Za czasów Antoniego Józefa Marsa Limanowa zyskała nowe oblicze

Czytaj dalej
Fot. Fot. karol wojtas
Tomasz Jacek Lis

Za czasów Antoniego Józefa Marsa Limanowa zyskała nowe oblicze

Tomasz Jacek Lis

Nie każda inwestycja Marsowi wychodziła, ale mimo to się nie poddawał i zmieniał Limanową. Z podupadłego miasteczka i majątku ziemianin uczynił doskonale funkcjonującą jednostkę.

Limanowa w czasie, gdy Marsowie osiedlili się na jej terenie, przypominała bardziej wieś niż miasto. Drewniana zabudowa, brak utwardzonych ulic, nie wspominając o chodnikach, mieszczaństwo parające się rolnictwem. Ogólnie rzecz biorąc, rozpacz i nędza. Nic nie wskazywało na to, by miało się coś zmienić, zwłaszcza że nikomu, ani władzom, ani mieszkańcom, na tym nie zależało. Dzisiaj prezentujemy drugą część artykułu o Antonim Józefie Marsie, jego rodzinie oraz przemianach, jakie dzięki nim zaszły w mieście.

Wizjoner z zewnątrz

W okolicy Limanowej, podobnie jak i w całym kraju, wszelkie objawy życia i ruchu społecznego były podówczas pogrążone w nieporozumieniu i niezgodzie. Handel i przemysł rodzinny prawie nie istniał, a rolnictwo było w stanie opłakanym” - czytamy we wspomnieniach Antoniego Józefa.

Poprzedni właściciele dóbr limanowskich, Stobniccy, nie rezydowali w Limanowej. Mieszkali w Krakowie i jedyny ich związek z miastem kończył się wraz z otrzymaniem comiesięcznego czynszu z propinacji w wysokości 1,6 tys. zł. Włościami zaś zarządzał niejaki Sztor, któremu zupełnie nie zależało na rozwoju miasta i dóbr. Dlatego też przeniesienie się nowych dziedziców na teren powiatu musiało wywołać w mieście poruszenie, którego tu nie było przynajmniej od 1846 r.

Warto pamiętać, że od rabacji galicyjskiej minęło ledwie 10 lat, więc stosunki na linii chłopi - panowie były delikatnie rzecz ujmując napięte. Jednakże w przeciwieństwie do lokalnych dziedziców: Żuk-Skarszewskich z Przyszowej czy Sławikowskich z Tymbarku, Antoni Józef Mars był osobą z zewnątrz. Nie miał więc, tak jak sąsiedzi, za sobą traumatycznych przeżyć, związanych z rabacją. Mówiąc krótko, nie bał się chłopów, lecz starał się maksymalnie wykorzystać tkwiący w nich potencjał, dla dobra własnego, jak i ich samych. Działania, jakie podejmował, cechował realizm. Mimo to był on dzieckiem swojej epoki. Wizjonerem o pozytywistycznym zacięciu, ale jednocześnie wielkim panem na włościach, solidaryzującym się z przedstawicielami swojej klasy, z rozrzewnieniem wspominającymi „stare dobre czasy” feudalizmu i pańszczyzny:

Aby mieć wyobrażenie, jakim jest szkodliwym znoszenie posiadłości dworskich nie tylko pod względem politycznym i ekonomicznym dla całego kraju, ale i dla samych włościan dość porównać miejscowości te, gdzie nie było dworów lub dwory poznoszono, z miejscowościami, gdzie się jeszcze dwory utrzymały; Gdy w pierwszych zobaczymy nędzę, liczne wychodźstwo za zarobkiem w dalekie miejscowości dużo matek i dzieci w największej nędzy, opuszczonych przez ojców, to tam, gdzie jeszcze są dwory, znajdziemy zamożność, włościanie mają zarobek na miejscu i nie potrzebują opuszczać żon i dzieci, nie wychodzą za zarobkiem czasem za morza, skąd często nie wracają” - pisał Antoni Józef.

Nie przeszkadzało mu to jednak wprowadzać rewolucyjnych zmian w swoje włości, choć sam, rewolucjonistą nie był. Przeciwnie, Antoni Józef Mars był stuprocentowym konserwatystą. Za pozytywistycznym „zapalaniem światła cywilizacji” ciemnej chłopskiej masie, stała w głównej mierze chęć zysku, co szło za pan brat z podnoszeniem świadomości chłopskiej i poziomu życia podległych mu włościan. Dlatego bardziej niż do doktora Judyma, porównać go można do Wokulskiego. Osoby trzeźwo patrzącej na świat, starającej pogodzić własne interesy z dobrem ogółu.

Pragmatyk, a nie romantyk

Często mu się to udawało, jednak nie zawsze. Dlatego, gdy pojawiał się konflikt interesów, Mars wybierał z reguły własny zysk. Nieważne, czy chodziło o inicjatywy społeczne, czy o pobudki patriotyczne. Dobrym przykładem jest działalność jego browaru, gdzie nie zawahał się sprowadzać tańszy jęczmień z Węgier, niż dwa razy droższy z Rzeszowa (jak widać tego typu kurioza nie są wyłącznie domeną III Rzeczpospolitej).

