Tu Hemingway, tam Hemingway! Było ich 140. Wielka impreza w tropikach

Czytaj dalej
Fot. Joanna Weryńska/Wikipedia
Joanna Weryńska

Tu Hemingway, tam Hemingway! Było ich 140. Wielka impreza w tropikach

Joanna Weryńska

Key West opanowało ponad 140 Hemingwayów, którzy w ten nietypowy sposób świętowali niedawne urodziny pisarza. Korespondencja z tropikalnej wyspy na Florydzie.

Latem tu, na samym końcu USA, panuje taki upał, że mieszkańców bardziej od huraganu przeraża awaria klimatyzacji. Ten kawałek lądu, będący domem Indian, piratów i Ernesta Hemingwaya, pustoszeje.

Po biegnących od Atlantyku do Zatoki Meksykańskiej uliczkach spacerują głównie kury, zielone iguany i czerwoni od oparzeń słonecznych turyści. Poza tym - bezruch.

Żeby dać radę tropikalnemu gorącu, trzeba być takim twardzielem jak Hemingway. Dlatego - chociaż światowej sławy pisarz umarł ponad 60 lat temu - na Key West nadal jest gwiazdą.

Twarz autora ,,Starego człowieka i morza” uśmiecha się z witryn wszystkich sklepów z pamiątkami. Na siłowni wisi wielka fotografia noblisty na ringu bokserskim. W portowym barze odkrywam Hemingway burgera w menu. Ukochany autor Amerykanów wciąż gdzieś na Key West jest.

Rum w Sloppy Joe

Może siedzi w barze Sloppy Joe’s? Po dniach intensywnego pisania i wędkowania spędzał w tym lokalu wieczory z przyjaciółmi. Wpadali na kieliszek (lub trzy) rumu. Właściciel baru, Joe Russell, wędkował z noblistą. Gdy pisarz rozwiódł się z Pauliną Pfeiffer, przechowywał na tyłach baru swoje rzeczy.

Zaglądam do legendarnego lokalu i wtedy staje przede mną sam Ernest Hemingway.

Po chwili ,,Hemingwayów“ widzę już wszędzie. Twarz z szerokim uśmiechem otoczonym białą brodą, rosła postura. Nawet ubrani są tak, jak pisarz.

Wełniany sweter w tropikach

Mają na sobie spodenki i rybackie koszule w kolorze khaki. Kilku jest w wełnianych swetrach. Przy 40-stu stopniach to nie lada wyczyn. Białobrodym panom jednak gorąco nie przeszkadza. Witają się jak starzy przyjaciele.

Zatopieni w pogawędkach, sączą drinki i wymieniają się grubymi książkami o Hemingwayu.

Dzieje się jakaś magia. Dzięki brodaczom w spodenkach khaki Key West budzi się z upalnego bezruchu. Znów staje się gwarnym miasteczkiem pełnym piratów, rybaków i innych oryginałów, do którego w latach 30-tych przypływa młody pisar, po czym szybko się zadomowia na koralowej wyspie, z której bliżej jest na Kubę niż do centrum handlowego. Dużo pisze, poluje na wielkie i niebezpieczne ryby, boksuje, zrywa z drugą żoną, zabiega o trzecią i nazywa siebie ,,Papą“, chociaż ma tylko 30 lat. Zdobywa serca mieszkańców Key West i zaprasza na wyspę przyjaciół po piórze.

Dzięki niemu skrawek lądu o wymiarach 3x6 km staje się literacką mekką. Brodaci panowie przybyli do Key West, by kontynuować radycję. Biorą udział w dniach Ernesta Hemingwaya i świętują 120-te urodziny idola.

Tylu Hemingwayów!

Największą atrakcją festiwalu jest konkurs na sobowtóra pisarza. Zabawa odbywa się od 40 lat. W pierwszym konkursie, w 1981 roku, udział wzięło niespełna 40 brodaczy. Zwycięzcę wybrał brat noblisty, Leicester Hemingway. W tym roku na tropikalną wyspę przybyło ponad 140-stu sobowtórów z USA i całego świata. Marzą o tym, by zdobyć tytuł Papy, statuetkę i medalion z napisem ,,Ufamy Papie“. Jednak nie wygrana jest najważniejsza. Liczy się dobra zabawa.

Plastikowe byki, wielki tort

Najpierw kandydaci mają 15 sekund, by z barowej sceny przekonać do siebie publiczność i 14 sędziów. Arbitrami są też sobowtóry Hemingwaya. Kandydaci robią wszystko, żeby udowodnić, że z pisarzem łączy ich nie tylko wygląd. Wyznają, że lubią wędkować, posiadają identyczną łódź jak ta Hemingwaya albo jak on lubią rum, dobrą zabawę i ludzi.

