Bogumił Storch

Walka o to, czyje są szlaki górskie. Rolnicy z gwoździami kontra motocykliści z kamerami

Jedna ze wspólnych akcji policji i straży leśnej w beskidzkich lasach. Kierowcy quadów zostali ukarani mandatami Fot. policja.gov.pl Jedna ze wspólnych akcji policji i straży leśnej w beskidzkich lasach. Kierowcy quadów zostali ukarani mandatami
Bogumił Storch

Górskie miejscowości powiatu wadowickiego mogą stać się wkrótce polem walki między miejscowymi, a kierowcami quadów oraz motocykli crossowych. I to dosłownej walki. Obie strony sporu zapowiadają, że „wezmą sprawy w swoje ręce”. To w efekcie może grozić nawet samosądami.

Mieszkańcy Jaroszowic pod Wadowicami skarżą się na to, że po górach w ich okolicy notorycznie jeżdżą motocykliści i posiadacze quadów.

- Rozjeżdżają lasy, stwarzając zagrożenie, a hałas niesie się kilometrami - mówi Adam Powroźny, jeden z miejscowych.

Takie rajdy są nielegalne, bo zgodnie z obowiązującymi przepisami kodeksu wykroczeń i prawa leśnego osoby poruszające się pojazdami silnikowymi po terenach leśnych bez specjalnego zezwolenia popełniają wykroczenie. W dodatku duża część Beskidu Małego to park krajobrazowy.

Podobnie sytuacja wygląda w Jaszczurowej, w gminie Mucharz, na trasie prowadzącej na szczyt góry Leskowiec. Jest to też droga dojazdowa do kilku leśnych przysiółków w tej wsi, co jeszcze potęguje, zdaniem mieszkańców, niebezpieczne sytuacje. - Do lasów wjeżdżają grupami, zazwyczaj bardzo młodzi fani jednośladów i quadów, robiąc sobie z zielonych terenów tor wyścigowy. Mamy małe dzieci i strach je wypuszczać przed dom - opowiada Karolina Człupek, matka dwójki dzieci. - Niby mieszkamy na odludziu, praktycznie w samym środku lasu, z nieutwardzonej drogi z założenia mamy korzystać tylko my i sąsiedzi, a tu w każdej chwili, zza drzew może na nas wpaść rozpędzony motocykl.

Leśne rajdy jednośladów irytują też turystów. Szczególnie tych starszych, którzy szukają w leśnej głuszy przede wszystkim ciszy i spokoju.

- Problem nasila się. Hałas ciągnie się kilometrami, myśli nie można zebrać, nie mówiąc już o odpoczynku. Widzę często jak tacy szaleńcy jeżdżą szlakiem na Leskowiec od strony Śleszowic - dodaje Wiktor Gęślicki, emerytowany górnik, dziś zapalony turysta.

Inna turystka opowiada, jak wiosną szła szlakiem w okolicy Łamanej Skały. Mijali ją trzej panowie na rowerach. Wtedy zza zakrętu wyskoczyły cztery motocykle crossowe. - Gdyby jeden z tych rowerzystów nie przewrócił się, to by na niego najechali.

Jak wyjaśnia Agnieszka Petek, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Wadowicach, funkcjonariusze na bieżąco sprawdzają miejsca zgłoszeń podobnych wykroczeń.

Okazuje się jednak, że skuteczne zwalczanie tego procederu jest bardzo utrudnione ze względu na specyfikę terenu. W leśnych traktach trudno jest przecież wytropić szybko przemieszczającego się po dużym obszarze motocyklistę.

- Często, zanim policja w końcu na miejsce dotrze, to po motorach i quadach zazwyczaj dawno nie ma już śladu - opowiadają miejscowi.

Nie zawsze skuteczne są też policyjne, cykliczne akcje pod wymownym kryptonimem „quady”, prowadzone wspólnie ze strażą leśną w Andrychowie.

- Są często prowadzone w tygodniu i dlatego nie mają żadnego sensu, gdyż największy problem jest w soboty, niedziele oraz święta. Ja wiem, że straż leśna pracuje do piątku, do godziny 15, więc skoro ja to wiem, to motocykliści też to wiedzą - mówi Jan Tomczyk z Jaroszowic.

Zdesperowani mieszkańcy tłumaczą, że, nie mogąc liczyć na skuteczną reakcję służb porządkowych, sami zajmą się tą sprawą. - Nikt ich nie będzie bić. Mówimy o ujęciu obywatelskim - zaznaczają. Sposoby na to mają już niezbyt legalne. - Zatrzymać ich można rozwieszonym drutem w poprzek drogi albo gwoździami przysypanymi ściółką. Jak przebije taki koło, to się zastanowi, czy warto ryzykować - mówi, prosząc o anonimowość, gospodarz z gminy Mucharz.

W odpowiedzi miłośnicy quadów, którzy szaleją na leśnych terenach pod Leskowem, na forach internetowych informują, że będą się bronić. „Jak jeden idiota z drugim się mi położy na drodze, albo wyskoczy z widłami, bo też miałem takie przypadki, to nagra go moja kamerka na hełmie, a sprawa trafi na policję i do tego namawiam innych. Można się też wtedy bronić w ramach obrony koniecznej - pisze jeden z motocyklistów.

Bogumił Storch

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.