Z miłości do motoryzacji zasiadły za sterami miejskich autobusów

Czytaj dalej
Fot. Fot. Andrzej Banaś
Piotr Drabik

Z miłości do motoryzacji zasiadły za sterami miejskich autobusów

Piotr Drabik

Sylwetki. Takiego duetu w krakowskiej komunikacji zbiorowej jeszcze nie było. Najpierw za kierownicą autobusu zasiadła 41-letnia Ewa Haber. Szybko w jej ślady poszła 23-letnia córka. Po roku pracy za kółkiem Justyna zrobiła furorę w zawodach kierowców miejskiego przewoźnika.

- Nie jesteśmy „kierowniczkami” czy „kierownicami”, tylko po prostu kierowcami - zgodnie podkreślają matka z córką. Zanim obie panie założyły charakterystyczne dla kierowców MPK krawaty, niebieskie koszule i granatowe swetry, minęło sporo czasu. Ewa, filigranowa krótko ścięta blondynka od urodzenia mieszka w podkrakowskiej Morawicy. Motoryzacją interesowała się od dziecka. Mimo że nikt w jej rodzinie nie pracował w warsztacie czy za kółkiem - ani dziadek, ani wujek, ani tata.

- Pierwszy raz prowadziłam samochód w wieku 14 lat. To był fiat 126p, który należał do chłopaka mojej siostry. Jednak nie byłam zadowolona z tej przygody, bo jechałam tylko na „jedynce” z góry - śmieje się Ewa Haber. Po podstawówce, jak sama przyznaje, przypadkiem trafiła do szkoły krawieckiej. Jednak już wtedy widziała, że nie zrobi kariery przy maszynie do szycia. Zdecydowanie bardziej wolała stanowisko kierowcy. Egzamin na prawo jazdy zdała od razu, gdy tylko było to możliwe, w wieku 18 lat. Pierwszy samochód? - Oczywiście „maluch”. Do dziś mam sentyment do tego pojazdu - przyznaje Ewa Haber.

Tłumione marzenia

Decyzja o zostaniu zawodowym kierowcą zapadła dopiero po latach. Wcześniej, wzorem kobiety pracującej, chwytała różne zajęcia - pracowała przy taśmie produkcyjnej czy jako ekspedientka w sklepie. Najdłużej, bo aż 13 lat spędziła w punkcie poboru opłat na autostradzie. - Ta praca męczyła psychicznie, była strasznie monotonna. Przez cały ten czas tłumiłam w sobie pasję do motoryzacji - podkreśla Ewa.

Na „bramkach” pracowała również jej córka Justyna. - Z mamą wszędzie musimy być razem - przyznaje 23-latka. Wspomina, że zawsze sama pchała się za kierownicę. -W każdej wolnej chwili chciałam tylko się przejechać. Jeszcze jak byłam w gimnazjum, mama z tatą zabrali mnie gdzieś na ubocze, bym mogła krótko pojeździć fiatem cinquecento - wspomina Justyna Haber.

Po zdaniu matury miała różne plany na dorosłe życie. Przez moment marzyła o karierze w służbach mundurowych, ale studia z bezpieczeństwa narodowego w końcu zostawiła. Miłość do motoryzacji okazała się silniejsza. W przeciwieństwie do mamy, prawo jazdy na kategorię B zdała dopiero za trzecim razem. - W każdym przypadku popełniłam błędy na placu manewrowym np. strącając słupek przy cofaniu - wspomina 23-latka.

Po odebraniu upragnionego „prawka”, Justyna od razu postanowiła zdobyć szlify w zawodzie kierowcy. - Dorywczo jeździłam busikiem volkswagen T5, wożąc pasażerów oraz załogę linii lotniczych z hoteli na lotnisko Balice. Również zdarzyło się podróżować z bagażami po południowej Polsce, które zagubiły wcześniej linie lotnicze - opowiada Justyna Haber.

Najczęściej zdziwieni widokiem młodej brunetki z długimi włosami za kierownicą byli piloci. - Ale zawsze dziękowali mi za wspólną jazdę - dodaje 23-latka. Jednak z czasem zlecenia dla kierowcy się skończyły, a Justyna trafiła na autostradowy pobór opłat.

Dla jej mamy punktem zwrotnym okazał się kurs prawa jazdy na motocykl. Ewa poszła w ślady córki, która wraz z kursem na kategorię B, zdobyła uprawienia do jazdy na jednośladach. - Ciężko mi szła nauka na motocyklu. Martwiłam się, że sobie nie poradzę, nawet chciałam zrezygnować z kursu - opowiada 41-latka.

Jej instruktorem jazdy był kierowca autobusów. Zaczęła go podpytywać i coraz bardziej się interesować się karierą kierowcy. - Jak jeździłam samochodem po mieście i widziałam kobiety za kierownicą autobusów, to sobie myślałam „a może tak spróbować?” - wspomina Ewa Haber.

W końcu postawiła wszystko na jedną kartę. Egzamin na prawo jazdy na autobus nie był łatwy. - Ciągle padało i była szarówka, ciemno. Na szczęście udało się zdać za pierwszym razem - mówi wprost 41-latka. Po zdobyciu uprawnień poszła za ciosem. Trzy lata temu zostawiła pracę w punkcie poboru opłat na autostradzie i zgłosiła się jako kierowca autobusów do Mobilisa, prywatnego przewoźnika działającego w Krakowie . - Pierwszy dzień w pracy pamiętam dokładnie, kurs na linii nr 131. Wyjeżdżając z zajezdni, miałam obawy, czy wszystko się uda - opowiada Ewa Haber.

Na szczęście obyło się bez wpadek, objazdów i innych nieszczęść. Po dwóch latach pracy w Mobilisie, przeszła do Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego w Krakowie. - Teraz mogę powiedzieć, że jestem spełniona zawodowo. Czerpię z tego sporo satysfakcji - mówi 41-latka.

