We wsi nie pojmują, dlaczego mąż zabił żonę i sam odebrał sobie życie

Czytaj dalej
Fot. Robert Gąsiorek
Robert Gąsiorek

We wsi nie pojmują, dlaczego mąż zabił żonę i sam odebrał sobie życie

Robert Gąsiorek

Wiele wskazuje na to, że narzędziem zbrodni był młotek. Zadane nim ciosy były śmiertelne. Według śledczych między małżonkami tlił się konflikt. Wiosną interweniowała nawet policja.

Kazimierz i Zofia S. byli małżeństwem kilkadziesiąt lat. Pierwsza z życiem rozstała się kobieta. Zginęła z ręki męża. On sam krótko potem wybrał śmierć samobójczą. Dlaczego? W liczącej ledwie 144 mieszkańców wiosce niejeden zadaje sobie teraz to pytanie. - On chyba sam nie wiedział co robi, a kiedy to do niego dotarło, widocznie pomyślał, że nie ma innego wyjścia, jak skończyć ze sobą - próbuje wyjaśniać makabryczną zagadkę mieszkaniec Kozłowa, z którym rozmawiamy w centrum wioski.

Matka w kałuży krwi

Był czwartek 6 lipca. Dochodziła godz. 10. Córka 74-letniego Kazimierza i o rok młodszej Zofii S. leżała w łóżku na piętrze domu, w którym rodziny mieszkały wspólnie. W ostatnim czasie chorowała i nie mogła swobodnie poruszać się po domu. Zwykle z rana odwiedzał ją ojciec. Tego dnia jednak nie pojawił się, co zaniepokoiło córkę. W końcu postanowiła zejść na dół i sprawdzić, co dzieje się z rodzicami.

Poszła do przydomowego garażu, spodziewając się, że zastanie tam ojca. W środku stanęła jak wryta. Jej matka leżała tam na podłodze bez ruchu. Wokół pełno było krwi. Kobieta natychmiast wezwała pogotowie ratunkowe. Zadzwoniła również po swego syna, który był akurat w pracy. Mężczyzna zjawił się w domu niemal równocześnie z karetką pogotowia pędzącą na sygnale.

- Po dojeździe na miejsce zespół medyczny zastał kobietę z urazem głowy. Stwierdzono zgon na miejscu - mówi Krzysztof Krzemień, rzecznik prasowy dyspozytorni medycznej w Tarnowie.

Denatka miała liczne ślady po uderzeniach. W wielu miejscach jej czaszka była wręcz roztrzaskana. Policjanci na miejscu zbrodni znaleźli średniej wielkości młotek. - Były na nim ślady krwi oraz prawdopodobnie włosy ofiary - mówi Waldemar Malec, Prokurator Rejonowy w Dąbrowie Tarnowskiej.

Kilka dni wcześniej spotkałem panią Zosię w przychodni. Nie wspominała o problemach

Drzwi zamknięte na klucz

Kazimierza S. nigdzie nie było. Drzwi jego pokoju były zamknięte od środka. Wnuk, aby dostać się tam, musiał użyć łomu. Jego oczom ukazał się dziadek wiszący na sznurze z tworzywa, przywiązanym do rury centralnego ogrzewania biegnącej pod sufitem.

- Na rękach denata i spodniach znajdowały się ślady krwi - dodaje prok. Malec.

Śledczy są niemal pewni, że to właśnie Kazimierz S. najpierw zabił własną żonę, a chwilę później powiesił się. Wstępnie wykluczyli, aby ktoś inny odpowiadał za tragedię.

Wspólna mogiła

Spory tłumek mieszkańców Kozłowa wybrał się na cmentarz w pobliskiej Borusowej, by towarzyszyć w ostatniej drodze małżonkom. Zabójca i jego ofiara spoczęli we wspólnym grobowcu. - Jeszcze kilka dni wcześniej widziałem panią Zosię w przychodni w Gręboszowie. Brała jakieś zastrzyki, mówiła, że ją boli noga. Nigdy jednak nie wspominała, aby w domu miała jakiekolwiek problemy - przekonuje jeden z sąsiadów.

Śledczy mają jednak sygnały, jakoby Kazimierz i Zofia S. od dłuższego czasu pozostawali w konflikcie. Miał on przybierać ostatnio na sile. Tła jednak nie ujawniają. W domu, w którym doszło do tragedii, wiosną interweniowała policja. - Powodem były nieporozumienia między małżonkami. Zostali pouczeni. Konflikt nie przebierał wtedy formy przemocy - mówi mł. asp. Ewelina Fiszbain, rzecznik prasowy KPP w Dąbrowie Tarnowskiej.

Małżeństwo z Kozłowa spoczęło we wspólnej mogile na cmentarzu w Borusowej. Prawdopodobnie to Kazimierz S. zadał śmiertelne ciosy młotkiem małżonce, a
Robert Gąsiorek Małżeństwo z Kozłowa spoczęło we wspólnej mogile na cmentarzu w Borusowej. Prawdopodobnie to Kazimierz S. zadał śmiertelne ciosy młotkiem małżonce, a chwilę później odebrał sobie życie.

***

Do podobnej tragedii doszło jesienią 2014 r. w Radlnej koło Tarnowa. 52-letni Wiesław W. zabił swoją o dwa lata starszą żonę Marię, a później popełnił samobójstwo.

Tragedia rozegrała się na działce, na którą małżonkowie wybrali się, by zebrać winogrona. Pomiędzy kobietą i mężczyzną doszło do sprzeczki. W rezultacie 52-latek zaatakował żonę nożem i zadał jej cios w klatkę piersiową, w okolice serca, a następnie podciął gardło. Wiesław W. zostawił broczącą krwią żonę i chwycił za sznur. Przeszedł kilkadziesiąt metrów, owinął szyję liną i powiesił się na gałęzi niewielkiego drzewa. Ciała odkrył syn , który zaniepokoił się, gdy rodzice przez dłuższy czas nie odbierali telefonu.

Psycholodzy takie zdarzenia określają mianem „samobójstwa rozszerzonego”.

Motywem osoby dokonującej taki czyn może być chęć chronienia bliskich przed sytuacją bez wyjścia, nieszczęściem i cierpieniem, a także przed prześladowaniem, aresztowaniem i innym niebezpieczeństwem.

Robert Gąsiorek

Pracuję w redakcji Gazety Krakowskiej i portalu tarnow.naszemiasto.pl. Moją ulubioną tematyką są sprawy kryminalne. Chętnie pochylam się również nad interwencjami Czytelników. Z aparatem w dłoni nierzadko można mnie spotkać na imprezach odbywających się w regionie. Po godzinach pracy jestem wielkim fanem piłki nożnej oraz miłośnikiem seriali, zwłaszcza kryminalnych. Ten ulubiony to „Gomorra”.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.