Trudne dzieciństwo nauczyło ją, że musi sama walczyć o swoje

Czytaj dalej
Paweł Gzyl

Trudne dzieciństwo nauczyło ją, że musi sama walczyć o swoje

Paweł Gzyl

Choć ojciec, który był uznanym aktorem, zostawił rodzinę, kiedy miała 9 lat, poszła w jego ślady. Nie skończyła szkoły teatralnej, ale widocznie ma talent w genach. Dziś odnosi sukcesy nie tylko w kinie i w teatrze, ale też w telewizji

Niedawno skończyła 30 lat - i być może to sprawiło, że dokonała w swym życiu pewnych podsumowań. Efektem tego może być jej rezygnacja z udziału w popularnym serialu „M jak miłość”, w którym wciela się w postać Ali Zduńskiej. Oto bowiem po powrocie z wypadu do USA aktorka wyznała w „Tele Tygodniu”:

- Gram w serialu cztery lata. Nigdy wcześniej nie byłam związana z jedną produkcją tak długo. Trochę mam dosyć takiego tempa pracy i rutyny, która w tę pracę wkradła się niepostrzeżenie. Czuję, że to dla mnie nie jest dobre. Trzeba wiedzieć, kiedy w dobrym stylu wyjść z balu. Czuję, że ten czas zbliża się wielkimi krokami. Chciałabym wprowadzić taką zmianę w swoim życiu. Może te moje 30. urodziny coś we mnie jednak pootwierały?

Wielbiciele młodej aktorki mogą ją obecnie oglądać w show „Agent - Gwiazdy”. Ponieważ od zawsze prowadzi aktywny tryb życia - odnalazła się w programie bez problemu. Przed programem wzięła nawet lekcje tajskiego boksu, aby być w lepszej formie.

Być może dlatego ocenia innych uczestników, którzy nie zawsze sobie tak dobrze radzili jak ona, z dystansem.

- Część osób chciała przypomnieć o sobie szerszej publiczności, inni o tę popularność dopiero walczą, reszta miała zamiar dobrze się bawić, a przy okazji zarobić trochę pieniędzy. Ja należałam do trzeciej grupy - wyznaje w „Gali”.

Największym wyzwaniem było dla aktorki działanie w drużynie. Nie wszystkim jednak to pasowało - i jak sama przyznaje niemal każdy patrzył na każdego podejrzliwie. Do tego dochodziły tajemnice produkcyjne, które do dziś każdy uczestnik musi zachować dla siebie. Dlatego gwiazda twierdzi, że na początku było zabawnie - ale z czasem wszystko to stało się męczące.

- Wróciłam z Argentyny z tym samym kręgosłupem moralnym, z jakim pojechałam. Jestem zadziorna, trochę przeklinam, trudno w takich warunkach udawać inną osobę. Myślę, że nawet wybitny aktor nie dałby rady. Teraz oglądam każdy odcinek z wielkim zaciekawieniem - dodaje.

Dom bez ojca

Ten hardy charakter po części tłumaczy fakt, że po kądzieli jest góralką - jej dziadkowie ze strony mamy mieszkają w Zakopanem. Ich córka wybrała jednak Kraków. Tam zakochała się bez pamięci w przystojnym aktorze - Janie Fryczu. Małżeństwo doczekało się aż piątki dzieci.

- Nie miałam się przed czym buntować, bo na dużo mi zawsze pozwalano. Od dziecka byłam bardzo samodzielna. Uczyłam się w szkole muzycznej, miałam mnóstwo zajęć pozaszkolnych. Opiekowałam się młodszymi braćmi i miałam bardzo dużo obowiązków. Wiedziałam, że pewnych rzeczy nie mogę zrobić. Zresztą nie za bardzo miałam na to czas. Jeździłam na obozy sportowe i językowe, miałam wolność i zaufanie rodziców - mówi dziś w „Gali”.

Rodzina Fryczów żyła trochę hipisowskim stylu. Nie było tam tematów tabu. Ojciec rzadko bywał w domu, ale jak się już pojawiał, to zawsze było wesoło. Pewnego dnia kupił jako jeden z pierwszych w Polsce kamerę wideo - i filmował rodzinne wycieczki do Bolechowic. Kłótni nigdy nie było słychać w domu Fryczów. Niestety - pewnego dnia ojciec się wyprowadził.

