W nocy nie mogę spać. Wciąż słyszę krzyki i płacz matek szukających dzieci

Czytaj dalej
Fot. Rafał Grzelewski
Rafał Grzelewski, Polska Akcja Humanitarna

W nocy nie mogę spać. Wciąż słyszę krzyki i płacz matek szukających dzieci

Rafał Grzelewski, Polska Akcja Humanitarna

Witajcie w kraju na krawędzi krachu gospodarczego, z szalejącym bezrobociem i sfrustrowanym społeczeństwem. W kraju, na które spadają kolejne hiobowe nieszczęścia ludzie czekają już tylko na cud.

Talal w swoim zniszczonym przez eksplozję mieszkaniu pokazuje mi resztki rodzinnego dobytku. Z dawnego życia zostały strzępy - trochę ubrań, roztrzaskane łóżko, fotel, na którym leży niekompletny żyrandol. I stylizowany na okrętowy ster zegar ścienny, który zatrzymał się na 18.08, kiedy wielki wybuch w porcie w Bejrucie zabił blisko 200 osób, a 300 tys. straciło dach nad głową. - Chcę za niego milion dolarów - śmieje się Talal i choć obaj wiemy, że żartuje, czuję, że to jedyna wartościowa rzecz, która mu została.

Eksplozja

Takich mieszkań, które wyglądają w środku tak, jakby właśnie wybuchł w nich gaz, są w Bejrucie tysiące. Domy, w których nawet solidne, stare meble i drzwi fala uderzeniowa zamieniła w sterty postrzępionych desek. Wszystko trwało dosłownie sekundę, choć dramat poprzedził pożar magazynu z saletrą amonową, z którego szary, gęsty słup sięgał nieba i przykuwał wzrok mieszańców Bejrutu. Dla wielu stał się śmiertelną pułapką, bo ciekawość i chęć sfilmowania niecodziennego widoku zatrzymywała ludzi przy porcie. Chwilę później potężna, przypominająca atomowy grzyb eksplozja, zabiła tych, którzy znaleźli się zbyt blisko.

W nagraniach, które zachowały się w ich telefonach, słychać krzyki przerażenia, gdy orientowali się, że potężna fala uderzeniowa zbliża się do nich w piorunującym tempie. Potem telefon wiruje w szarym pyle, a dalej jest już tylko ciemność i cisza.

Ale większość ofiar wybuchu to ci, których eksplozja zaskoczyła, gdy wracali z pracy, robili zakupy czy szykowali kolację w domach, po których zostały zgliszcza jak po bombardowaniu. Tak właśnie wygląda dziś strefa najbliższa miejscu katastrofy - całe kwartały ulic, które jakby doświadczyły długich miesięcy wyniszczających walk.

I takie też było pierwsze skojarzenie przerażonych mieszkańców, gdy Bejrut zaczął się walić - wojna. Znów wojna w mieście, które niedawno skończyło podnosić się z pobitewnych ruin. I choć nie wszyscy koszmaru konfliktu doświadczyli na własnej skórze, wszyscy o nim pamiętają. I nie chcą by się powtórzył.

Rany, które goją się najtrudniej

O powrocie do wojennej traumy opowiadał mi Khaled. Chłopak niedawno skończył studia, zaczynał dorosłe życie, dziś musi zrobić kilka kroków wstecz. Przez eksplozję stracił pracę, bo wybuch roztrzaskał skuter, którym zarabiał na życie. Teraz pomaga rodzicom w odbudowie rodzinnego domu, ale gdy kładzie się na resztkach swojego łóżka, zaczyna się koszmar. - Nie mogę spać w nocy - zwierza się. - Zamykam oczy i ciągle słyszę ten potwory ryk eksplozji, krzyczących ludzi całych we krwi, oszalałe matki szukające swoich dzieci.

Czytaj dalej!

Pozostało jeszcze 72% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 12,30 zł co 5 dni.

    już od
    12,30
    /5 dni
Rafał Grzelewski, Polska Akcja Humanitarna

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.