Artur Drożdżak

Wola Filipowska. Śmierć w aucie. Śledczy: to nie był wypadek drogowy, a potrójne zabójstwo

Pogotowie na miejscu wypadku Fot. Artur Drożdżak Pogotowie na miejscu wypadku
Artur Drożdżak

Trzy osoby nie żyją na skutek zderzenia dwóch aut. Prokurator uważa, że kierowca powinien zostać potraktowany nie jak sprawca wypadku ze skutkiem śmiertelnym, ale jako potrójny zabójca. I o to oskarża go przed sądem. Mateuszowi G. grozi dożywocie.

Sprawa jest precedensowa, bo przeważnie tragiczne zdarzenia na drodze są kwalifikowane jako wypadki i jeśli są ofiary śmiertelne to nietrzeźwemu kierowcy grozi do 12 lat więzienia. W przypadku Mateusza G. zagrożenie karą jest o wiele większe, bo w razie uznania go za winnego za potrójną zbrodnię minimalny wyrok to 12 lat pozbawienia wolności.
To jeszcze młody 44-letni mężczyzna, którego życie, można zaryzykować taką tezę, trzy razy znalazło się na zakręcie.

Zakręt numer jeden, córka

Pierwszy raz to się zdarzyło, gdy rozwiódł się z pierwszą żoną. Związek był burzliwy, gwałtowny, ale jego owocem była ukochana córka, dziś 16-letnia. Mateusz nie mógł się porozumieć z partnerką w kwestii większej liczby widzeń z dzieckiem, które po rozstaniu pary, zostało z matką. Były awantury, ostre słowa, pretensje i Mateusz G. cały czas ma poczucie krzywdy, że ma utrudniony kontakt z córką. Płaci na nią 1250 zł alimentów i ciągle chce się z nią spotykać.

Na drugim zakręcie w życiu, tym razem zawodowym, Mateusz G. znalazł się, gdy był już w nowym związku małżeńskim z kolejną partnerką. Doczekał się drugiego dziecka, znalazł spokój i ukojenie w nowej rodzinie.

Zakręt numer dwa

Ukończył studia z administracji publicznej na Uniwersytecie Jagiellońskim, ale postanowił zostać biznesmenem. Założył firmę, która zajmowała się cateringiem lotniczym i dostarczała posiłki pasażerom samolotów. Sukces był oszałamiający, miesięczne zarobki sięgały 10 tys. zł, ale z czasem coś przestało się układać i partnerzy z Warszawy zaczęli mieć pretensje o wzajemne rozliczenia.
Firma od 2017 r. zaczęła podupadać, pojawiły się długi, niezadowoleni kontrahenci poszli do sądu i wytoczyli Mateuszowi G. sprawy cywilne. Gdy zobowiązania firmy sięgały kilku milionów złotych, mężczyzna był zmuszony zawiesić tak świetnie prosperującą działalność gospodarczą. Został też wtedy skazany przez krakowski sąd na karę więzienia w zawieszeniu za naruszenie praw pracowniczych.

Dowiedz się więcej o losach oskarżonego. 

Pozostało jeszcze 70% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 12,30 zł co 5 dni.

    już od
    12,30
    /5 dni
Artur Drożdżak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.