W dzisiejszych czasach niełatwo być lekarzem. Zawód dobija biurokracja

Czytaj dalej
Fot. Paweł Chwał
Paweł Chwał

W dzisiejszych czasach niełatwo być lekarzem. Zawód dobija biurokracja

Paweł Chwał

Doktor Stanisław Bem od ponad 60 lat leczy tarnowian, a wolnych chwilach kolekcjonuje znaczki. Za ofiarną służbę ludziom odebrał medal Gloria Medicinae - dla najlepszych polskich lekarzy.

Nietrudno domyślić się, że jest pan tarnowianinem...

No tak, przez nazwisko, które noszę (śmiech, przyp. red.). Ale uprzedzę kolejne pańskie pytanie. Z generałem Józefem Bemem nie łączą mnie żadne więzy rodzinne. On był kawalerem i z tego co mi wiadomo, nie miał potomka. Moim stryjom, którzy byli przed wojną oficerami Wojska Polskiego, zależało wprawdzie bardzo na tym, aby takie powiązania znaleźć, ale mimo podejmowanych na różne sposoby poszukiwań, tych związków rodzinnych z bohaterem Polski i Węgier nie znaleźli.

Dlaczego został pan lekarzem. Czy to tradycja rodzinna?

Bynajmniej. Jestem pierwszym i jak do tej pory jedynym przedstawicielem mojej rodziny, który zdecydował się na studia medyczne i pracę w szpitalu. Moi przodkowie byli urzędnikami i nauczycielami, a moje dzieci również wybrały inne profesje. Dwie córki są sędziami, a syn wprawdzie jest doktorem, ale... chemii i pracuje w tarnowskich Azotach. Od dziecka ciągnęło mnie do medycyny, bo bardzo chciałem pomagać innym. Jako harcerz kompletowałem sprawności sanitarne, a w liceum chodziłem do klasy o profilu przyrodniczym. Potem były studia na Akademii Medycznej w Krakowie. Dyplom zdobyłem dawno, dawno temu, bo w 1955 roku. Lata mijają, a ja nadal praktykuję ten zawód i wciąż mi się chce.

Kiedy było łatwiej być lekarzem. 60 lat temu czy teraz?

Z zawodowego punktu widzenia na pewno łatwiej jest teraz. Medycyna zrobiła bowiem ogromny krok do przodu. Jest zdecydowanie więcej sprzętów, które ułatwiają postawienie właściwej diagnozy i usprawniają cały proces leczenia. Jak stawiałem pierwsze kroki jako lekarz na oddziale chorób wewnętrznych szpitala miejskiego w Tarnowie, to chory z zawałem serca spędzał w szpitalu minimum sześć tygodni, z czego dwa leżał kamieniem. W tej chwili to już po trzech dniach opuszcza szpital i może nawet pójść do pracy, bo szybko robią mu koronarografię, zakładają stenta i udrażniają naczynie wieńcowe.

A pod jakim względem jest gorzej?

Lekarze mają coraz więcej pracy do wykonania. I nie myślę tutaj o wielogodzinnych dyżurach pełnionych w szpitalach, także w święta i nocami, bo te są nieodłącznie związane z wykonywaniem tego zawodu, ale przede wszystkim o zajmującej im mnóstwo czasu administracji. Pacjenci niejednokrotnie skarżą się na to, że lekarze nie mają dla nich czasu, że ich zbywają podczas badania. Jest w tym niestety sporo prawdy, bo sporą część wizyty muszą poświęcić na wypełnianie przeróżnych formularzy i rubryk - w których muszą niejednokrotnie tłumaczyć się wręcz z tego, dlaczego przepisują pacjentowi akurat taki, a nie inny lek. Biurokracja staje się ważniejsza niż rozmowa z chorym. I to jest... chore.

Etos lekarza nie minął, ale jest on dużo mniejszy niż wtedy, gdy zaczynałem leczyć.