Kandydaci na ,,Papę“ opanowują nie tylko kultowy lokal, ale i - całą wyspę. Maszerują ulicami miasta w czerwonych beretach, bandanach i w białych koszulach, odgrywając bezkrwawą - bo z udziałem plastikowych zwierząt - wersję biegu byków.

Na koniec wszyscy zajadają wielki, urodzinowy tort dla Papy. Dzięki grupie brodaczy w miasteczku dzieją się historie jak z książek Ernesta Hemingwaya. Jestem szczęściarą, bo wysłuchałam kilku z nich.

Ernest, a trochę Santa Claus

- Zdecydowałem się założyć sweter, jak zwycięzca konkursu z zeszłego roku - mówi starszy pan siedzący przy barowym stoliku. Norman Gaver przyjechał do Key West z Karoliny Północnej. Jego żona Victoria uważnie strzepuje pyłki z wełnianego ubrania małżonka. Kiedy mężczyzna wchodzi na scenę, starsza pani błyskawicznie wskakuje na barowe krzesło i krzyczy ,,Norman na Papę 2019!“. Wtóruje jej grupa dziewczyn otaczająca stolik Gaverów. Na moje pytanie, czy to ich córki, małżonka sobowtóra wybucha śmiechem i wyjaśnia, że nie. To jego fanki. Chodzą za nimi krok w krok.

Normana Gavera z autorem ,,Starego człowieka i morza” łączy nie tylko broda, sweter i powodzenie u płci pięknej. - Hemingway powiedział kiedyś, że ,,emerytura” jest najbrzydszym słowem w języku angielskim. Całkowicie się z nim zgadzam. Mam 78 lat i nie zamierzam przestać pracować. Podobnie jak on służyłem w armii - mówi Norman Gaver.

Były żołnierz, a obecnie inżynier pracujący dla firmy energetycznej nie sądził, że przypomina pisarza. - Żona zawsze mi powtarzała, że wyglądam jak Św. Mikołaj, przebierałem się za niego. Kiedyś w sprawach biznesowych wybrałem się do Key West. Moi współpracownicy ubolewali nad tym, że nie było mnie na wyspie tydzień wcześniej i pokazali mi zdjęcia z konkursu. Postanowiłem spróbować - wyjaśnia.

Od lat świetnie łączy bycie Mikołajem i Hemingwayem. Po świętach przycina brodę tak, żeby kształtem przypominała zarost Hemingwaya.

Jedz mikrofon!

Stephen Terry też lubi wracać do Key West. Programista z Tampy bierze udział w wydarzeniu po raz 11. W 2013 roku został ,,Papą”. W ten sposób stał się dożywotnio jednym z 14 sędziów w konkursie. - Brodę zapuściłem młodo. Kiedy zaczęła siwieć, znajomi sugerowali, żebym wziął udział w wydarzeniu. Wszedłem do baru Sloppy Joe’s i zobaczyłem ponad setkę facetów wyglądających tak, jak ja. To było niesamowite - opowiada Terry.

Zaprzyjaźnił się z pozostałymi uczestnikami. - W tym konkursie nie ma rywalizacji. Łączy nas braterska więź. Otrzymałem od innych kandydatów wiele rad. Najlepszą z nich było to, żebym przyłożył mikrofon do ust, kiedy do niego mówię. Jeden Papa powiedział mi, ,,Jedz mikrofon!” - wspomina ze śmiechem Terry.

Do grupy finalistów dołączył w 2010 roku. - To był wielki dzień! Kiedy zszedłem ze sceny, moja żona krzyknęła:„Będziesz dziś miał najlepszy seks w życiu!”. Głośniej niż zamierzała - wspomina Stephen Terry.

10 kilogramów Papy

Richard Royston, zwycięzca konkursu z 1989 roku, odkrył wyszczuplającą moc konkursu. Żartuje, że może spokojnie napisać książkę dietetyczną. Poprosił on ciotkę swojej sekretarki, żeby zrobiła mu na drutach identyczny sweter z golfem, jak ten, który nosił Ernest Hemingway. Za usługę zapłacił 50 dolarów. Sweter tak spodobał się publiczności i pozostałym sobowtórom, że Royston został Papą.

Noszenie odzieży zimowej w połowie tropikalnego lata było jednak testem wytrzymałości. Royston stracił prawie 10 kilo w jeden dzień. To było najlepiej zainwestowane 50 dolarów.

Przed maszyną mistrza

Stephen Terry dostąpił nie lada zaszczytu. - Usiadłem przed maszyną do pisania Papy w jego domu na Key West. Wielkie przeżycie - wspomina Papa 2013.

Dla pozostałych uczestników ma niezawodną radę: zaprzyjaźnij się z innymi. Jeśli nie wygrasz, może jeden z twoich przyjaciół wygra - doradza.

