droga i przy odpowiednich umiejętnościach, nawet w domowym zaciszu, możliwe jest tworzenie muzyki na naprawdę światowym poziomie.

Jakie masz plany na przyszłość?

Przede wszystkim chcę pomóc dzieciakom z fundacji, aby miały lepszy start w życie i dobrze sobie w nim radziły. Marzeniem byłoby znalezienie dla nich rodzin. Jeżeli chodzi natomiast o kwestie muzyczne, to nie mam jakichś konkretnych planów. Mam nadzieję, że pojawią się jednak ciekawe projekty. To życie napisze, co będzie dalej.

A czy nie myślałeś nad powrotem do Bochni?

Swoją najbliższą przyszłość na pewno zamierzam związać z Łodzią. To tam mam pracę oraz mieszkanie. Przyzwyczaiłem się już do życia w tym mieście. Bochnia jest jednak dla mnie wyjątkowa. Mam tutaj bardzo wielu przyjaciół oraz dużą rodzinę, dlatego chciałbym kiedyś wrócić w rodzinne strony. Może za kilka lat zamieszkam ponownie w Bochni? W każdym razie na pewno tego nie wykluczam.

Tomasz Rabjasz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.