Zakaz handlu w niedzielę oddala się. Prace będą jeszcze trwały

Czytaj dalej
Fot. Pawel F. Matysiak
Ewa Andruszkiewicz

Zakaz handlu w niedzielę oddala się. Prace będą jeszcze trwały

Ewa Andruszkiewicz

Obywatelski projekt wymaga jeszcze dopracowania. Nie wiadomo, w jakiej formie wejdzie w życie.

Prace nad obywatelskim projektem zakazu handlu w niedzielę miały ruszyć z kopyta zaraz po uzyskaniu przez Sejm oficjalnej opinii rządu na jego temat. Choć opinia ta została wydana jeszcze w marcu, sprawa ani drgnęła. Pojawia się więc pytanie, czy inicjatywę związkowców posłowie Prawa i Sprawiedliwości faktycznie popierają, czy raczej grają jedynie na zwłokę?

- Co do samej istoty projekt oczywiście popieram. Choć, mówiąc ściślej, nie jest to projekt o zakazie handlu w niedzielę, tylko o zakazie pracy w handlu w niedzielę. To istotna różnica, bo drobni sprzedawcy z własną działalnością gospodarczą będą ją mogli dalej wykonywać. Chodzi o zapewnienie wolnego czasu pracownikom handlu, ale też o zmianę struktury handlu. Handel weekendowy, niedzielny to dziś głównie handel w obiektach wielkopowierzchniowych, do tego najczęściej zagranicznych. Chcielibyśmy, aby większa część tego wolumenu była przekierowana do drobnego handlu polskiego, do ludzi, którzy tutaj płacą podatki, a nie żeby zyski, w ramach grup kapitałowych, były transferowane za granicę - mówi Marcin Horała, poseł PiS z Gdyni, i tłumaczy dalej, dlaczego prace nad projektem wciąż się przedłużają.

- Cały projekt wymaga daleko idącego dopracowania. W jego pierwotnej treści znalazły się np. zapisy zakazujące w niedzielę pracy przy terminalach przeładunkowych w portach. To byłby absurd i m.in. ten zapis trzeba zmienić. Stąd przedłużające się prace - kontynuuje Horała. - W powietrzu wisi też jeszcze jedna kwestia do rozstrzygnięcia, a mianowicie, czy przynajmniej na początek, niejako testowo, nie wprowadzić zakazu tylko w część niedziel w miesiącu. Moglibyśmy wtedy zobaczyć, jak projekt funkcjonuje i sprawdza się w rzeczywistości. Myślę, że warto ten pomysł rozważyć - dodaje.

Tymczasem Polska Rada Centrów Handlowych wciąż nie daje za wygraną. Zdaniem jej członków, opinia rządu ws. projektu stoi w sprzeczności zarówno z wynikami aktualnych analiz, jak również skutkami, jakich doświadczyły poszczególne kraje po wprowadzeniu zakazu handlu w niedzielę. - Zdaniem rządu, po zmianie przepisów nie zwiększy się liczba osób bezrobotnych. Fakty są zupełnie inne. Prognozuje się u nas spadek zatrudnienia o 36,4 tys. osób, z czego 21,2 tys. w samym handlu. Pozostałe osoby mogą stracić pracę w usługach zależnych od handlu w niedzielę. Chodzi np. o firmy ochroniarskie, sprzątające czy gastronomię - mówi Radosław Knap, dyrektor generalny PRCH. - Na Węgrzech zakaz handlu w niedzielę zwiększył bezrobocie. Po wprowadzeniu regulacji w marcu 2015 roku już w maju zatrudnienie w węgierskim sektorze handlowym było o 3 tys. osób niższe niż w lutym 2015 roku - dodaje.

Rząd uspokaja jednak, że jeśli właściciele małych sklepów zdecydują się osobiście prowadzić sprzedaż w sklepie w niedzielę, część z nich może zdecydować się na zatrudnienie pracowników do pracy w inne dni tygodnia, dzięki czemu wzrośnie zatrudnienie w małych sklepach.

- Doświadczenia krajów, w których zakaz handlu został już wprowadzony, pokazują zupełnie coś innego. Na Węgrzech duże sklepy obniżyły ceny, aby przyciągnąć klientów w inne dni tygodnia. W efekcie Węgrzy kupowali jedzenie na zapas, a małe sklepy, które mogły być otwarte w niedzielę, zaczęły plajtować na niespotykaną skalę - kontynuuje Radosław Knap. - Dziwne jest też to, że - zdaniem rządu - osoby, które będą chciały pracować w niedzielę, a w wyniku zmian prawnych nie będą mogły kontynuować dotychczasowej pracy, z łatwością znajdą inne zatrudnienie. Rządzący z jednej strony popierają zakaz handlu, aby pracownicy mogli odpocząć, z drugiej strony natomiast przekonują, że ludzie chcący pracować w niedzielę znajdą zatrudnienie - to spora niespójność - podsumowuje Radosław Knap.

Z argumentami Polskiej Rady Centrów Handlowych nie zgadzają się związkowcy - pomysłodawcy i autorzy całego projektu.

- Oburzające jest to, że żaden z krytyków naszego projektu nie przedstawia konkretnych wyliczeń, które uzasadniałyby ich tezy i do których można by się merytorycznie odnieść. Gdy wprowadzaliśmy zakaz handlu w 13 dni świątecznych, przeciwnicy przestrzegali, że stracimy na tym od 15 do 40 tys. miejsc pracy. Co się okazało? Zatrudnienie w handlu nie tylko nie spadło, ale nawet wzrosło o 7 proc. Mamy już więc swoje doświadczenia - mówił w kwietniu na naszych łamach Marek Lewandowski, rzecznik Komisji Krajowej NSZZ Solidarność.

Ewa Andruszkiewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.