Julia Kalęba

Trzy życia Bramy Floriańskiej

Trzy życia Bramy Floriańskiej
Julia Kalęba

Brama, która witała i żegnała królów, którą Jan Matejko mijał w drodze do pracy na Akademii Sztuk Pięknych, miała być zburzona po raz pierwszy 200 lat temu. W styczniu 1817 roku uratował ją prof. Feliks Radwański.

Wysunięta najbardziej na północ witała Kopernika, królów, uczonych. Porta Gloriae, brama chwały. Kto nie zdążył przez nią wejść przed zmrokiem, musiał czekać do rana. Szybko stała się najważniejszą bramą Krakowa. Nie tylko dlatego, że biegł przez nią trakt do Kleparza koło kościoła św. Floriana, ale też z tego powodu, że do miasta z trzech stron otoczonego bagnami, suchą stopą można było wejść tylko od północy.

Zyskała popularność wśród średniowiecznych mieszczan, podobała się królom. W jej bramie rozpoczynali uroczystą trasę na Wawel. Nie chodzili nią skazańcy. Nazwano ją Bramą Floriańską, choć właściwie mogłaby być Florencką.

I ta wieża miała być zburzona 200 lat temu. Ale przetrwała rozbieranie murów miasta i wprowadzenie tramwaju elektrycznego. Niektórzy twierdzą, że krakowski skarb przeszłości po prostu nie mógł zniknąć. Dziś każdy odwiedzający miasto podziwia ponad 34-metrową wieżę. Nie każdy jednak wie, że to baszta, która już trzy razy miała runąć.

Chodziło o kobiety

Kraków, początek XIX wieku: wiele kamienic stoi pustych, mieszkańcy wyrzucają do fosy otaczającej miasto śmieci, które tam gniją. Na pobliskim rynku kleparskim (dawniej Florencja) odbywa się targ koński. Zapach unosi się nad okolicą.

Pada decyzja o zburzeniu murów miejskich. Przesądzają o tym władze austriackie, a dokładniej Gubernium dla Zachodniej Galicji.

- Kraków w tym czasie był niewielkim miasteczkiem, liczącym ok. 10 tys. mieszkańców, czyli pięć razy mniej niż w czasie średniowiecza, kiedy powstawały mury miasta. Krakowianie nie byli już w stanie ich utrzymać - tłumaczy Maciej Miezian, historyk sztuki z Muzeum Historycznego Miasta Krakowa.

Cegła i kamień mogą służyć kolejnym inwestycjom miejskim, np. budowie kanałów - dzięki temu ich remont zostaje przeprowadzony jak najmniejszym kosztem. Pojęcie zabytku nie jest jeszcze znane. Znika nie tylko większość murów obronnych, ale także wiele kościołów, które odwiedza coraz mniej wiernych. Burzone jest wszystko, co wydaje się zbędne.

Więc dlaczego nietknięty pozostaje fragment północnego muru miejskiego?

- Chodziło o kobiety wychodzące z kościoła Mariackiego. Kiedy wiatr powiewał od Prądnika, podnosił ich krynoliny. A pokazywanie kostek spod wielkich, rozkloszowanych sukni uchodziło wówczas w mieście za zgorszenie - mówi Miezian.

Prof. Feliks Radwański, architekt i profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego pisze więc długi list do władz, w którym przekonuje o zachowaniu murów: „Chronią one przed wiatrami wiejącymi pod Kościół Mariacki od Kleparza. Niedobre to wiatry, bo smrody i śmieci znosić będą, a także bezbożnie podwiewać spódnice Paniom Matkom i Żonom”.

Udaje się.

W styczniu 1817 roku prof. Radwański słyszy decyzję o pozostawieniu fragmentów średniowiecznej fortyfikacji. Dzięki jego interwencji północna część murów, w tym Brama Floriańska oraz Barbakan, unika wyburzenia.

U Czartoryskich

Kraków, druga połowa XIX wieku: pozostałości z murów obronnych wraz z basztami i pobliskim Arsenałem mają być zagospodarowane. A najlepiej zburzone. Miasto daruje je Czartoryskim.

Matejko codziennie przechodził nią do pracy do Szkoły Sztuk Pięknych, rozdając po drodze pieniądze żebrakom spod bramy.

Książę Władysław postanawia utworzyć w baszcie rodową kaplicę (początkowo mieściły się tam izby straży miejskiej). Rada Miasta zgadza się na ten pomysł pod warunkiem, że Czartoryscy nie zmienią dotychczasowego wyglądu wieży. Dzięki temu, w 1882 roku, Brama Floriańska zostaje ocalona przed wyburzeniem po raz drugi.