- Brakowało go na każdym kroku, ale samego momentu wyprowadzki nie pamiętam. W ogóle mało pamiętam z tamtego okresu. Nie wiem nawet, ile dokładnie miałam wtedy lat. Może dziewięć? W tym czasie rodzice koleżanki z klasy też się rozwodzili. To głupie, ale zazdrościłam jej, że co tydzień miała nowy tornister, piórnik z superwyposażeniem, wyjeżdżała na wakacje za granicę. Jej rodzice walczyli między sobą, każde z nich próbowało przekabacić tę dziewczynkę na swoją stronę. O nas mama walczyła w sądzie, musiała udowodnić, że sama da radę wychować mnie i rodzeństwo... A tata? Nie widziałam go chyba osiem lat - podsumowuje gorzko Olga w „Twoim Stylu”.

Kiedy była w liceum, spotkała ojca przypadkowo na Rynku Głównym. „Dzień dobry” - ukłoniła się grzecznie.

On odpowiedział tym samym - i po chwili zapytał, czy nie powinna być w szkole. Ponieważ nastolatka była akurat na wagarach, odpowiedziała bezczelnie: „Nie wtrącaj się, bo nawet nie wiesz do jakiej szkoły chodzę”.

Wtedy ojciec zaczął interesować się córką. Niestety - wspólne spotkania nie kończyły się dobrze. Dopiero po latach Olga wybaczyła mu opuszczenie rodziny.

Aktorka mimo wszystko

Mama musiała się mocno natrudzić, aby utrzymać piątkę dzieci. W domu więc nie było luksusów - i wszyscy musieli się dzielić wszystkim.

Kiedy brakowało pieniędzy, rodzina jechała do Łęgu, gdzie mieszczą się studia krakowskiej telewizji i tam przez dwie godziny klaskała ile sił w dłoniach, biorąc udział w nagrywanych programach. Stamtąd od razu ruszali do supermarketu - i robili wielkie zakupy.

W okresie liceum Olga pracowała jako kelnerka w pizzerii przy ulicy Karmelickiej. Potem zaczęła statystować w filmach. Pierwsze zarobione w ten sposób pieniądze nie mogła jednak przeznaczyć na dziewczyńskie fanaberie, tylko na... zęby dla brata Wojtka, które wybił je sobie na wakacjach.

Mam wybuchowy charakter, nawet spokojną osobę mogę doprowadzić do szału

- Czasem biliśmy się z rodzeństwem o różne rzeczy. Szarpaniny, kłótnie... to było normalne. Kiedy jednak byliśmy wszyscy razem, tworzyliśmy zespół. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Muszkieterowie. Oprócz tego mama zawsze powtarzała mi, że lepiej siedzieć cicho i czekać na to, co zadecyduje los. Skromniutko i cichutko - opowiada w „Grazii”.

Mimo że Olga nie mieszkała z ojcem, jego wpływ na nią był ogromny. Nic więc dziwnego, że po maturze zdecydowała się zdawać na studia aktorskie.

Niestety, pomimo dwóch prób nie udało się jej dostać. Miała już wtedy na koncie małe role, odwołała się więc od tej decyzji - jednak bez skutku.

Wszyscy usłyszeliśmy o Oldze, kiedy zagrała w filmie „Wszystko, co kocham”. Opowieść o nastolatkach z lat 80., odnajdujących w punkowej muzyce motywację do pokoleniowego buntu, stała się wielkim przebojem. I nie sposób było nie zwrócić uwagi na młodą aktorkę, choćby dlatego, iż odważyła się ona na śmiałą scenę miłosną.

Występ w filmie „Wszystko, co kocham” miał także wielki wpływ na życie prywatne Olgi. Związała się bowiem z jego reżyserem - Jackiem Borcuchem - który zostawił dla niej żonę, Ilonę Ostrowską i córkę Miłosławę. Przeszkody nie stanowił nawet fakt, że między zakochanymi było szesnaście lat różnicy.

- Ja mam dość wybuchowy charakter, nawet najbardziej spokojną osobę mogę doprowadzić do szału. Już tak mam. Ale on świetnie potrafi sobie z tym radzić. Poza tym myślę, że ważne jest zaufanie. Z jednej strony dawanie sobie dużo przestrzeni, a z drugiej - stwarzanie sobie nawzajem miejsca, do którego można wracać i czuć się bezpiecznie - mówiła wtedy Olga w „Mieście Kobiet”.

Jednak związek się rozpadł. Aktorka miała podobno dość rozrywkowego trybu życia reżysera. A kiedy doszły do niej słuchy o romansie partnera, para rozstała się na dobre. Dziś aktorka jest związana z Grzegorzem Sobieszkiem - trenerem tajskiego boksu.

Paweł Gzyl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.