W sporcie źle się dzieje. Przyczyn jest wiele

Czytaj dalej
Fot. Wojciech Matusik / Polskapresse
biskup Tadeusz Pieronek

W sporcie źle się dzieje. Przyczyn jest wiele

biskup Tadeusz Pieronek

Zauważyłem, że politycy nie mają urlopu i co gorsza, próbują go odebrać obywatelom. Niestety, niektórzy rządzący nie szanują podwładnych i serwują im w wakacje potężną porcję polityki do przetrawienia. Nie zgadzam się z tym i postanowiłem zająć się innym tematem. Skoro w narodowej telewizji, radiu i prasie spotykam się tylko z ubóstwianiem rządu, co przybiera postać goebbelsowskiej propagandy, to warto przynajmniej podczas wakacji zająć się lżejszym tematem. Jest nim rywalizacja sportowa.

Prawie codziennie słyszymy relacje z wydarzeń sportowych, w których uczestniczą wielotysięczne tłumy kibiców. Czy to jakaś nowość? Nie! Od najdawniejszych czasów, kiedy sięgamy do historii naszej europejskiej cywilizacji, zarówno Grecy w swoich olimpiadach dostrzegali wartość rywalizacji, jak i Rzymianie, choć już w innym kontekście.

Ci znani są z żądania od władz ,,chleba i igrzysk”, nie patrząc na to, że te igrzyska zwykle kończyły się śmiercią człowieka. Ale nie tylko motłoch, także państwowa elita z cesarzem na czele nie dbali o nikogo, kto narażał swoje życie, wprost szukali niezdrowych emocji, zabawy cudzym nieszczęściem. Owszem, te walki były rywalizacją, stąd można je widzieć podobnie jak w sporcie, ale była to rywalizacja na śmierć i życie.

Nie oceniając tych wydarzeń w kategoriach moralnych, trzeba je traktować jako rozrywkę zaspokajającą najbardziej niskie emocje, także związane z hazardowym zyskiem (gladiatorami handlowano, a o to, który wygra, robiono zakłady) oraz z polityką, bo igrzyska dawały okazję do spotkań z ludźmi, którzy ją prowadzili. Gladiatorzy byli niewolnikami, których właściciel mógł zabić, ale mógł też okazać im łaskę i przywrócić wolność.

Sport już od swoich początków spotykał się z nadużyciami. Ich przykładem jest pewien grecki zawodnik, który na jednej z olimpiad sięgnął po laur nieuczciwie, przekupując lepszego od siebie. Został surowo ukarany, ale ten wątek nieuczciwości z tamtych odległych czasów stał się kąkolem w glebie obsianej pszenicą i trwa, a nawet mocno się rozwija we współczesnym sporcie.

Jest to o tyle niezrozumiałe, że sport powinien być uczciwą rywalizacją, w której wygrywa ten, kto okazał się lepszy. Dobry, czysty sport budzi przyjemne uczucia, daje radość wygranym i kibicom, ale też zachęca do refleksji tych, którzy przegrali. Przecież nie stracili życia, tylko punkty. Cieszyć się ze zwycięstwa to rzecz naturalna, ale trzeba też nauczyć się, jak przegrywać. Umiejętność właściwego zachowania się po przegranej świadczy o klasie sportowej zawodnika i drużyny.

Gladiatorzy byli niewolnikami, których właściciel mógł zabić, ale mógł też okazać im łaskę i przywrócić wolność.

Daje możliwość spokojnego spojrzenia na to, co się stało, pozwala wyciągnąć wnioski na przyszłość, pozwala na piękny gest gratulacji zwycięzcom. Przy takim nastawieniu do sportowych rywalizacji wszyscy - ci, co wygrali i pokonani - mają prawo i powinni się cieszyć.

Co jest przyczyną, że nie potrafimy przeżyć po ludzku chwil rozrywki, która zamiast satysfakcji z pięknego spektaklu, stała się miejscem niebezpiecznym, niedostępnym dla rodziców z dziećmi, chronionym przez kordony policji i okraszanym wyciem dzikich zwierząt, choć z ludzkich gardeł?

Przyczyn jest wiele. Zwracam uwagę na jedną, która wydaje się dominująca. To komercjalizacja sportu. Wielkie, masowe imprezy sportowe są dziś nastawione na wielki zysk, niewyobrażalny dla szarego człowieka. Przypadek z ostatnich dni to sprzedaż sportowca do innej drużyny za 222 mln euro. Tak opłacani sportowcy muszą wydusić z siebie ostatni dech, by sprostać oczekiwaniom nie tylko widzów, ale zwłaszcza handlarzy, którzy za nich płacą.

Człowiek się nie liczy, ważniejszy jest pieniądz. A tam, gdzie są duże pieniądze, rodzi się okazja do nadużyć, do korupcji w nakłanianiu decydentów do przyznania miejsca na organizację olimpiad, wszelkich sportowych imprez jakiemuś państwu czy miastu, a ponieważ przykład idzie z góry, to samo robią działacze sportowi na niższych szczeblach organizacji wszelkich rodzajów sportu.

Do innych przyczyn, odbierających piękno i wartość sportowej rywalizacji, wrócę.

biskup Tadeusz Pieronek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.