Choć był przywódcą „Organizacji pokojowej”, której hasłem było „oświata, moralność, wolność, narodowość”, mającej działać właśnie na rzecz rozwoju galicyjskiej gospodarki, to gdy chodziło o własne interesy, nie mógł być on stratny. O tym, że patriotyczne mrzonki go nie przekonywały, najlepiej świadczy jego postawa w pamiętnym 1863 r., kiedy to przedstawiciele władz powstańczych, poprzez delegata, nakłaniali ziemian galicyjskich do włączenia się w działalność konspiracyjną. W tym celu postanowiono przemianować „Organizację pokojową” w związek rewolucyjny, czemu sprzeciwiał się Antoni Józef.

Nie był entuzjastą powstania styczniowego, a mimo to wspierał je finansowo

Sprzeciwiałem się zasadniczo przemienianiu „Organizacyi” na związek rewolucyjny, już to ze względu, że większą wagę przykładałem do rozbudzenia handlu i przemysłu w kraju, oraz do rozwoju stosunków ekonomicznych niż do rewolucyjnych zakusów […]” - wspomina Mars.

Niestety podobnym realizmem nie wykazali się jego sąsiedzi obszarnicy, którzy mimo sprzeciwu Marsa, zdecydowali się pomóc powstańcom. Narazili się tym samym na szykany ze strony władz, których nie uniknął także limanowski dziedzic, niejako zmuszony zaangażować się w tę chybioną inicjatywę. W efekcie dobrze rokująca „Organizacja” zakończyła swój żywot, zamknięta przez austriackie władze.

Porażka ta nie zniechęciła go jednak do podejmowania kolejnych inicjatyw. Jako ziemianinowi szczególnie na sercu leżała mu kwestia wywłaszczeń, do jakich dochodziło na terenach Limanowszczyzny, zarówno w stosunku do wielkich, jak i małych włościan. Dlatego też, posiadając już ogromny autorytet i legitymację okolicznych dziedziców, w 1878 r. zdecydował się stanąć na czele „Towarzystwa Zaliczkowego” w Limanowej, którego siedziba początkowo znajdowała się w zamieszkanym przezeń dworze. Sukces całego przedsięwzięcia najlepiej oddają liczby. Podczas gdy kapitał początkowy wynosił 1,2 tys. zł (z czego tysiąc wyłożył sam Mars), to w najlepszym okresie działania sięgnął 379 tys. 346 zł. „Towarzystwo Zaliczkowe” miało na celu stymulowanie miejscowych do zaciągania kredytów na rozwój własnych gospodarstw, a także ochronę przed lichwą.

Kilka lat później, by jeszcze skuteczniej działać przeciwko zadłużeniu, powołano do życia „Towarzystwo Ochrony Ziemi”, które zajmowało się wyłącznie pomocą dla osób zagrożonych wywłaszczeniem, zwłaszcza ze strony Żydów.

Sam Antonii Józef, chociaż żydofilem nazwać go nie można, to jednak daleki był od postaw antysemickich, zaś jego niechęć do Żydów spowodowana była wyłącznie pobudkami natury ekonomicznej, gdyż to właśnie Żydzi byli jego głównymi konkurentami, zwłaszcza jeśli idzie o handel.

Pod koniec życia zaangażował się w budowę kościoła - pomnika Konstytucji 3 Maja

Po kilkunastu latach istnienia „Towarzystwo Ochrony Ziemi” zostało rozwiązane, do czego przyczyniło się niewielkie zainteresowanie miejscowych, jak i przede wszystkim nieuczciwość urzędnicza, która spowodowała, że „Towarzystwo” wpadło w finansowe tarapaty. Wydaje się, że Antonii Józef, jak przystało na przedsiębiorcę, w całym swoim życiu najbardziej nienawidził właśnie urzędników, których obwiniał za swoje porażki. Bez różnicy było dla niego, czy miał on do czynienia z zaciągiem zgermanizowanych czeskich biurokratów w okresie przedautonomicznym, czy też z polskim korpusem urzędniczym. Każda tego typu konfrontacja była dlań nieprzyjemnym doświadczeniem.

Pod koniec życia zaangażował się jeszcze w jedno z największych architektonicznych przedsięwzięć na Limanowszczyźnie, tj. budowę kościoła. Z funduszu zlikwidowanego „Towarzystwa Ochrony Ziemi” dołożył do jego budowy 2 tys. zł. W komitecie, jaki się zawiązał w celu budowy, pełnił funkcję zastępcy ks. prałata Kazimierza Łazarskiego.

Prawdziwy człowiek

Należy pamiętać, że Mars był to człowiek z krwi i kości ze wszystkimi tego zaletami i wadami. Lubił pieniądz i wiedział, jak go zarabiać. Miał zmysł do interesów. Nie był jednak Midasem i nie wszystko, czego się dotknął, zamieniało się w złoto, tak jak choćby garbarnia, którą musiał zamykać szybciej, niż ją otwierał.

Był natomiast doskonałym animatorem i przede wszystkim miał pomysł zarówno na siebie, Limanową, jak i przede wszystkim swój majątek. Cechowała go konsekwencja, cierpliwość i ogromna pracowitość. Nie bez znaczenia pozostaje też jego kompromisowe usposobienie, które zjednywało mu wielu przyjaciół. Cieszył się szacunkiem wśród ówczesnych i powinien być dzisiaj należycie wspominany za zasługi.

Tomasz Jacek Lis

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.