Talent i determinacja

W ślady matki szybko poszła córka. Po zdobyciu uprawnień do kierowania autobusami, zgłosiła się do zajezdni autobusowej MPK w Bieńczycach. - Największym problemem był brak doświadczenia oraz wiek - wspomina Justyna.

Żeby móc wozić pasażerów w miejskich autobusach, trzeba mieć co najmniej 24 lata. Wyjątkiem jest sytuacja, w której kandydat z prawem jazdy kategorii D ma więcej niż 21, ale może jeździć autobusami tylko na krótkich trasach. - Liczba pań wśród naszych kierowców wciąż stanowi niewielki procent. Również samych kandydatek nie ma wiele - ocenia Adrian Obuchowicz, kierownik zajezdni Wola Duchacka, gdzie obecnie pracuje Justyna.

Mimo to dziewczyna nie dała się szybko zniechęcić. Determinacją przekonała szefostwo i ponad rok temu dano jej szansę. Pierwszy kurs Justyny był na linii nr 184, autobus przegubowy. - To ciężka linia przez m.in. jazdę po torowisku na rondzie Grzegórzeckim i do tego jeszcze dłuższy pojazd. Był więc duży stres, jak już przejechałam, zdecydowanie mi ulżyło - wraca myślami 23-latka.

Typowy dzień pracy dla Justyny zaczyna się bardzo wcześnie. Żeby dotrzeć na poranną zmianę, czeka ją pobudka w godzinach 2-3 rano. - Zabieram dokumentację pojazdu, przeprowadzam ogólne oględziny autobusu. A potem 8-10 godzin pracy - opowiada Justyna. Nie ukrywa, że najbardziej stresujące w jej pracy są korki i komentarze pasażerów „czemu autobus jest spóźniony”. - Ciężko, żebyśmy mieli na to wpływ. Dyskusje trzeba ucinać jak najszybciej, bo stres jest wrogiem kierowcy - wskazuje Justyna Haber.

Dla matki i córki praca za kółkiem to żadna monotonia - codziennie inne sytuacje, inni ludzie, inne autobusy. Pasażerowie reagują na ogół pozytywnie. - Ja się spotkałam z komentarzem w stylu „nie blondynka, to można wsiadać” - śmieje się Justyna Haber.

Niespodziewany sukces

23-latka wykazała się sporym opanowaniem również podczas wrześniowej rywalizacji kierowców MPK. Justyna była najmłodszym zawodnikiem podczas zawodów w zajezdni Mały Płaszów. Jednak taryfy ulgowej nie miała - test z przepisów ruchu drogowego i zasad wewnętrznych MPK, jazda na symulatorze, gdzie liczył się czas reakcji (między zobaczeniem na ekranie przeszkody na drodze, a kliknięciu przycisku), pierwsza pomoc i w końcu jazda na placu manewrowym.

- Podczas wjazdu do zatoki i slalomu między pachołkami, na środku autobusu była piłka na talerzu. Poza czasem przejazdu liczyło się również to, żeby piłka się z niego nie stoczyła. Ale ja kompletnie o niej zapomniałam, skupiając się tylko na jeździe - przyznaje 23-latka. Koncentracja połączona z umiejętnościami przyniosła drugie miejsce w zawodach. W rywalizacji startowała również jej mama - to taki pierwszy przypadek w krakowskim MPK.

Ewę i Justynę łączy wiele, ale nie wszystko. Podczas, gdy córka po pracy sięga dla relaksu po romans, mama nadrabia zaległości z nowinek motoryzacyjnych. - Chciałabym kiedyś wybrać się na przejażdżkę po Norwegii. Oczywiście za kierownicą - marzy 41-latka. Obie panie chętnie dzielą się wrażeniami z trasy. - Zawsze miło usłyszeć od wysiadających pasażerów, że dziękujemy za bezpieczną jazdę. To sygnał, że dobrze wykonujemy swoją pracę - mówi z uśmiechem Ewa Haber.

Do kierowania miejskim autobusem 41-latka przekonała już swojego siostrzeńca, a ostatnio w nadziei na pracę kierowcy do drzwi gabinetu kierownika zajezdni Wola Duchacka zapukał chłopak Justyny. Ale dla jej młodszej siostry autobus jest za mały, w przyszłości chce zostać... pilotem samolotu.

Autor: Piotr Drabik

Piotr Drabik

Komentarze

12
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

R.P

Dzisiaj zobaczyłem ten artykuł, super że wam się udało, dawni znajomi z poprzedniej pracy fajnie jest was teraz zobaczyć. Pozdrawiam :*

Wacek

Wolem nastawnik niz kierownice, bo nojpikniejse som MOTORNICE!!!

H.B.

Też pracowałam na bramkach, zastanawiałam się co to za Wiesiek, teraz już wiem o kogo chodzi. Te dziewczyny były ogólnie lubiane, fajnie że im się udało, Wiesiek to gostek z kompleksami, wszystkim wszystkiego zazdrościł, zawiść kipiała i pewnie dalej mu kipi uszami, żal mi go......

R

Uśmiechnięte, utalentowane, piękne. Czego chcieć więcej....??? Trzymajcie tak dalej. Pozdrawiam

ochrona

wiesiu wiesiu wieśniaczku siedź gdzie siedzisz, jak zwykle nic mądrego do powiedzenia nie masz, dla ciebie świat kończy się na pożal się boże ochronie na bramkach, rozwijaj się ... pozdrawiam

Wiesiek

One pracowały na bramkach w Balicach a teraz co wielkie panie pożal się boze

Fajnie

Ten duet jest najlepszy i najładniejszy.

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.