Paweł Stachnik

Wojowniczy templariusze

Zakon nieustannie inspiruje twórców kultury  popularnej: Kadr z serialu telewizyjnego Templariusze. Fot. archiwum Zakon nieustannie inspiruje twórców kultury popularnej: Kadr z serialu telewizyjnego Templariusze.
Paweł Stachnik

Czerwiec 1311. We Francji kończy się proces templariuszy. Rodzi się czarna legenda zakonu. W niepamięć idzie fakt, że zgromadzenie przez prawie 200 lat było przede wszystkim organizacją wojskową.

Łacińskie państwa, które powstały w Ziemi Świętej po pierwszej wyprawie krzyżowej, nieustannie zmagały się z naporem muzułmanów. Między Królestwem Jerozolimy, Hrabstwem Trypolisu i Księstwem Antiochii a sąsiadującymi z nimi władztwami islamskimi trwał nieustanny stan wojny. Tymczasem łacińscy władcy Bliskiego Wschodu cierpieli na brak ludzi do walki. Jak zauważa angielski historyk Paul Hill w swojej wydanej właśnie książce „Templariusze na wojnie 1120-1312”, niełatwo było nakłonić mężczyzn do wyprawy na Wschód, a jeszcze trudniej przekonać ich, by tam zostali.

Prócz nieustannego zagrożenia wojną, plagą państw krzyżowców stały się muzułmańskie napady na pielgrzymów przybywających do świętych miejsc. Pieniądze przywożone przez wiernych były ważnym elementem gospodarki bliskowschodnich państw. Tymczasem na przybyszów czyhały bandy złożone z Turków, Egipcjan i wędrownych Beduinów, którzy napadli ich, grabili i bez litości zabijali.

W Wielkanoc 1119 r. doszło do zdarzenia, które odbiło się szerokim echem na Zachodzie. Na drodze z Jerozolimy do rzeki Jordan oddział muzułmanów zmasakrował grupę kilkuset nieuzbrojonych pielgrzymów. Około 60, którzy ocaleli sprzedano w niewolę. A była to tylko jedna z wielu tego typu napaści.

Dwu na jednym koniu

Wydarzenia te sprawiły, że w 1118 r. grupa francuskich rycerzy - wśród nich Hugo z Payens - złożyła przed patriarchą Jerozolimy śluby zakonne według reguły cysterskiej, oferując się walczyć w obronie pielgrzymów. „Ponieważ nie mieli oni ani kościoła, ani stałej siedziby, król [król Jerozolimy Baldwin II - przyp. PS] wyznaczył im kwaterę w swym pałacu, po jego północnej stronie, obok Świątyni Pańskiej” - zapisał kronikarz Wilhelm z Tyru.

Jako że Świątynię (czyli przerobiony na kościół meczet Al-Aksa w Jerozolimie) określano łacińskim słowem Templum, francuskich rycerzy mieszkających przy niej zaczęto nazywać templariuszami. Tak powstał zakon, który rychło stał się polityczną, wojskową i gospodarczą potęgą, ale którego upadek był równie spektakularny jak jego kariera.

- Ziemie Lewantu zostały wyzwolone spod muzułmańskiej okupacji, a ogólna sytuacja polityczna zwłaszcza na początku XII w. dawała zapotrzebowanie na formację religijno-obronną, również ze względów porządkowych - wyjaśnia genezę zgromadzenia Krzysztof Kurzeja, Wikariusz Generalny i Wielki Przeor Polski Zakonu Rycerskiego Świątyni Jerozolimskiej, czyli współcześnie działającego zakonu templariuszy.

Początki były jednak trudne. Zakonnych rycerzy było tylko dziewięciu. „Ubóstwo zmuszało ich do pożyczania habitów, a brak środków uniemożliwiał nawet utrzymanie własnej siedziby, która zaczęła popadać w ruinę” - pisze Hill. Te nader skromne początki zgromadzenia znalazły odbicie na słynnej pieczęci templariuszy przedstawiającej dwóch rycerzy na jednym koniu. Znacząca była też nazwa zgromadzenia: Ubodzy Rycerze Chrystusa i Świątyni, która jest w Jerozolimie.

Opatrzność sprawiła, że w szeregach zakonu znalazł się wspomniany Hugo z Payens, francuski rycerz, który w 1125 r. został wybrany wielkim mistrzem. Wykazał on niezwykłą energię w poszukiwaniu wsparcia dal młodej instytucji. Niezmordowanie podróżował po Europie i zdobywał nadania ziemskie, ofiary pieniężne i materialne, a także nowych kandydatów na braci zakonnych.

Jego starania przynosiły efekty. Francuscy i angielscy władcy oraz feudałowie chętnie obdarowywali templariuszy ziemią, pieniędzmi i przywilejami. Wielu szlachetnie urodzonych rycerzy decydowało się na wstąpienie w szeregi zakonu.

