Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Wisła przez stulecia dawała i odbierała życie [ROZMOWA]

Czytaj dalej
Julia Kalęba

Wisła przez stulecia dawała i odbierała życie [ROZMOWA]

Julia Kalęba

To, co dziś nazywamy „powodzią”, dla naszych przodków nie byłoby powodem do niepokoju. Przed regulacją Wisła była znacznie groźniejsza. O powiada prof. Andrzej Chwalba.

Gdyby Wisła miała swoją biografię, powodzie pojawiałyby się od pierwszych stron?

Kraków od wieków był niepokojony przez wody powodziowe. Do XIX wieku nie istniały poważniejsze przeszkody dla wezbranej wody Wisły i jej krakowskich dopływów. Na Wiśle w rejonie Krakowa znajdowały się liczne piaszczyste wyspy i wysepki, które rzeźbiła woda, a które potem były przez nią zatapiane. Rzeka zmieniała koryto, miała liczne zakręty, które później próbowano prostować, by udrożnić jej bieg. To, co widzimy dziś, jest efektem prac głównie XX wieku. Do tej pory to rzeka rządziła. Po 1903 roku wojnę rządom rzeki wypowiedział człowiek. Co prawda zniszczył jej piękne, romantyczne zakola, ale zbudował bulwary chroniące mieszkańców i miasta. Tam, gdzie były plaże, dziś są wały. Coś za coś.

Przed tygodniem Wisła znów zalała bulwary i niektóre ulice w Krakowie. Aż trudno sobie uzmysłowić, jak żyli mieszkańcy miasta, gdy żadnych wałów ani innych umocnień przeciwpowodziowych nie było.

Proszę sobie wyobrazić: jeszcze w wiekach średnich Kraków z kilku stron otaczały stawy i moczary. Nieuregulowana Wisła wylewała, najczęściej między majem a październikiem, wypełniając je nową wodą. Wokół murów miejskich ciągnęły się obszary bagienne, właściwie nie do przebycia. Taka jest wtedy chociażby łąka św. Sebastiana. Dziś idąc tą ulicą rzeczywiście trudno przypuszczać, że ludzie tonęli w tamtejszych moczarach. Uzupełnianie wody w bagnach i stawach dzięki powodziom traktowano jako zjawisko korzystne dla miasta, gdyż dzięki i temu wzrastało poczucie bezpieczeństwa, jako dodatkowe zabezpieczenie na wypadek ataku na miasto.

Na archiwalnej mapie Krakowa XV wieku obok tej łąki idzie rzeka.

Wisła miał inny bieg niż dzisiaj i niejedno koryto. Mieliśmy aż do lat 80. XIX tzw. Starą Wisłę, a rzeka oblewała też Kazimierz, który był wyspą połączoną groblą i mostem z Krakowem w okolicach dzisiejszej ulicy św. Sebastiana. Niektóre nazwy ulic nawiązują do dawnego biegu rzeki, jak choćby ul. Starowiślna, która przecina dawne koryto starorzecza.

Woda nie była traktowana jako groźny żywioł?

Z punktu widzenia mieszkańców wylewy rzeki niekoniecznie oznaczały nieszczęście. Mając ogrody poza miastem, korzystano z mułu, który nanosiła wylewająca rzeka. Traktowano to jako naturalny sposób użyźniania ziem. Przez Błonia natomiast przepływała Rudawa. Rzeka bardzo kapryśna, ale rozległe łąki były nieustająco nawadniane. Z kolei Młynówka Królewska, po latach skanalizowana, była zagłębiem młynów.

Jak krakowianie zaprzyjaźniali się z Wisłą?

Wiedzieli, że osadnictwo przy rzece może przynieść korzyści. Mogli z nich czerpać rzemieślnicy. Rzeka Wisła i jej dopływy to nie tylko ryby, które dziś należą do historii, chociaż kiedyś stanowiły ważne miejsce w menu krakowskich domów. Wisła dostarczała kamienie. Istniała specjalna grupa rzemieślników, która opanowała technikę ich wyciągania. Ponieważ Kraków znajduje się na terenie górnego biegu Wisły, rzeka sprowadzała za sobą potężne kamienne kawałki. Z nich stawiano fundamenty domów. A kiedy w XIX wieku w miejsce drewnianych powstawały pierwsze drogi bite, wykładano je kamieniem wiślanym. Oprócz kamienia rzeka dostarczała również piasek. Od miejsca zamieszkania piaskarzy nazwę bierze dawna wieś, a dziś dzielnica Krakowa - Piaski.