Papy z 2002 roku, Rona Thomasa, nie sposób nie polubić. Fryzjer i artysta z Phoenix w Arizonie zawsze znajdzie wolną chwilę na pogawędkę. Stojąc na środku ulicy, opowiada mi historie i jeszcze rysuje coś w moim notesie. - Tak jak Hemingway pasjonuję się wędkarstwem. Jeden z przyjaciół przeprowadził się do Sun Valley w Idaho. Zaprosił mnie do siebie. Wędkowałem całymi dniami - opowiada. - Pewnego wieczoru zostałem zaproszony na kolację do znajomych przyjaciela. Wszyscy przedstawiali się, używając wyłącznie imion. Następnego dnia dowiedziałem się, że spędziłem wieczór z rodziną Hemingwaya. Miałem wtedy niespełna 30 lat i było dla mnie nie lada przeżyciem uścisnąć dłoń jego syna Jack’a - opowiada Ron Thomas.

Po tym wydarzeniu wpadł w wir pracy. Zrobił wielką karierę we fryzjerstwie. Został jednym z najlepszych fryzjerów męskich w USA. Jeden z klientów pokazał mu artykuł o konkursie na sobowtór Hemingwaya. W 1996 roku Ron Thomas wybrał się do Key West.

Jedna z kochanek

Zajrzał do baru Sloppy Joe’s i stanął twarzą w twarz ze znajomymi Ernesta Hemingwaya.

- Schodząc ze sceny, poczułem, że ktoś dotknął mojego ramienia. Odwróciłem się i zobaczyłem wspaniałą, starszą kobietę. Dama była po 80-tce. Miała kapelusz z przypiętym z słonecznikiem. Przyglądała mi się przez chwilę z papierosem zwisającym z kącika ust i zapytała, czy mam czas na drinka. Odpowiedziałem, że chętnie się napiję. „Czy obejrzałeś wszystkie fotografie pana Hemingwaya?”, zapytała. „Mam na myśli to, na którym jego rękawice bokserskie nie są zasznurowane i nie ma na sobie koszuli, tylko podkoszulek”, uściśliła. Zapewniłem ją, że obejrzałem również to zdjęcie. Klasyczna dama spojrzała na mnie od góry do dołu. Zapaliła papierosa i oświadczyła: „Masz taką samą sylwetkę jak pan Hemingway”. Potwierdziłem, że mam podobne ramiona i tyłek. Zaśmiała się. ,,Dużo wiesz o jego budowie ciała”, przyznałem. „Cholera, masz rację. Byłam jedną z jego kochanek”, wyznała z mocą - opowiada Ron Thomas.

Czynić dobro

Tego samego wieczoru spotkał on Kermita ,,Shine” Forbesa. Czarnoskóry bokser z Key West stał się sławny po tym, jak rzucił się z pięściami na Hemingwaya. Pewnego razu walczył z jakimś zawodnikiem, którego kilka razy powalił. Walka była tak nierówna, że Forbes zaczął z niesmakiem rzucać ręcznikiem na ring. Arbiter wciąż go odrzucał. Kiedy ręcznik uderzył Forbesa w twarz, bokser, nie zwracając uwagi, rzucił się na arbitra z pięściami.

Potem dowiedział się, że tym arbitrem był Hemingway. Poszedł go przeprosić. Zaprzyjaźnili się. Wspólnie trenowali boks, ukochany sport pisarza.

Postać pięściarza zainspirowała sobowtórów pisarza do tego, by pomagać finansowo zdolnej młodzieży z dzielnicy Key West, w której mieszkał Kermit ,,Shine” Forbes.

Rodzina sobowtórów

Spotykam ich w czasie zawodów wędkarskich sobowtórów. Kiedy stoją razem w doku portu Key West, wyglądają jak dwie żywe kopie Hemingwaya w różnym wieku.

Wally Collins ma pełne ręce roboty. Jako sędzia pomaga uczestnikom z przynętami, wskazuje im najlepsze miejsca do połowu i wypuszcza do wody złowione wcześniej ryby. Owinięty ogromnym ręcznikiem wygląda jak buddyjski mnich z brodą Ernesta Hemingwaya. Nieśmiało pytam go, jak to jest być Papą roku. Obrusza się. - Ja nie jestem Papą na rok. Jestem Papą na całe życie - wyjaśnia.

Wally Collins namówił do udziału w konkursie również syna, Matta. Jest on najmłodszym finalistą zabawy. Jako jedyny nie ma siwej brody. Za to z przyciemnionymi wąsami i włosami wygląda identycznie jak Hemingway w latach 30-tych. - Organizatorzy konkursu rozważają przyjęcie do grona Hemingwayów młodszych mężczyzn. Może jeśli wygra młodszy Papa, to obecna generacja - która nic o pisarzu nie wie - zainteresuje się jego twórczością. Ja wychowałem się na książce ,,Stary człowiek i morze“. Najwięcej jednak o Hemingwayu dowiedziałem się, przyjeżdżając do Key West. - wyznają obaj panowie, przypominający wyglądem wielkiego noblistę.

Joanna Weryńska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.