Zalipie - wieś malowana kwiatami

Czytaj dalej
Fot. Michal Gaciarz
Dominika Cicha

Zalipie - wieś malowana kwiatami

Dominika Cicha

Spacer po urokliwej wiosce warto rozpocząć od Zagrody Felicji Curyłowej, niezwykłej artystki, której zalipianie zawdzięczają tradycję malowania chat.

Wszystko zaczęło się, gdy nasi przodkowie mieszkali jeszcze w dymnych chatach. Dymnych, bo dym z paleniska uchodził przez specjalny otwór w dachu, kopcąc przy tym na wewnętrzne ściany domu. Aby żaden z kawalerów nie pomyślał, że panna z danej chaty nie potrafi zadbać o czystość i porządek, kobiety rozjaśniały ściany wapnem, malując białe packi.

Na początku XX wieku Felicja Curyłowa (1904-1974) postanowiła pójść o krok dalej i packi przerobić na kwiaty. Tak, jak tylko podpowiadała jej fantazja. Pierwszą próbę podjęła w wieku 10 lat. Gdy została sama w domu, ozdobiła kwiatami czarny od sadzy sufit.

Choć efekt był naprawdę imponujący, rodzice nie podzielili zachwytu małej artystki. - Ale zdolności manualne Felicja odziedziczyła właśnie po rodzicach. Mama zdobiła dom packami, a tata był cieślą - opowiada Wanda Racia, wnuczka Felicji Curyłowej, która dziś opiekuje się muzeum Zagroda Felicji Curyłowej.

Co ciekawe, gdy mała Felicja rozpoczynała swoją pracę artystyczną, o Zalipiu było już głośno. A to za sprawą Władysława Hickela, krakowskiego gospodarza, który przyjął do pracy chłopca z Zalipia. Ten przyniósł kiedyś ze sobą namalowaną na papierze makatkę, czyli wzór tradycyjnej tkaniny dekoracyjnej ze swojej okolicy. Hickel zachwycił się nią i szybko wyruszył na wycieczkę do rodzinnej wioski chłopca. Swoje spostrzeżenia opisał w 1905 roku w piśmie „Lud”.

Wszystko zaczęło się od prostej rzeczy, kiedy wszystko jeszcze nie było chaosem

Felicja Curyłowa zatem przypomniała o bogatej tradycji artystycznej Zalipia i nadała jej nowy kształt. - To była osoba bardzo pracowita. Haftowała ornaty i gorsety, projektowała wzory na ceramikę dla Włocławka, uczyła inne kobiety sztuki. Była przy tym dość wymagająca - dodaje Wanda Racia.

Zapoczątkowany przez nią zwyczaj malowania domów natychmiast zyskał rzesze zwolenniczek. Gospodynie malowały tym, co miały pod ręką: glinką zmieszaną z sadzą (kolor brązowy) czy wapnem z ultramaryną (niebieski). Potem sięgały po farby proszkowe rozrabiane z mlekiem z dodatkiem białka. Dziś posługują się akrylami.

Tradycja malowania chat przechodzi z pokolenia na pokolenie. Maluchy we wsi zaczynają na skrawkach bud dla psów, a potem dobierają się do ścian w swoich pokojach. Każdy, kto maluje, ma swój własny styl. Nie obowiązują gotowe wzory. Jest tylko jeden warunek: na ścianach muszą pojawić się kwiaty. Czasami pośród nich może zabłądzić jakiś ptak.

Zagroda Felicji Curyłowej to dwuizbowy dom w charakterystycznym, krakowskim układzie, stajnia, stodoła oraz XIX-wieczna chata na prawdziwym klepisku i z prawdziwą strzechą.

Oprócz zagrody, turysta, który odwiedzi Zalipie, zobaczy ponad 40 pięknie malowanych chat. Będzie mógł także zajrzeć do Domu Malarek, gdzie przez kilka godzin dziennie artystki ozdabiają przedmioty w kwiatowe wzory.

Tutaj też odbywają się warsztaty rękodzieła i wystawy lokalnych twórców.

Cała wieś najładniej wygląda tuż po Bożym Ciele. Wówczas odbywa się coroczny konkurs na najpiękniejszą chatę. W 2016 roku wzięło w nim udział aż 101 uczestników. Za każdym razem malowane domy wyglądają inaczej. Artystki zdrapują zeszłoroczną dekorację i pokrywają ściany nowymi wzorami.

Dominika Cicha

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.