W tym czasie baszta zyskuje również na zewnątrz, od strony rynku kleparskiego. Nietrwałą i zniszczoną płaskorzeźbę orła miasto wymienia na nową, projektu Jana Matejki.

Artystę z bramą łączy jeszcze jedno.

- Matejko codziennie przechodził nią do pracy do Szkoły Sztuk Pięknych, rozdając po drodze pieniądze żebrakom spod bramy. Wiedzieli, że jest hojny, więc tam czekali - mówi Maciej Miezian i dodaje: - Podobno rodzina pytała go, czy wie, że oni to przepiją, ale odpowiadał, że cóż może zrobić, skoro są ubodzy, a on ma dobre serce...

Przy powstającej kaplicy zaczynają pracę znani architekci i rzeźbiarze: Wandalin Beringer, Maurycy Gabriel Ouradou.

Franciszek Górski (kojarzony z malowidłami w kościele Franciszkanów) zdobi ściany, sufit, podniebienie sklepień. Kamienny ołtarz w stylu neogotyckim według dostarczonego - najpewniej przez księcia - rysunku, powstaje w 1886 r. w pracowni kamieniarskiej Edwarda Stehlika, absolwenta krakowskiej Szkoły Sztuk Pięknych.

Gdy po latach do kaplicy wejdą miejscy konserwatorzy zabytków, zobaczą czerwono-granatowe ściany pokryte złotymi zdobieniami oraz geometrycznymi i roślinnymi wzorami.

Tramwaj numer jeden

Kraków, początek XX wieku: miasto przygotowuje się na rewolucję komunikacyjną: zamiast tramwajów konnych mają ruszyć pierwsze wozy elektryczne.

Uruchomienie trakcji elektrycznej w 1901 roku jest kolejnym realnym zagrożeniem dla Bramy Floriańskiej, którą miasto próbuje ponownie rozebrać.

Przez basztę ma przejechać mały, pojedynczy wagonik z odbierakiem połączonym z przewodami trakcyjnymi. Linia numer jeden.

Problem w tym, że sam tramwaj ledwo może się tam zmieścić, a na dodatkowe druty już zupełnie nie wystarczy miejsca. Pada więc pomysł, żeby łuk, który zawadza, podciąć.

„Łatwo pojąć, jaki krzyk podnieśli konserwatorzy: niszczyć te wymiary, te cudowne proporcje, naruszać odwieczne mury!” - pisał w zbiorze felietonów Tadeusz Boy-Żeleński.

Miłośnicy zabytków znajdują inne wyjście: zamiast przekształcania bramy, czyli jej zniszczenia, można przecież obniżyć poziom ul. Floriańskiej.

Jezdnia staje się o półtora metra niższa, a pierwszy elektryczny tramwaj może nią swobodnie przejechać. Od 1902 roku swoją trasę zaczyna na Moście Podgórskim. Ulicami Mostową, Krakowską i Grodzką dojeżdża do Rynku Głównego. Następnie ul. Floriańską wjeżdża pod bramę i skręca w Basztową, zostawiając za sobą dzwonienie szklanek i porcelany w kredensach przyulicznych mieszkań.

Muzeum

Kraków, początek XXI wieku: startują prace konserwatorskie murów miejskich, w tym Bramy Floriańskiej i Barbakanu. Baszta wchodzi w skład Muzeum Historycznego Miasta Krakowa i zostaje udostępniona zwiedzającym. Do dawnej kaplicy Czartoryskich zwiedzający mogą wejść po schodach z XIX wieku. W środku niewiele się zmieniło.

Za to ul. Floriańska wróciła do swojego dawnego poziomu. Po torach nie ma śladu. Wkoło starych murów spacerują tłumy gości, krakowian, kilku ulicznych grajków. Krakowiacy w ludowym stroju i z akordeonem przygrywają w jej przejściu. Tuż obok malarz prezentuje swoje obrazy, zatrzymuje się przy nich szkolna wycieczka.

W planach turystów Brama Floriańska stanowi obowiązkową pozycję. Niewiele osób wie, że to niejedyna z bram miejskich, które pozostały po średniowiecznych zabudowaniach. Inna, zapomniana, znajduje się na Gródku przy zakonie sióstr Dominikanek - została po prostu włączona w teren klasztoru. Historycy podkreślają, że patrząc na bramę na Gródku można wyobrazić sobie pierwotną Bramę Floriańską - taką, jaką była, zanim rozbudowano ją w XVII wieku. W sumie było ich siedem, co symbolizowało doskonałość.

Julia Kalęba

Dziennikarka działu Magazyn "Gazety Krakowskiej"

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.