Podobną pamiątką są Rybitwy?

To pozostałość po osadzie rybaków, którzy żyli m.in. z kłusownictwa, gdy rybołówstwo w Krakowie zaczęło być kontrolowane i ograniczane. Zresztą różnych gatunków ryb było w Wiśle pod dostatkiem aż do lat 50. ubiegłego wieku. Wtedy rzeka została zatruta przez zakłady chemiczne w Oświęcimiu.

Wspomniał pan o Młynówce Królewskiej.

Wieki temu uzdatnianie pracy i możliwość wykonywania wielu produktów zawdzięczano kołu wodnemu. Młyn był dla ludzi przewrotem na miarę kopernikańskiego. Dziś kojarzy nam się przede wszystkim z produkcją mąki, ale kiedyś był wykorzystywany do wielu czynności: szlifowania noży, do prac związanych z tkactwem, przyrządzania krup, czyli rodzaju kaszy. Chodzimy ulicą Krupniczą, prawda? Po Młynówce pozostał park, po zakładach młynarskich - ulica Dolnych Młynów.

Sporo tego.

Wszystko to pozostałości starej infrastruktury związanej z funkcjonowaniem miasta opartego na rzece. Jej brzegi, przy odpowiednim nachyleniu do słońca i lustra wody służyły do suszenia i nadawania tkaninom koloru białego. Od tej czynności nazywanej też blechem lub blichem bierze nazwę ulica biegnąca przy dawnym korycie Prądnika, który nieopodal łączył się ze Starą Wisłą.

Więc to nie przypadek, że pierwsze krakowskie drukarnie powstały właśnie na Prądniku?

Rzeczywiście. Z tego papieru korzystały urzędy kościelne, miejskie, uniwersyteckie. Ale rzeka służyła też życiu codziennemu. Była właściwie centrum życia krakowian. Kraków szczycił się tym, że od wieków średnich dysponował własnym wodociągiem, co jak na średniowieczne miasta nie było czymś typowym. Wodociągi te były czyszczone, funkcjonowała specjalna służba miejska odpowiedzialna za ich stan, to jednak nie wystarczały. Więc wody z rzek potrzebowano do gotowania, mycia się, pojenia zwierząt gospodarczych.

Ale ta woda nie pomagała mieszkańcom.

Był to problem natury również higienicznej.

Bo rzeka nie tylko dawała życie, ale również je brała?

Mogła być zagrożeniem. Mam na myśli przede wszystkim Starą Wisłę, która w XVIII - XIX wieku była źródłem epidemii ze względu na nagromadzone w niej bakterie. Fakt, że Kraków raz za razem zapadał na ciężkie choroby zakaźne - najgroźniejsza była w tym czasie cholera, ale niewiele mniej szkód wyrządził tyfus - było m.in. wynikiem korzystania ze Starej Wisły bez świadomości tego, że jest ogromną i groźną bombą bakteryjną. Bez oporów ludzie myli w cuchnącej wodzie zwierzęta, bydło i konie. Latem kąpały się w niej dzieci. Ale dopiero wyniki badań uczonych m.in. z Wiednia i Paryża w latach 70. XIX wieku i późniejszych wskazały na wodę, do której trafiają nieczystości z domów i mieszkań, jako źródło chorób. W końcu władze Krakowa zdecydowały się Starą Wisłę zakopać.

Wysuszenie Starej Wisły było na rękę miastu. W tym miejscu władze mogły postawić nowe kamienice.

