Zbigniew Święch

Wędrówki króla za życia i po śmierci

Jean-Baptiste Oudry, Portret króla Stanisława Leszczyńskiego w stroju pielgrzyma z 1730 roku Fot. Wikipedia Jean-Baptiste Oudry, Portret króla Stanisława Leszczyńskiego w stroju pielgrzyma z 1730 roku
Zbigniew Święch

Życie Stanisława Leszczyńskiego przeciętnemu Polakowi jest mało znane. A ten syn możnowładcy wielkopolskiego był od wczesnej młodości predestynowany do obejmowania godności i stanowisk. Już za rządów Augusta II Sasa został (1699 r.) wojewodą poznańskim. Miał zaledwie 22 lata.

Cztery lata później stanął na czele opozycji antykrólewskiej. Wiązało się to z wojną północną, w której Saksonia, a pośrednio Polska, stanęły przeciwko przeważającej sile Karola XII, władcy królestwa Szwecji (tzw. II potop).

Społeczeństwo nasze podzieliło się na obóz proszwedzki i prosaski. W 1704 r. Karol XII desygnował Leszczyńskiego na tron polski. Korzystając z zamieszania, 12 lipca, część szlachty wybrała go na króla. Koronował się nie w Krakowie, ale w kolegiacie św. Jana w Warszawie.

Jako sojusznik króla szwedzkiego poszedł na wyprawę przeciwko Piotrowi I Wielkiemu w 1708 r. Niedługo potem uciekł do Turcji i Szwecji, gdyż August II porozumiał się ze szlachtą i wrócił na tron polski.

Nikt nie przypuszczał, że Leszczyński wróci do gry. Pomógł mu w tym ślub córki, 21-letniej Marii, z 15-letnim Ludwikiem XV - dawny wojewoda poznański mógł się więc tytułować teściem króla Francji.

Na początku 1733 roku zmarł śmiertelny wróg Leszczyńskiego, król August II Mocny. Rzeczpospolita stanęła wobec nowej wolnej elekcji. W rezultacie starć stronnictw, szlachta wybrała dwóch monarchów - Augusta III (syna Augusta II) i Stanisława Leszczyńskiego, który w opinii stronników był legalnym monarchą od 1705 roku.

Wszyscy zdawali sobie sprawę, że tytuł królewski zdobędzie ten, kto pierwszy zjawi się na Wawelu. Szybszy okazał się August III. Koronował się w katedrze; była to ostatnia taka ceremonia w murach świątyni.

Leszczyński uciekł do Francji. Dostał w dożywocie księstwo Lotaryngii, przestał się interesować polityką, zajął się popieraniem nauki i sztuki. Zapisał się jako dobroczyńca ludu, założyciel akademii w stolicy Lotaryngii. Na jego dworze przebywali ludzie tej miary co Monteskiusz i Wolter. Z dalekiej Polski dochodziły doń echa śmierci Augusta III i wyboru ostatniego króla Polski - Stanisława Augusta Poniatowskiego...

W mroźny lutowy wieczór 1767 r. 89-letni Stanisław Leszczyński stał przy kominku. Nie zauważył, że ogniem zajął się jego szlafrok. Na krzyk króla nikt nie pospieszył. Starca w końcu uratowano, ale oparzenia okazały się zbyt poważne. Kilkanaście dni później, 23 lutego, odszedł na zawsze. Pogrzebano go w kościele w Nancy.

Ale jego szczątki nie zaznały tam spokoju. W roku 1789 lud Paryża zburzył Bastylię. Po straceniu na szafocie Ludwika XVI, wnuka Marii Leszczyńskiej, rozpoczęło się we Francji niszczenie śladów monarchistycznej przeszłości. Zniszczono też trumny królewskie w kościele w Nancy. Z grobu wyrzucono i przemieszano z innymi szczątki Leszczyńskiego. Dopiero w 1804 r. kości złożono w nowej trumnie. Obok królewskich włożono tam szczątki Franciszka Ossolińskiego.

W zimie 1813 zjawił się w Nancy gen. Michał Sokolnicki, krajan króla Leszczyńskiego. Zgłosili się doń ludzie, którzy przechowywali fragmenty kości Leszczyńskiego. Sokolnicki przyjął dar i obiecał, że wróci po szczątki królewskie.

Pół roku później prowadząc do kraju oddziały polskie, walczące niegdyś pod rozkazami Napoleona, dotrzymał słowa i odwiedził Nancy. W kościele Notre-Dame de Bonsecours urządzono fetę, upamiętniającą króla Leszczyńskiego. Sokolnickiemu oddano listy królewskie, sztandar polski, i - co najważniejsze - niedużą trumienkę ze szczątkami monarchy.

17 lipca 1814 orszak wiozący prochy Leszczyńskiego stanął w Lipsku, skąd zabrano ciało Józefa Poniatowskiego, który zginął w nurtach Elstery rok wcześniej, w czasie pamiętnej bitwy narodów. Po kilkunastu dniach orszak wiozący dwóch wielkich Polaków stanął w Poznaniu. Tu odbyły sie wielkie uroczystości.

W tym momencie urywają się wieści o losach prochów. Dopiero w 1828 roku synowiec zmarłego generała, Piotr Sokolnicki, ofiarował do zbiorów warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk trumienkę ze szczątkami Leszczyńskiego.

Po powstaniu listopadowym zbiory przewieziono do Sankt Petersburga. Dopiero w 1857 odkrył ją, w Cesarskiej Bibliotece Publicznej, Adam Kirkor. Władze carskie przekazały ją do rzymskokatolickiego kościoła św. Katarzyny w Petersburgu.

W 1924 r. w Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego w Warszawie zjawił się niejaki Mikołaj Piotrowski, który przywiózł pod połą płaszcza trumienkę ze szczątkami króla. Spoczęła w stolicy, na Zamku Królewskim, w... szafie. Potem trafiła na Wawel. W 1938 r. przeniesiono ją do krypt królewskich w katedrze. W czasie okupacji Niemcy umieścili trumnę w skarbcu katedralnym. Po wojnie trafiła do niszy w krypcie Batorego.

***
Nie zaznał spokoju. W maju 1973 r. nieznani sprawcy zbezcześcili szczątki króla. Rozbili trumienkę o posadzkę, szukając skarbów. Po tym incydencie włożono ją do relikwiarza. Spoczywa za kratą między grobowcami Zygmunta Augusta i jego siostry Anny Jagiellonki.

Zbigniew Święch

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.