- Nie do przecenienia jest tu osoba św. Bernarda z Clairvaux i jego dzieło „De laudae Novae Militiae” („Pochwała nowego rycerstwa”), w którym klarował ideę mnichów-rycerzy. Była to też ciekawa droga kariery dla szlacheckich potomków, którzy nie bardzo mieli szanse na dziedziczenie dóbr i zostali przeznaczeni do kariery duchownej. Zakony rycerskie łączyły obie „ścieżki kariery”: rycerską i duchowną - mówi Krzysztof Kurzeja.

Templariuszy wsparli też papieże. Innocenty II w 1139 r. wydał bullę, która nadawała zakonowi specjalne przywileje. Miał on podlegać bezpośrednio Ojcu Świętemu, co oznaczało wyłączenie spod zwierzchności patriarchy Jerozolimy i tamtejszych biskupów. Bracia mogli wybierać wielkiego mistrza spośród siebie i nikt nie mógł ingerować w wybór. Zakon otrzymał też prawo zatrzymywania zdobytych na wojnie łupów i został zwolniony z dziesięciny, choć mógł ją pobierać z własnych posiadłości.

Królestwo dla zakonu

Kolejne korzystne dla templariuszy bulle ogłosili Celestyn II i Eugeniusz III, wzywając panów i duchownych świata chrześcijańskiego do wspierania zakonu. Dzięki takiemu poparciu zgromadzenie rosło w siłę, zarówno materialnie, jak i liczebnie. W wielu krajach Europy powstały jego prowincje. Było ich 13 i obejmowały m.in. Francję, Anglię, Flandrię, Prowansję, Sycylię, Portugalię, Katalonię, Aragonię i Węgry. Równie ważne jak prowincje wschodnie były prowincje hiszpańskie, w których również toczyła się walka z niewiernymi i w których zakon posiadał duże posiadłości ziemskie.

Regułę zgromadzenia spisano w 72 łacińskich artykułach, określających jego strukturę, obowiązki religijne, obyczajowe i wojskowe zakonników, porządek dnia, kary itd. Z kolei zasady wojskowe szczegółowo określono w powstałych po 1165 r. tzw. statutach hierarchicznych.

Reguła przewidywała cztery kategorie członków zakonu. Najważniejszą stanowili bracia-rycerze. Potem byli bracia służebni, czyli serwienci, dalej kapelani, wreszcie służba i rzemieślnicy. Do zakonu można było wstąpić na zawsze lub na określony czas, a służbę taką mogli podjąć także żonaci rycerze. Białe płaszcze z czerwonym krzyżem mogli nosić tylko bracia-rycerze, niższym kategoriom zakonników przysługiwały płaszcze brązowe lub czarne. Za poważne przewinienia zakonnika karano odebraniem płaszcza, czyli degradacją, lub wyrzuceniem ze zgromadzenia.

Jak pisze Paul Hill, służba w zakonie była odbierana jako zaszczyt. Wielu zachodnioeuropejskich feudałów decydowało się na wstąpienie w jego szeregi na stałe lub na jakiś czas, a także przekazywało mu dobra ziemskie i pieniądze. I tak np. król Aragonii i Nawarry Alfons I Waleczny przekazał w testamencie całe swoje królestwo, które miało przypaść templariuszom, joannitom i bożogrobcom.

Rycerze z czerwonym krzyżem pojawili się również na ziemiach polskich. W 1155 r. przywiózł ich wracający z krucjaty książę Henryk Sandomierski. Nadał im Opatów oraz kilkanaście wsi w Sandomierskiem. Legenda mówi, że templariusze założyli kolegiatę w Opatowie, a gdzieś w jej podziemiach znajdują się ich groby.

W 1226 r. templariusze trafili na Śląsk. Sprowadził ich książę Henryk Brodaty, nadając majątki w okolicach Oławy i Leśnicy. Inny książę piastowski Władysław Odonic obdarował ich Myśliborzem, Wielką Wsią, Chwarszczanami i Wałczem. Z kolei Przemysł II przekazał im Czaplinek. Zakon miał w Polsce kilkanaście komandorii. Wątek ten wykorzystał Zbigniew Nienacki pisząc swoją powieść „Pan Samochodzik i templariusze”. Tam zakonnicy mieli ukryć skarb w fikcyjnej wsi w ziemi chełmińskiej noszącej nazwę Kortumowo.

- Zachowało się wiele zabytków po templariuszach. Najciekawsza jest unikatowa w skali świata kaplica w Chwarszczanach. Wiele dokumentów potwierdzających własność Zakonu Świątyni zaginęło albo zostało zniszczonych przez instytucje, które przejęły mienie templariuszy - mówi przeor Kurzeja.

Mistrzowie wojny

Aktywność templariuszy nie ograniczała się do gromadzenia majątków. Bracia w Ziemi Świętej nieustannie walczyli z muzułmanami w obronie pielgrzymów i tamtejszych państw łacińskich. Urządzali rajdy na tereny wroga, bronili twierdz, których sieć posiadali na Bliskim Wschodzie, konwojowali pielgrzymów, a u boku świeckich feudałów brali udział w regularnych wojnach.

