W Wigilię zamiast opłatka musiał wystarczyć ziemniak w mundurku

Czytaj dalej
Fot. Archiwum
Andrzej Ćmiech

W Wigilię zamiast opłatka musiał wystarczyć ziemniak w mundurku

Andrzej Ćmiech

Wojenne wieczerze wigilijne gorliczan były wypełnione strachem o życie i tęsknotą do bliskich. Jedni spędzali je w okopach, inni w legionach, jeszcze inni - w obozach pracy oraz łagrach

,,Wigilię spędziliśmy bardzo wesoło. (...) Żołnierze, którzy piekli u nas ciasto, śpiewali i strzelali na wiwat” - wspominał świąteczną kolację w 1914 r. gorlicki pamiętnikarz Jan Budacki.

Pozostali gorliccy pamiętnikarze na kartach swoich zapisek przechowali obraz wojennych wieczerzy wigilijnych pełnych niepokoju, grozy i rozterek.

Smutna wojenna wigilia pamiętnego 1914 roku

- Na święta przygotowano się licho - wspominał po latach wigilię 1914 r. Stanisław Grąglewski. - Nie było z czego co przyrządzić, bowiem Moskale sklepy i prywatne domy doszczętnie zrabowali, chyba że ktoś szczęśliwie zapas jakiś ukrył - pisze.

Do świąt przygotowywano się, mimo że w powietrzu coś wisiało. Grąglewski pisze, że gorliczanom było smutno, bo wozy prowiantowe zaczęły się cofać od Biecza. Równocześnie odbywał się przemarsz różnych wojsk austriackich w kierunku Żmigrodu i Sękowej.

- Odnieśliśmy przekonanie, że nasze wojska rozpoczęli odwrót. W mniemaniu tym utrzymywał nas zbliżający się huk armat i strzałów. Łudzono się, wierząc w zapewnienia wojska, aby się nie obawiać, że Moskal więcej do Gorlic nie wróci - czytamy dalej w pamiętniku.

Każdy mieszkaniec miasta z nadstawionymi uszami czekał końca przebiegu walk i zabierał się do urządzania świąt. Nadszedł wieczór. Autor pisze, że smutna to była wilia. Wprawdzie łamano się starym zwyczajem opłatkiem, składano sobie życzenia, w które już nikt nie wierzył.

Choinka przybrana była plasterkami marchwi zamiast cukierków, płatami waty i łańcuchem

Żołnierze stacjonujący w Gorlicach również urządzili sobie wigilię. Obchodzono ją uroczyście, przemawiali księża wojskowi, kapitanowie i oficerowie. Razem się gościli, jedli pili i palili, duch wojska był wyborny, nie czuć było żadnego przygnębienia.

Ludność Gorlic myślała, że strony wojujące na czas Bożego Narodzenia zaniechają operacji wojennych i że w tym czasie będzie zawieszenie broni.

- Mniemanie to zawiodło i przez całe święta słyszeliśmy kanonadę jeszcze silniejszą niż w poprzednie dni. W kościele nie było żadnego nastroju świątecznego, smutno odbywały się nabożeństwa - kończy Grąglewski.

Potwierdza to ks. Bronisław Świeykowski w pamiętniku ,,Z dni grozy w Gorlicach”:

Pisał, że gorzką była wigilijna wieczerza, którą dla kapłanów w Gorlicach przebywających urządził ks. Antoni Sos. Miłym jej akcentem była niespodzianka, którą kapłanom urządził kapelan wojskowy ks. Kalab. Przyniósł dzbanek piwa pilźnieńskiego, które nie było dostępne już od trzech miesięcy.

Wieczerza w legionach Józefa Piłsudskiego

Wigilię 1914 r. wspomina też gorlicki legionista Józefa Piłsudskiego Wojciech Tomczyński. W ,,Pamiętniku z Wielkiej Wojny Światowej 1914-1918” zanotował: - Okopy pod Tarnowem (Łowczówek wigilia Bożego Narodzenia - 24 grudnia 1914 r.) W [Nowym] Sączu mieliśmy spędzić święta Bożego Narodzenia i już przygotowaliśmy sobie drzewko - ja zaś z Kościem tj. z Kostkiewiczem z Gorlic przemyśliwałem, jakby na Święta do domu drapnąć. Niespodziewanie w niedzielę po południu nastąpił wymarsz. Wiedzieliśmy, że idziemy na linię. Ja pocieszałem się, że może obrona Gorlic przypadnie nam w udziale, lecz nadzieje okazały się płonne. Przeszedłszy most na Dunajcu, skręcamy w lewo, więc idziemy na Tarnów - napisał.

W Wigilię zamiast opłatka musiał wystarczyć ziemniak w mundurku
Archiwum Feliks Grąglowski

Wigilia i Święta Bożego Narodzenia 1914 r. musiały mu głęboko zapaść w pamięci, gdyż w rok później w swoim pamiętniku pisał, że nie chciał, by ich spędzać tak, jak poprzednich.