To fakt, że dodatkowym argumentem osuszania rzeki, poza zdrowiem, był brak terenów pod budowę. Kraków był bardzo małym miastem, a przepisy austriackie zakazywały budowy domów. Dlatego gdy tylko osuszono Starą Wisłę, to w latach 70. i 80. XIX wieku wybudowano imponującą aleję, której Paryż mógł nam pozazdrościć, z plantami, - aleję Józefa Dietla. Natomiast remontowany dziś most kolejowy przy ul. Blich, który stał nad Starą Wisłą, stał się wówczas wiaduktem. Wysuszenie Starej Wisły nie było niczym dziwnym. Od czasów rozbierania murów Krakowa na początku XIX wieku miasto zaczynało się rozrastać. Ze względu na brak parcel regulowano i suszono starorzecza, rzeki i stawy. Nareszcie osuszono łąkę św. Sebastiana, tykającą bombę wirusową. Myślano o rzece praktycznie: zyskujemy przestrzeń pod budowę nowych domów i jednocześnie zwiększamy bezpieczeństwo przed powodziami.

Myślenie o rzece na dobre zmieniło uprzemysłowienie Krakowa?

Do tej pory w cyklu życia miasta i w cyklu produkcyjnym była obecna woda. Pobierano ją i oddawano, a rzeka dużo dawała i była dobrodziejstwem mieszczan, chociaż momentami stawała się ich wrogiem. Natomiast bez rzeki, Wisły, życie Krakowa byłoby wówczas absolutnie niemożliwe. W dobie industrializacji pojawiły się inne sposoby pozyskiwania wody, wybudowano kanalizację. Wkroczyła technika, która wyeliminowała dotychczasową naturalną rolę Wisły i jej dopływów. Jednocześnie nie było już miejsca na tworzenie kolejnych zakładów rzemieślniczych. Dawne koryta stawały się bezużyteczne, chowano je pod ziemię.

Wisła przez stulecia dawała i odbierała życie [ROZMOWA]
Anna Kaczmarz / Dziennik Polski / Polska Press Dziś bijemy na alarm, gdy poziom Wisły się podnosi i zalewa bulwary. A to nic w porównaniu z powodziami sprzed 1903 roku.

Kiedy zaczęto pracować nad wodociągami z prawdziwego zdarzenia?

Gdy w Krakowie żyło już około 100 tys. ludzi, dawne dopływy zupełnie nie spełniały swojego zadania, nie było już wystarczających ilości wody. Dlatego budowę zaczęto planować w zupełnie nowym miejscu. Padło na Bielany. Powstawał miejski rurociąg, nowoczesny. W 1901 roku stopniowo zaczęto podłączać do niego najpierw stary Kraków, a następnie nowe dzielnice, które stawały się częścią miasta.

Ale już dwa lata później przez Kraków przeszła jedna z największych powodzi w jego historii. Nie myślano o zabezpieczeniu miasta przed takim zagrożeniem?

Priorytety były inne. Po pamiętnym 1813 roku zdarzały się mniejsze lub większe powodzie, ale od „dużej wody” - jak ją zwano, minęło już kilka generacji. Niewielu chciało pamiętać, że Kraków może być dotknięty przez równie wielką, albo większą, powódź. A kiedy już przyszła, w 1903 roku, okazała się najboleśniejszym doświadczeniem powodziowym w historii Krakowa. Woda podtopiła nie kilku-, kilkunastotysięczny Kraków, ale niszczyła stutysięczne miasto, które było w trakcie przygotowywania się na ciągłe rozszerzanie granic. Wielka woda zalała większą część Krakowa, docierając prawie do Rynku. Wisła zabrała ludzi i zwierzęta. Zniszczyła zakłady przemysłowe, rzemieślnicze, sklepy i mieszkania. W niżej położonych domach fala sięgała drugiego piętra. To była ogromna katastrofa. I opłakane były jej skutki. Co prawda szybko powołano komitety powodziowe - na czele z Kościołem, stowarzyszeniami obywatelskimi i arystokracją - ale ta pomoc to była kropla w Wiśle.

Katastrofa zmieniła priorytety miasta?