Ma pan ponad 60-letni staż lekarski. Jakie wskazówki dałby pan osobom, które są dopiero u progu lekarskiej kariery?

Lekarz, wbrew tej całej narzucanej mu administracji, powinien być przede wszystkim lekarzem. Musi mieć czas na przebadanie i wysłuchanie osoby, która do niego przychodzi po pomoc. Starannie przeprowadzony wywiad to podstawa do dalszego leczenia. Tego nie można lekceważyć i zbywać, bo wówczas można przeoczyć istotne zmiany w organizmie, które w konsekwencji mogą skutkować poważnymi problemami zdrowotnymi, a nawet zgonem. Każdy lekarz powinien być empatyczny i potrafić się wczuć w rolę chorego.

Lubi pan dowcipy o lekarzach?

Tak, ale pod warunkiem, że są śmieszne. Zazwyczaj przepuszczam je jednak lekko przez palce i nie przywiązuję do nich większej wagi. Codzienność lekarza nie jest bowiem zabawna i w zdecydowanej większości wiąże się z ludzkimi dramatami, bólem i cierpieniem, a to nie jest przyjemne.

Dla pana odskocznią od pracy są znaczki pocztowe...

Zainteresowanie filatelistyką rozwijało się u mnie niemal równocześnie z karierą zawodową. To pasja, której jestem niezmiennie wierny od dziecka. Od kilkunastu lat jestem wiceprezesem Zarządu Okręgu Polskiego Związku Filatelistów, który liczy obecnie 160 członków. Lekarzy w tym gronie jest niewielu, góra kilku.

Ma pan bogatą kolekcję?

Moją chlubą jest zbiór: „Tarnów w dokumentacji pocztowej”, na który składają się między innymi listy z XVIII i XIX wieku, w tym telegram do księżnej Sanguszkowej z kondolencjami po śmierci męża czy unikatowe znaczki austriackie, z przybitymi na nich pieczątkami orła w koronie, z pierwszych tygodni po odzyskaniu niepodległości, zanim powstały ich pierwsze polskie odpowiedniki.

Czy lekarze nadal cieszą się powszechnym szacunkiem?

Etos pracy lekarza na pewno nie minął, ale - z przykrością muszę stwierdzić - że jest on mniejszy niż wówczas, kiedy zaczynałem praktykować. Lekarzy jest coraz więcej i z pewnością nadal będzie ich przybywać, gdyż zapotrzebowanie na ich pomoc jest coraz większe. Intensywność życia, złe odżywianie, stres sprawiają, że ludzie chorują i potrzebują fachowej pomocy.

Pan mimo swojego szacownego wieku nadal praktykuje...

Ponieważ wciąż czuję się potrzebny i na siłach, aby to nadal robić. Poza tym posiadam duże doświadczenie oraz dorobek zawodowy, który bardzo przydaje się w tej odpowiedzialnej pracy. Bycie lekarzem to coś więcej niż tylko zawód. Leczeniu ludzi poświeciłem niemal całe swe życie i nie sposób z tego z dnia na dzień, rezygnować. a

Paweł Chwał

Dziennikarzem jestem od ponad 20 lat. Piszę w zasadzie o wszystkim, dlatego można mnie spotkać na co dzień z nieodłącznym aparatem fotograficznym niemal wszędzie. Specjalizuję się w tematyce społecznej, chętnie opisuję problemy, z którymi muszą zmagać się na co dzień nasi Czytelnicy oraz kuriozalne i niezrozumiałe często decyzje, które uprzykrzają im życie. Lubię odkrywać historię miasta i regionu oraz ukazywać piękne i nieodkryte miejsca, których pod Tarnowem jest mnóstwo.  Każdy dzień w tej pracy jest inny i nieprzewidywalny.


Moja dewiza to: "Każdy temat można opisać w ciekawy sposób, trzeba tylko rozmawiać z ludźmi"

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.