- Pojechaliśmy do lasu, nawieźliśmy świerków i brzeziny i nasze domki urządziliśmy sobie jak cacka. [...] Siedzimy dalej w Leśniewce i tu spędziliśmy Święta Bożego Narodzenia bardzo wesoło. Porucznik Olek Myszkowski kupił nam w Lublinie wódki i czekolady, wyfasowaliśmy na ten uroczysty dzień podwójną porcję żywności, a z Ligi Kobiet dostaliśmy bardzo ładne podarki gwiazdkowe. Wiara się popiła i po wieczerzy wigilijnej śpiewaliśmy kolędy, aż się chałupy trzęsły. Potem do północy balowaliśmy po puszystym śniegu, puszczając rakiety i waląc z granatów ręcznych - czytamy w pamiętniku.

O północy poszli do cerkwi, którą ksiądz Kosmana na kościół przysposobił. Tam daleko, na wołyńskich bagnach, z tysiąca młodych piersi zabrzmiała pieśń Wśród nocnej ciszy.

Ciężkie żołnierskie wigilie bez najbliższych

W 25 lat później gorliczanie znowu znaleźli się na wojennych szlakach. W pozostałych po nich pamiętnikach wigilię i Boże Narodzenie przywoływane są tylko lapidarnie. Zapewne gorycz rozłąki z najbliższymi i niepewność jutra, była tak duża, że nawet wspomnienie rodzinnej wieczerzy wyciskały łzy do oczu.

Najlepszym przykładem może być tu fragment dziennika Wiesław Fuska, który w 1940 roku przebywał w Egipcie, jako żołnierz Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich. Zanotował wówczas: - Zbliżają się święta, te, które ze wszystkich były mi zawsze najbardziej miłe. Cała rodzina przy stole. Choinka obwieszona świecidełkami, ciepło i dobrze. Obecnie wyraz ,,święta” jest dla mnie tylko pustym dźwiękiem - pisał, ubolewając, czym jest ten czas, spędzony tak daleko od najbliższych.

W Wigilię zamiast opłatka musiał wystarczyć ziemniak w mundurku
Archiwum Wojciech Tomczyński

Tęsknota przebija też ze wspomnień Władysława Gruszczyńskiego z Dominikowic - żołnierza 2. Korpusu generała Władysława Andersa, który wspominając wigilię w 1945 r., zapisał: - W San Giorgio obchodziliśmy święta Bożego Narodzenia. Wigilia była wspólna. Dowódca batalionu szedł do każdego i łamał się opłatkiem. Postrzelaliśmy trochę i wszystko tak przeminęło - czytamy w pamiętniku.

Kartofel w łupinach zamiast opłatka

Wojna objęła nie tylko walczących żołnierzy. Dotknęła całe społeczeństwa, których najwybitniejsi przedstawiciele byli prześladowani. Jedni pod okupacją niemiecką byli wysyłani do obozów koncentracyjnych, drudzy, pod radziecką wywożeni na ,,nieludzką ziemię”.

Wszędzie tam byli gorliczanie, którzy starali się stworzyć oazę normalności, m. in. obchodząc Święta Bożego Narodzenia z zachowaniem obyczaju polskiego. Ignacy Sikora, który został aresztowany podczas pierwszej łapanki w Gorlicach 21 sierpnia 1940 r. i osadzony w obozie w Oświęcimiu w pamiętniku ,,Wspomnienia Obozowe-Oświęcimskie 1940-1945” wspomina: - Przypominają mi się (...) pierwsze święta Bożego Narodzenia spędzone w lagrze. Zima 1940 r. sroga, kilkunastostopniowy mróz, a wszystko pokryte białym puszystym śniegiem. W wigilię przed gongiem na ,,Nachtruhe” przyszedł Ignac M. [Mielowski - przyp. redakcji]: - Na lagrze ustawiono choinkę, chodźmy tam - zaproponował - wspomina gorliczanin.

W samych drelichach, bez mycek, z ogolonymi głowami, drżąc z zimna, pobiegli przez kuchnię, aby pod choinką złożyć sobie życzenia. Osobliwe to były życzenia. Zamiast tradycyjnym opłatkiem, czy chociażby kawałeczkiem chleba, łamali się gotowanym w łupinach kartoflem.

Ludność Gorlic myślała, że strony wojujące na czas świąt zaniechają operacji wojennych

- Tak - skromne to były święta, najskromniejsze, jakie przyszło nam dotychczas przeżyć. Jednak były pełne wiary i nadziei. Życzyliśmy sobie, wierząc w to święcie, że są to pierwsze i ostatnie w tym lagrze z dala od rodziny i że za kilka miesięcy lub najdalej za pół roku powrócimy szczęśliwie do domu - pisze dalej.

Podobnie z wielką nadzieją wspominał wigilię Jerzy Groblewski, rodem z Szymbarku, który wraz z rodzicami i rodziną został wywieziony przez bolszewików w 1940 r. do obwodu Archangielskiego.

Zapisał on we wspomnieniach pt. ,,Nie Byliśmy Bohaterami” obraz wigilii, jaką przeżył na ,,nieludzkiej ziemi” w 1942 r..

- Mieliśmy w tym roku choinkę. Tatuś przyniósł ją z Leschozu(...). Choinka (...) przybrana była plasterkami marchwi zwisającymi na nitkach zamiast cukierków, płatami waty i łańcuchem z papieru, który wykonali pracowicie Jędrek z Ewunią.

Niestety nie było żadnych prezentów ani nic ciepłego do jedzenia. Łamaliśmy się chlebem zamiast opłatka i popijali ,,kipiątek” z samowara - czytamy.

Andrzej Ćmiech

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.