Po raz pierwszy w dziejach Krakowa mieszkańcy rozpoczęli wielką debatę na temat roli wody. Prezydent wraz z rajcami miejskimi musieli podzielić uwagę między rozbudowę Krakowa a zabezpieczenie miasta przed wielką wodą. Temat okazał się ważny z jeszcze jednego powodu: pojawiła się niezwykle atrakcyjna okazja do przekształcenia Krakowa z miasteczka w wielkie handlowe, kupieckie i przemysłowe miasto o znaczeniu europejskim. Premier austriacki zaproponował słynny projekt kanału Odra-Wisła-Dunaj. Rajcowie miejscy wybrali jako miejsce portu Płaszów. Żeby kanał zaistniał, trzeba było podnieść poziom wody i uregulować Wisłę, przekopać kanały w kierunku Odry. Projekt przewidywał wykonanie wielu prac, które miały otworzyć w pełni żeglowną drogę, a także przeciwdziałać powodziom.

Co zrobiono?

Przede wszystkim wyprostowano Wisłę na odcinku od klasztoru sióstr Norbertanek po Skałkę. Usunięto jej zwężenia. W paru miejscach pod wodą znajdowały się skały wapienne, które wysadzono. Inżynier Roman Ingarden przygotował projekt regulacji rzeki, który miał zapewnić swobodny przepływ barek i statków. Skoro Kraków miał być wielkim portem śródlądowym, należało usunąć wszelkie bariery. Zaczęto budowę bulwarów. Kamienne, potężne aleje, którymi dziś spacerujemy pod Wawelem, budowano jeszcze w latach 20. i 30., a skończono dopiero po zakończeniu drugiej wojny światowej. Kolejnym elementem planu było znaczne podwyższenie wysokości wałów. Zdawano sobie sprawę, że niewielkie wzmocnienie tylko spotęguje powódź. Dodatkowo sadzono trawę, wewnątrz - według wzorców wiedeńskich - umieszczano specjalne konstrukcje wzmacniające skarpy.

Mimo to wizja śródlądowego kanału nigdy nie została zrealizowana. Dlaczego?

Pomysł w pewnym momencie przekraczał możliwości państwa austriackiego, nawet stosunkowo zamożnego, a później po wojnie tematu nie było. Pomysł został odłożony na kolejne wieki i nie wiadomo, czy kiedykolwiek zostanie zmaterializowany.

Ale próba się opłaciła.

To prawda. Kolejne wezbrania wody, już w okresie międzywojennym, wykazały, że konstrukcja w postaci kamiennych bulwarów i wysokich wałów spełnia zadanie. I dzięki temu takich powodzi jak w 1813 czy 1903 roku Kraków już nigdy nie doświadczył. Nawet powódź z lat 1997 lub 2010 nie wyrządziły takich szkód dla mieszkańców. Oczywiście, podtopienia zdarzały się, bo wał pełniący funkcję gąbki przepełniał się i przelewał wodę na drugą stronę. Ale woda nie wylewała się ponad wałami, choć czasem to była kwestia kilku centymetrów.

Historia lubi zataczać koło. Wisła będzie naszym wrogiem czy przyjacielem?

Problem z Wisłą polega na tym, że miasto w XIX wieku odwróciło się do rzeki plecami. Rozwój miasta poszedł w zupełnie innym kierunku, co było związane z odkryciem przyjemności podróżowania i przewożenia towarów masowych koleją. Dziś Wisła jest z nami, ale jakby jej nie było. Kraków żałował potem tych XIX-wiecznych zaniedbań, ale również XX wiek nic nie zrobił, żeby coś w tej kwestii poprawić. Dziś też niewiele się dzieje. Cały czas przed Krakowem stoi wielki problem i wyzwanie: co zrobić, żeby ta przestrzeń między Tyńcem a Mogiłą stała się, jak w innych miastach nadrzecznych - Wiedniu, Budapeszcie, Pradze - przestrzenią dla mieszkańców? Co zrobić, by nasze miasto w XXI wieku zaprzyjaźniło się z rzeką?

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Gazety Krakowskiej.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Gazety Krakowskiej
  • codzienne e-wydanie Gazety Krakowskiej
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Julia Kalęba

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.