Nieustanne zajmowanie się wojaczką uczyniło z nich wytrawnych rycerzy, cenionych przez sojuszników i znienawidzonych przez wrogów. Organizacja militarna zakonu sprawiała, że jako siła zbrojna działał on znacznie szybciej i sprawniej niż świeckie oddziały krzyżowców, dotknięte wszystkimi wadami feudalnej wojskowości. Dzięki temu król Jerozolimy miał stale do dyspozycji co najmniej kilkuset zaprawionych w bojach braci zakonnych, a dochodziły do tego ich poczty i miejscowi najemni żołnierze.

„Wszystko, co związane z wojną, było ujęte w ramy jasnych przepisów zawartych w regule, dotyczących rozbijania obozu, zachowania podczas marszu czy reagowania na alarm. Templariusze potrafili stawić czoło atakowi, sformować szyk bojowy (...) a samą szarżę przeprowadzić, zachowując szyk na tyle, na ile to było możliwe” - pisze Paul Hill.

Templariusze i współpracujący z nimi joannici zwykle tworzyli straż przednią i tylną wojsk. Wysyłano ich też na zwiady, a dowódcy należeli do ścisłego grona decyzyjnego. Jak wynika z lektury książki Hilla, który przeanalizował wojenne dzieje zakonu, bracia byli zwykle „jastrzębiami”, tzn. w relacjach z muzułmanami parli do rozstrzygnięć za pomocą oręża.

Nie zawsze kończyło się to dobrze, o czym świadczą opisane w książce bitwy u źródeł Cresson, pod Rogami Hittinu czy pod La Forbie, których sprawcami byli templariusze i w których krzyżowcy ponieśli sromotne klęski. Po wielkiej przegranej pod Rogami Hittinu w lipcu 1187 r. sułtan Saladyn kazał ściąć 230 wziętych do niewoli templariuszy. Po pierwsze, to ich wielki mistrz parł do wojny, po drugie zaś, jako zaciekli wrogowie wiary muzułmańskiej był oni znienawidzeni przez wyznawców Proroka.

Templariusze wzięli też udział w bitwie pod Legnicą 9 kwietnia 1241 r., w której Tatarzy rozgromili rycerstwo polskie. Wspominana bitwa pod Rogami Hittinu, określana jako największa klęska krzyżowców, zaskutkowała upadkiem państw łacińskich w Ziemi Świętej. Saladyn po kolei zajmował łacińskie twierdze - Akkę, Sydon, Bejrut - aż w październiku 1187 r. zdobył Jerozolimę.

Mistrz rzuca klątwę

Templariusze przenieśli się na Cypr, mieli też liczne posiadłości w różnych krajach Europy, co pozwalało im swobodnie funkcjonować. Nie porzucili jednak myśli o powrocie do Ziemi Świętej. Wielki mistrz Jacques de Molay opracował plan krucjaty, która miała doprowadzić do odbicia utraconych terenów na Bliskim Wschodzie.

Do wyprawy nigdy nie doszło, a na templariuszy spadł niespodziewany cios. Król Francji Filip IV Piękny postanowił zniszczyć zakon. Templariusze byli bowiem jedną z najpotężniejszych i najbogatszych organizacji w Europie. Zgromadzili liczne dobra ziemskie, dysponowali dużymi zasobami gotówki i odgrywali znaczącą rolę polityczną.

Wydaje się jednak, że to chęć zagarnięcia legendarnych już wtedy skarbów templariuszy była głównym powodem królewskiego ataku, tym bardziej, że Filip sam był u nich zadłużony. 13 października 1307 r. o świcie we Francji przeprowadzono aresztowania przywódców zakonu. Na podstawie zeznań usuniętego ze zgromadzenia zakonnika Esquina de Floryana wysunięto oskarżenia: herezja, świętokradztwo, czary, rozpusta, kult bożka Bafometa i spiskowanie z Saracenami.

Poddany torturom wielki mistrz przyznał się do wszystkiego. Proces zakonników trwał do czerwca 1311 r. Papież Klemens V rozwiązał zakon, a większość jego majątku przekazał joannitom. 18 marca 1314 r. na wysepce na Sekwanie w Paryżu wielki mistrz Jacques de Molay i preceptor zakonu w Normandii Gotfryd de Charnay, zostali spaleni na stosie.

De Molay przed śmiercią odwołał zeznania i przeklął króla Francji i papieża, którzy nota bene zmarli w ciągu roku. Zakon przestał istnieć. Narodziła się za to legenda o ich sekretach związanych ze św. Graalem i Arką Przymierza, konszachtach z nieczystymi siłami, a nade wszystko o niezmierzonych bogactwach, jakie zgromadzili. Z mitów tych korzystają nieustannie autorzy powieści, filmów, seriali, gier komputerowych oraz zwolennicy spiskowej teorii dziejów.

- Tymi legendami nie należy się przejmować. One tylko fałszują piękną historię zakonu - radzi na koniec Krzysztof Kurzeja.

Paweł Stachnik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.