Robert Gąsiorek

Trafiło go jedenaście kul. Bohatera rodem z Tarnowa chwalą w Belgii

Trafiło go jedenaście kul. Bohatera rodem z Tarnowa chwalą w Belgii
Robert Gąsiorek

Gdy uzbrojony bandyta napadł na sklep, Paweł Kalisz zasłonił własnym ciałem swoją szefową. Napastnik strzelał do niego raz za razem. „Pan nie powinien tego przeżyć” - usłyszał od lekarzy.

Jeszcze niedawno Pawłowi Kaliszowi nawet przez myśl by nie przeszło, że stanie się bohaterem z pierwszych stron belgijskich gazet. Narażał się na niemal pewną śmierć, rzucając się na uzbrojonego w broń palną osobnika, który na muszkę wziął szefową sklepu w Koortijk. To cud, że przeżył, gdy kule przeszywały jego ciało. Skromny 52-latek wcale nie uważa się przy tym za kogoś wyjątkowego. - Zrobiłem to, co do mnie należało. Drugi raz na pewno postąpił bym tak samo - mówi.

Nie wystraszył się broni

Do mrożących krew w żyłach scen doszło 6 lutego. Była dokładnie godz. 17.40. Paweł Kalisz kończył właśnie pracę w sklepie mięsnym. - Zostałem w środku sam z szefową. Na koniec dnia poszedłem jeszcze do biura, żeby omówić sprawy służbowe - opowiada.

Podczas rozmowy kątem oka zauważył, że do sklepu ktoś wszedł. Szefowa - Carine Vanwjinsbarghe - przerwała rozmowę i wydała w siebie przeraźliwy okrzyk.

- Odwróciłem się w stronę sklepu, żeby zobaczyć dokładnie osobę, która weszła do środka. Zobaczyłem wtedy mężczyznę ubranego na czarno, w rękawicach i kominiarce założonej na twarz - ten obraz na długo zostanie mu w pamięci.

Nieznajomy nagle uniósł prawą dłoń do góry. Trzymał w niej pistolet. Oddał strzał w sufit. Paweł Kalisz instynktownie rzucił się na napastnika. Krzyknął, by kobieta ukryła się na zapleczu.

Nie czułem żadnego bólu

Emigrant z Tarnowa zaczął szamotać się z zamaskowanym bandytą. - Złapałem go za nadgarstek dłoni, w której trzymał broń. Próbowałem obezwładnić, jednak on był ode mnie silniejszy - przyznaje 52-latek.

Byłem święcie przekonany, że napastnik strzela do mnie z pistoletu hukowego

Po krótkiej chwili siłowania się, napastnikowi udało się oswobodzić rękę na tyle, by wycelować lufę pistoletu w pana Pawła. Nacisnął spust.

- Pierwszych ran w ogóle nie czułem. Byłem więc święcie przekonany, że strzela do mnie z broni hukowej. Domyśliłem się, że ma pistolet na dwanaście nabojów, więc poczekam aż opróżni magazynek i się za niego znów zabiorę - mówi.

Gdy napastnik wystrzelił ostatni nabój, rzucił się do ucieczki. Pracownik sklepu postanowił ruszyć za nim. Nagle zobaczył na szklanych drzwiach ślad po kuli.

To wtedy zorientował się, że strzelano do niego z broni ostrej. Wciąż jednak myślał tylko o tym, żeby dogonić bandytę i wybiegł na parking.

Wtedy poczuł potworny ból w nodze. Upadł i wzrokiem odprowadził ruszający z piskiem opon srebrny samochód. - Resztą sił wróciłem do biura. Położyłem się obok drzwi. Nawoływałem szefową, żeby już wyszła. Zadzwoniłem też na numer alarmowy, aby wezwać policję - wspomina.

Tarnowianina zaczęła ogarniać fala gorąca. Zobaczył krew na swojej nodze. - Bałem się, że mam przestrzeloną tętnicę udową i że się wykrwawię - przyznaje.

W policyjnych kajdankach

Po kilku minutach przed sklep podjechał pierwszy radiowóz. W pierwszej chwili funkcjonariusze, zamiast udzielić rannemu pomocy, zakuli go w kajdanki. Wtedy jednak z ukrycia wyszła Carine Vanwjinsbarghe i wyjaśniła belgijskim mundurowym co się dokładnie stało.

Polakiem szybko zajęli się ratownicy, którzy już podjechali na miejsce na sygnale.

- Wiedziałem wtedy, że już krwawię nie tylko z nogi, ale również z tułowia. Nie straciłem jednak przytomności. Zostałem szybko przewieziony do szpitala - relacjonuje.

Paweł Kalisz niemal natychmiast wylądował na stole operacyjnym. Jego stan medycy z Koortijk określali jako krytyczny.

Gdy ocknął się po operacji nie mógł wierzyć w to, co usłyszał od lekarzy. Poinformowali, że jego ciało dosięgnęło aż 11 kul. Sześć przeszło na wylot, pięć utkwiło w tkankach. Lekarze musieli je usunąć z pachwiny, wątroby, płuca i ramienia. Pan Paweł miał nieprawdopodobne szczęście, bo jedna z kul o milimetry minęła kręgosłup.

- Najgorzej wyglądała sytuacja z wątrobą. Groziło mi usunięcie kilku jej płatów. Na szczęście obeszło się bez tego - wzdycha z ulgą.

Po dziesięciu dniach mógł opuścić szpital. Na jednej z wizyt kontrolnych lekarz był dla Polaka szczery do bólu. - Powiedział wprost, że on nie wie dlaczego ja żyję, że to wbrew prawom medycyny - uśmiecha się dziś.

Narodzony po raz drugi

Paweł Kalisz jest przekonany, że swoje życie zawdzięcza Opatrzności Bożej. - Dwa dni po tym zdarzeniu, miałem urodziny. Teraz czuję się jakbym narodził się na nowo - mówi Paweł Kalisz.

Jego wyczyn szeroko komentowano w belgijskich mediach. 52-latek otrzymał oficjalne podziękowania od prezydenta Koortijk. Dziwi się tylko, że z polskiej ambasady nikt się nim nie zainteresował. -To trochę przykre, że nie pamięta się o swoich rodakach. Jednak dla mnie liczy się to, że ocaliłem komuś życie - dodaje z dumą.

Belgijskiej policji do dziś nie udało się niestety schwytać napastnika.

Robert Gąsiorek

Pracuje w redakcji Gazety Krakowskiej w Tarnowie. Piszę o tematach związanych z miastem Tarnowem oraz powiatami: tarnowskim oraz dąbrowskim. Zajmuje się sprawami kryminalnymi oraz przygotowuję teksty dotyczące ludzkich problemów. Wykonuję również fotogalerie z ciekawych imprez, które odbywają się w regionie. Prywatnie interesuje się sportem w szczególności piłką nożną.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.