Zamknął tylko na chwilę oczy, omal nie zabił go... telewizor!

Czytaj dalej
Fot. Stanisław Śmierciak, fotomontaż
Stanisław Śmierciak

Zamknął tylko na chwilę oczy, omal nie zabił go... telewizor!

Stanisław Śmierciak

Mieszkający w Czaczowie bracia Grzegorz i Jan Pancerz stracili wszystko, gdy doszło do zwarcia. Specjalista od elektroniki oraz strażak mówią, że taki przypadek może przytrafić się każdemu.

Bracia Grzegorz i Jan Pancerzowie wrócili do swojego domu w Czaczowie wieczorem w sobotę 6 maja. Mieszkająca z nimi matka wyszła do jednej z córek, więc w kuchni sami przygotowali kolację. Jajka od kur, które biegają po podwórku, chleb, herbata. W pokoju włączyli telewizor, by na dwójce oglądnąć program „Kocham cię Polsko”.

Sprzęt, który dostarczał braciom rozrywki, okazał się ich zgubą. Strażacy i policjanci orzekli, że to właśnie awaria telewizora wywołała pożar, z którego Pancerzowie ledwo uszli z życiem.

- To może przydarzyć się każdemu - mówi wprost Wiesław Słyś, który od lat naprawia sprzęty elektroniczne.

Ogień buchał z okien

Grzegorz w pewnym momencie przerwał oglądanie i wyszedł do innego pokoju. Jan został przed telewizorem. Zasnął. Nie pamięta zakończenia audycji.

Było po godz. 23, kiedy Grzegorz poczuł dym. Zobaczył, że w pokoju, gdzie był telewizor, szaleje już ogień. Jan właśnie stamtąd uciekał. Grzegorz umknął schodami w dół. Jan pomylił kierunki i wszedł na schody prowadzące na drugie piętro. O tym, że brata nie ma na podwórzu, Grzegorz zorientował się, gdy przed dom wjeżdżały wozy strażackie.

- Zgłoszenie o pożarze otrzymaliśmy niemal równocześnie od dwóch osób - mówi st. bryg. Paweł Motyka, zastępca komendanta miejskiego Państwowej Straży Pożarnej w Nowym Sączu. - Pierwszy był kierowca jadący drogą przez Czaczów.

On mówił, że widzi płomienie wydostające się z okien na pierwszym piętrze murowanego, nieotynkowanego domu po lewej stronie szosy, gdy jedzie się od drogi krajowej Nowy Sącz-Krynica-Zdrój.

Jak się okazało, w tej samej minucie dzwoniła także kobieta alarmująca o ogniu w domu Pancerzów i podająca dokładną lokalizację.

Strażacy, w maskach z aparatami do oddychania, natychmiast weszli w ogień. Odnaleźli Jana i wyprowadzili go na zewnątrz. Był przytomny, ale podtruty dymem. Karetka pogotowia zabrała go do szpitala.

Po ugaszeniu pożaru pogorzelisko badali strażacy i policjanci. Ustalono, że źródłem ognia był telewizor. Kupiony zaledwie dwa lata temu, 28-calowy odbiornik z ekranem LCD. Braciom trudno pogodzić się z myślą, że to przez niego spaliło się ich mieszkanie i wszystko, co w nim było.

To nie pierwszy przypadek

Inżynier Wiesław Słyś prowadzi w Nowym Sączu zakład naprawy sprzętu elektronicznego. Ma 30 lat doświadczenia i zgłębił tajemnice kilku generacji telewizorów.

- Współczesne, płaskie odbiorniki LCD, też mogą się zapalić. Jak każde urządzenie wykorzystujące energię elektryczną - podkreśla Słyś. - Powodem może być zwarcie obwodów, iskrzenie wadliwie wykonanych lub obluzowanych połączeń popularnie nazywanych „zimnymi lutami”. Nawet nadmiar kurzu, który osiądzie wewnątrz telewizora.

Inżynier podkreśla, że to nie teoria. Sam miał w warsztacie telewizor LCD, w którym pojawiły się ślady ognia. - Nie doszło do pożaru mieszkania, bo starszą panią, właścicielkę telewizora, zaniepokoił dziwny swąd - opowiada Słyś. - Wyłączyła odbiornik i zatelefonowała do serwisu. Jedna z płyt we wnętrzu aparatu była już mocno wypalona. Jeśli telewizor pracowałby kilka minut dłużej, musiałyby z niego buchnąć płomienie. Wyglądało to tak fatalnie, że nawet wykonaliśmy dokumentację fotograficzną. Telewizora nie dało się naprawić.

Awarii telewizora przypisywane jest także spowodowanie pożaru, który w marcu tego roku kompletnie zniszczył mieszkanie starszej kobiety w centrum Nowego Sącza. - Pożary od wadliwie działającego sprzętu RTV są rzadkością - uważa Paweł Motyka, zastępca komendanta miejskiego PSP. - Zdarzają się jednak. Ich cechą jest to, że ogień rozprzestrzenia się bardzo szybko, bo zwykle telewizor stoi we wnęce szafki lub na stoliku, a to są materiały łatwopalne. Wcześniejsze dostrzeżenie, że telewizor zaczyna się palić, nie jest możliwe, bo należałoby obserwować tył odbiornika, a przecież zwykle patrzymy na jego ekran.

Potrzebna pomoc

Mieszkający w Czaczowie bracia Pancerzowie są stolarzami. Szczególnie cenione są robione przez nich ogrodowe meble i huśtawki. Przy tej robocie młodszy z braci stracił nawet czubki kilku palców. Stolarstwa jednak nie porzucił, choć precyzyjna robota sprawia mu teraz znacznie więcej trudności.

Jan jest po sześćdziesiątce, a Grzegorz po czterdziestce, niezmiennie pozostają w kawalerskim stanie. W tym samym domu co oni mieszka także ich 83-letnia matka Weronika. Ona jednak często przebywa u córek, które mieszkają w tej samej wiosce. U nich znalazła schronienie. Apeluje o pomoc dla synów, którzy stracili w ogniu wszystko.

W sprawie pomocy rzeczowej prosimy kontaktować się z naszą redakcją. Informacje o tym, czego jeszcze potrzebują pogorzelcy z Czaczowa, można również uzyskać, telefonując do Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Łabowej: telefon 18 471 12 85 lub wysyłając e-mail na adres: ops@labowa.pl.

Stanisław Śmierciak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.